12 lipca 2014

Tajemniczy Dolny Śląsk

Właśnie wróciłam z tego "Tajemniczego Dolnego Śląsku", jak głosi spot reklamowy. Faktycznie - tajemniczy jak najbardziej, tutaj nie ma co protestować, a jednak nie powiem, że jest to miejsce idealne. Wiem, że nie cały Dolny Śląsk tak wygląda, ale po miejscach, które widziałam nasuwa mi się kilka przemyśleń.
Po pierwsze: sklepy. Byłam tam tydzień, przejeździłam z rodzicami mnóstwo kilometrów, wbijając spojrzenie w okno. Oprócz sklepu "owoce, warzywka i inne spożywka" zapamiętałam fakt, że jest tutaj przerażająco dużo Biedronek. Praktycznie nie widziałam innych sklepów! Jedziesz - Biedronka, jedziesz dalej - Biedronka, jedziesz jeszcze dalej - Biedronka. Czyżby ten sklep miał jakiś monopol na Dolnym Śląsku? Musicie wiedzieć, że byłam w ogromnym szoku, gdy dostrzegłam inny sklep, którym było TESCO. Ta magiczna chwila nastąpiła dopiero po pięciu dniach oglądania żółtych fasad sklepów sieci Biedronka...

Inną rzeczą, która rozbroiła mnie i sprawiła, że zaczęłam obawiać się wiejskich zwierząt (tak, tak, mimo że mieszkam na przedmieściach jestem typowym mieszczuchem) jest pewna "restauracja". A może raczej po prostu jedna z licznych agroturystyk. I to takich "z krwi i kości". Można tam wynająć pokoje, przyjść, zjeść obiad, a oprócz tego zobaczyć: kury, koguty, indyki, pawie, gołębie, papugi, czarne łabędzie, króliki, lamy, owce, kozy, konie, osła, psy i pstrągi, które można samemu wyłowić. Cały ten zwierzyniec po prostu chodzi dookoła stołów, więc nie dziwota, że obcy pies położył mi się w nogach, lama śledziła mojego psa, kury chodziły dookoła naszego stolika, a czarny łabędź pozował do zdjęcia. Żeby tego było mało w całym miejscu było mnóstwo zabawek wszelkiego rodzaju, dla niezwykle powszechnej dzieciarni, którą gonienie kur niezwykle bawiło. Ja osobiście siedziałam tam tylko dlatego, że mieli bardzo dobre pierogi...


Oprócz tego w jednym z miast - nie mam pojęcia jakie to było - powaliła mnie za to groteska obecna praktycznie wszędzie w Polsce. Obok starego, gotyckiego kościoła znajdował się pstrokaty blok, kawałek dalej targowisko, a dookoła podniszczone, wyblakłe budynki wołające o pomstę do nieba. Niestety jest to przykra rzecz widoczna w każdym mieście i nikt, nic na to nie poradzi. 
Poza tym chyba jestem zbyt dużym mieszczuchem, ale przerażał mnie ten ogrom wsi i wolnych przestrzeni. Nie powiem, było to coś pięknego, wszystkie te góry i łąki, ale gdy dostrzegałam tam domy i uświadamiałam sobie, że ktoś mieszka w tej pustce cały czas, to byłam przerażona. Mieszkałam w małej miejscowości, na którą składała się jedna, długa ulica w połowie której traciłam zasięg. Po paru dniach miałam ochotę już wracać do domu, ponieważ chciałam już do "zasięgu" i szybko chodzącego wi-fi. 
Nie mogę powiedzieć, że jest to brzydkie miejsce. Kolorowe jeziorka, malownicze góry Sowie są naprawdę piękne! No, krowy idące środkiem drogi już trochę mniej, ale dalej było to dla mnie coś zabawnego. Poza tym na pewno jest tam, co zwiedzać. Można wejść na górę, która była miejscem starożytnego kultu! Co prawda w połowie myślałam, że zejdę tam z wycieńczenia, ale miejsce to, miało w sobie coś magicznego. Tak więc, byłaby to "magiczna śmierć". Oprócz tego jest tam mnóstwo miejsc powiązanych z tajemnicami drugiej wojny światowej. Niedokończone sztolnie walimskie, których jest tam naprawdę dużo, mające ze sobą wiele wspólnego, a których celu do końca nie znamy. Mówi się, że prawdopodobnie miały to być schrony przeciwatomowe budowane z rozkazu Hitlera. Czy to prawda? Nie wiadomo, ponieważ żadne dokumenty się nie ostały. Na Dolnym Śląsku znajdują się też liczne zamki, których zwiedzanie dla mnie i dla mojej mamy jest najlepszą zabawą pod słońcem. I chociaż niektóre były zamknięte, to dalej obejrzenie ich z zewnątrz było niesamowitym przeżyciem. 


Dlatego też mimo licznych rzeczy do których mogłabym się przyczepić i na które przez ostatni tydzień się denerwowałam i przeklinałam w myślach, Dolny Śląsk ma jednak swoje plusy. Aczkolwiek na dłuższą metę nie wytrzymałabym w niektórych okolicach tego województwa. Dla mnie za duże peryferia! 

4 komentarze:

  1. Geez, mieszkam na wsi, ale panicznie boję się kur, więc nie wyobrażam sobie żeby miały mi łazić koło stolika! Wiem, że to może zabawne, ale... Padłabym tam xD
    I wiesz, mimo wszystko cały czas byłam przekonana, że w głębi serca jestem mieszczuchem. Zawsze uwielbiałam miasta, anonimowość jaką gwarantują i wszelkie wygody. Zawsze do miasta mnie ciągnęło i byłam pewna, że kiedyś tam właśnie skończę. Ale podczas długiej autobusowej podróży do Wrocławia (uwielbiam jeździć autobusami, ale tylko gdy nie są zbyt zatłoczone xD) podziwiam pola i te wszystkie wolne przestrzenie właśnie i dotarło do mnie, że w mieście bym się dusiła, że uwielbiam te przestrzenie, widoki itd. I mogłabym mieszkać gdzieś na odludziu mimo wszystko :D Dziwne jak czasami przez przypadek się dostrzega takie rzeczy. Może cały czas sobie wmawiałam, że wolę miasto, żeby wyrwać się z mojego "zadupia"? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie one w pewnym momencie też zaczęły przerażać! Naprawdę wyglądają na przerażające, chociaż indyki były gorsze xD
      Hmm, to ciekawe, wiesz ja lubię i to i to jeżeli są blisko siebie. Lubię przedmieścia, świadomość, że mam niedaleko las, ale pociesza mnie zawsze świadomość, że całkiem niedaleko jest już centrum miasta do którego mogę pojechać jednym z dwóch autobusów (szaleństwo), albo iść piechotą pół godziny. Nie zmienia to jednak faktu, że ta "duchota" miast wcale mi tak nie przeszkadza, bo wychowałam się na blokowisku.
      A jednak lepiej na tym "zadupiu", tak? :D

      Usuń
    2. O tak, indyki są o wiele gorsze! Brrr!
      Tak, to jest takie idealne połączenie - przedmieścia, bo jednak ta wygoda miast jest w zasięgu tych kilku kilometrów.
      Nie, nie na zadupiu nie lepiej. Zadupie jest straszne xD Ale już takie miejsce bliżej miasta jest dobre. Bo z zadupia wszędzie daleko xD

      Usuń
    3. Tym bardziej jak się słyszy historię o tym, że moją mamę indyk kiedyś pogonił ><
      No i mamy konsensus z którym się doskonale zgadzam! :D

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.