23 stycznia 2015

Dorosłość? Wolę moją bazę z poduszek!

Od jakiegoś czasu nachodzą mnie myśli związane z perspektywą bycia osobą dorosłą. Zaczęło się to na jakiś czas przed moimi osiemnastymi urodzinami. Wielka, wspaniała impreza! Przyjaciele, rodzina, góra prezentów, dobre jedzenie, zabawa! Dowód osobisty, prawo jazdy, przywileje związane z tym, że w końcu przekroczyło się ten magiczny próg, oznaczający względną dorosłość. 
A dla mnie? Dla mnie to była myśl, że tego durnego 28 listopada 2014 roku będę już oficjalnie jedną nogą w grobie. 

Tak, wiem: przecież osiemnastka to dopiero początek życia, a nie jego koniec! Ja w ten sposób tego nie odbieram. Nie jestem osobą, którą bawią imprezy, alkoholu nie lubię, papierosy mnie odrzucają, a jedyne doświadczenie odnośnie prowadzenia auta mam z Need For Speed i Grand Theft Auto... Ale jakby na to nie patrzeć to matura, studia, pierwsza praca i decydowanie, co właściwie chce się robić w przyszłości. Choć w sumie tą decyzję trzeba było podjąć już po gimnazjum, wybierać liceum o danym profilu, technikum albo szkołę zawodową. To i tak absurd, aby osoba piętnasto-szesnastoletnia decydowała o tym, co chce robić w przyszłości! Większość tego nie wie, więc idzie na profil zgodny z zainteresowaniami i teraz, na kilka miesięcy przed maturą, dalej nie są pewni co chcą robić. I wcale im się nie dziwię. 
Osobiście w dalszym uznaję się za dziecko. Mimo że mam kawałek plastiku w portfelu, oznaczający, że jestem pełnoletnia, to dalej nie myślę o sobie, jako o kimś zdolnym do podejmowania się ogromnych obowiązków. Mogę zrobić przelew, pójść zapłacić rachunek i zajmować się psem, ale prowadzeniu domu bym chyba nie podołała. Mimo praktyk w lokalnej redakcji, rozdawaniu ulotek przez pół dnia z przyjaciółką czy pomaganiu w firmie przyjaciółki mamy, to nie myślę o sobie, jako o kimś, kto miałby pracować. Oczywiście będę musiała, jednak nie potrafię sobie wyobrazić tej regularności i obowiązkowości w życiu. Kolejny aspekt: rodzina. Nie przepadam za dziećmi, więc też nie wyobrażam sobie posiadania ich w przyszłości! Sama czuję się dzieckiem, a więc, jak miałabym mieć własne?! A teraz to niektóre wielce dorosłe dzieci już mają dzieci! 
Obraz dorosłości w moim wyobrażeniu to istna Sodoma i Gomora. Mroczne pustkowia, bez żadnego życia. To spalona trawa, kolczaste krzewy i kilka chwastów, pokrywających miejsca, gdzie jakaś roślinność była w stanie wykiełkować. Jedyne, co się tam znajduje to kurhany przy których piętrzą się kości, a pojedyncze zbłąkane dusze zawodzą w ciemnościach... Ten świat dorosłych to mnóstwo problemów, depresji, przejmowania się finansami, domem, rodziną i praca w miejscu, która większości ludzi nie zadowala. Do tego dochodzi pogoń za pieniędzmi i niekończący się wyścig szczurów, aby po kilkudziesięciu latach pracy umrzeć. Jak dla mnie to żadna rozrywka, ani nic wielce wspaniałego. 
Są osoby, które cieszą się na dorosłość, oczekują jej i myślą o niej, jako o wolności i radości. Ja za to obawiam się, że to nie jest żaden wesoły okres w życiu. Może przesadzam, myśląc, że będzie aż tak tragicznie. Może to nie jest wcale aż takie złe miejsce, a tylko moje chore wyobrażenia. Jednak wydaje mi się, że najszczęśliwszy okres w moim życiu zbliża się powoli ku końcowi. 
Wolałabym zostać wiecznym dzieckiem, zamieszkać w Nibylandii z wróżkami, nie mieć żadnych problemów, niczym się nie przejmować, być nieśmiertelną i wiecznie się bawić i uczyć tylko tego, czego będę chciała. Mieć ciekawe przygody, a nie mierzyć się z szarą rzeczywistością, która kopie cię w brzuch z szerokim uśmiechem psychopaty na ustach. 
Taka rzeczywistość też powoli zabija w nas wewnętrzne dziecko. W pierwszej kolejności robi to szkoła, presja społeczna, która każe ci szybko decydować, co, jak i z dokładnością do sekundy chcesz robić w przyszłości. Najlepiej, gdybyś wybrał jakiś przydatny zawód: lekarz, prawnik, fizyk kwantowy. Do tego skup się na nauce. Nauka to do potęgi klucz, a jak nazbierasz dużo kluczy, to zostaniesz woźnym! Wszystko dookoła zmusza cię do bycia poważnym, porzucenia zabawy. Wszystko cię przygniata i jeszcze przed dwudziestką przechodzisz depresję. Pewnego pięknego dnia twoje wewnętrzne dziecko umiera, ty zostajesz pracownikiem korporacji i wpasowujesz się w denny schemat "stabilności i normalności". A potem umierasz!
Przed dorosłością nie ucieknę, to prawda. Usłyszałam jednak trochę inną wizję tego okresu w naszym życiu. Cieszenia się i spełnienia marzeń. Jeżeli nie wpasujesz się w nudny schemat, ten najbardziej popularny tylko w inny, bardziej oryginalny, będziesz robić to, co kochasz i nie przejmować się opinią innych - będziesz szczęśliwy. Mimo problemów trochę inaczej spojrzysz na rzeczywistość i to mi się podoba. Skoro już mam dorastać, to mam nadzieję, że nie zapominając o czasach dzieciństwa i pamiętaj o bazie pod stołem, otoczonej poduszkami, gdzie potrafiłam posiedzieć parę godzin. Mimo że wszystko dookoła będzie chciało zabić moje wewnętrzne dziecko, zawalczę, aby nie zginęło. I tak, zrobię to w bazie z poduszek. 

9 komentarzy:

  1. Cieszę się, że jednak pod koniec pojawiło się to światełko w tunelu i te parę zdań, że może wcale nie będzie tak źle :D Bo przecież nie musi, o ile właśnie swoje wewnętrzne dziecko czasem dopuszcza się do głosu może być naprawdę ciekawie. Możesz mieć pracę, którą lubisz, chociaż to trudne czasem, ale zawsze warto próbować :) Życzę Ci z całego serduszka żeby ta dorosłość jednak nie okazała się taka jak w Twojej wyobraźni (chociaż szczerze powiem, że jednak czasem tak jest, ale nie wiecznie), żebyś była uśmiechniętym, dorosłym człowiekiem goniącym za swoimi marzeniami (być może tymi z dzieciństwa nawet), a nie za pieniędzmi i lepszą pracą. I wiesz co, pieprzyć presje społeczną. Nikt za Ciebie życia nie przeżyje. I jeśli nie chcesz mieć dzieci to przecież nie musisz. Jeśli chcesz podróżować to możesz (bo to jednak nie zawsze jest takie kosztowne jak się wydaje). Więc słuchaj jedynie siebie, swojego serca i wewnętrznego dziecka. To Ty najlepiej wiesz, co jest dla Ciebie dobre. Oczywiście nieuniknione jest popełnianie błędów, ale jakoś musimy się pewnych rzeczy nauczyć i cóż, czasem jeden mały błąd chroni nas przed większym. Coś, co wydaje się porażką może otworzyć nowe, lepsze drzwi. I wiesz co, jeśli planujesz iść na studia to ta dorosłość będzie trochę inna, bo studia to przedłużenie młodości. I dla wielu, to właśnie jest najlepszy okres w życiu, więc może wcale ten Twój się nie kończy tylko powoli zaczyna? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jakoś tak mam złe przeczucia i nastawienie, co do tej przyszłości. Na studia planuję iść i mam nadzieję, że jednak w "dorosłym życiu" nie będzie tak źle, jak mogłoby się zdawać, choć czasami nachodzą mnie ciemne i bardzo plastyczne wizje dorosłości XD
      Dziękuję za miłe słowa :D Mam nadzieję, że uda mi się spełnić kilka największych marzeń i że nie stanę się szarym Kowalskim w tłumie :P
      Mam nadzieję, że najlepszy okres się właśnie zacznie :) To się okaże!

      Usuń
    2. Obawy są jak najbardziej naturalne przecież :)
      No to już od Ciebie zależy czy nie będziesz szarym Kowalskim :D Bo może tak się stać, że z czasem stwierdzisz, że to jednak nie takie złe i tyle Ci wystarcza. W co wątpię jednak :D Dokładnie, wszystko zweryfikuje czas, trzymam kciuki :)

      Usuń
    3. Ufam, że nie będę. A przynajmniej zrobię, co będę mogła, aby nie skończyć, jako przeciętniak.

      Usuń
  2. Kurcze, ale masz fajny sposób wypowiadania się. Podoba mi się bardzo takie ironiczne, ciekawe podejście do życia :)
    Jak czytałam to Twoja myśl pokryła się z moją. Dla mnie 20-stka to już połowa życia :c
    Obserwuję i zapraszam też do mnie ( http://vatnajokul.blogspot.com/ )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komplement :D Miło to usłyszeć i w ogóle widzieć, że ktoś nowy się pojawił w obserwatorach ^^
      Cóż, miejmy jednak nadzieję, że moja 18stka nie oznacza bycia jedną nogą w grobie, a Twoja dwudziestka to co najmniej 1/4 Twojego życia, a nie 1/2 :D

      Usuń
  3. Zgodzę się z Tobą, że jak jaki smarkacz 15/16-letni ma decydować o swojej przyszłości. Ba, ja jako dwudziestoletnia kobieta nie jestem do końca pewna swojej drogi, czy to jest to co chcę robić, bo w końcu jeszcze nie miałam praktyki "w swoim fachu".. To nie wiek pokazuje naszą dojrzałość..Pamiętaj! :)
    Pozdrawiam,
    http://and-for-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! A skoro dwudziestoletnia osoba czasami nie jest pewna czy robi to, co chciała, to dlaczego ktoś, mając 15 lat musi podejmować już taką decyzję >< To absurd.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.