22 kwietnia 2015

Mała-duża pomoc

"Wolontariat - dobrowolna, bezpłatna, świadoma praca na rzecz innych lub całego społeczeństwa, wykraczająca poza związki rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie." Taką definicję wolontariatu podaje nam Wikipedia. Krótko mówiąc sprowadza się to do tego, że pomoc własnej babci we wniesieniu zakupów do domu wolontariatem nie jest, za to pomoc obcej, starszej pani z hospicjum już tak. Wolontariusz za to powinien być osobą posiadającą chęci i prawdopodobnie jest to jeden z nielicznych, o ile nie jedyny, wymogów, które należy spełnić, aby zajmować się pracą wolontariacką. 
Osobiście w wolontariacie szkolnym jestem od dwóch lat, trzy moje przyjaciółki zajmują się tym już trzeci rok, czyli dołączyły w pierwszej klasie. Ja co prawda przyszłam na spotkanie, ale uznałam, że wolę zająć się przede wszystkim gazetką szkolną. W drugiej klasie przeglądając bezmyślnie facebook'a, znalazłam informacje o miejscowej fundacji na rzecz zwierząt, która potrzebowała pieniędzy. Podrzuciłam ten pomysł przyjaciółce i tym sposobem wylądowałam u szkolnej pedagog, proponując pomoc dla tej fundacji. Doszło do kiermaszu ciast, zebrania pieniędzy, a potem przekazania ich pani prezes, która ze łzami w oczach opowiadała o swoich zwierzęcych podopiecznych.
Wolontariat to rzecz ciekawa. Moim zdaniem przynosi dużo korzyści (niematerialnych oczywiście). Zawsze, kiedy pomyślę o ww. pani prezes, to na moją twarz występuje uśmiech. Perspektywa tego, że ucieszył ją mój pomysł, sprawił, że i ja byłam szczęśliwa. I myślę, że to jest główną siłą napędową dla wolontariuszy. Chociaż są też osoby, które robią to ze względu na otrzymaną kiedyś pomoc, a niektórzy ze względu na wiarę w Boga i chęć zbawienia. W moim przypadku, jako ateistki w życiu, której nie wydarzył się żaden przełom mówiący: "idź i pomagaj ludziom", jest to działanie z samej chęci pomagania. 
Jednak szkolny wolontariat nie jest jeszcze niczym nadzwyczajnym. W wieku szesnastu-osiemnastu lat nie jesteśmy jeszcze osobami, które muszą na siebie zarabiać. O wiele ciężej o nieodpłatną pracę w ramach pomocy w momencie, w którym trzeba dbać o własne utrzymanie. Teraz, kiedy moim największym zmartwieniem jest matura mogę pomagać w szkolnym kole wolontariatu. Jednak za kilka lat, kiedy będę musiała pracować już nie wiem czy będę mogła sobie na coś takiego pozwolić. Dlatego też podziwiam ludzi, którzy całkowicie oddają się pracy wolontaryjnej i pomaganiu innym, kiedy są osobami dorosłymi i muszącymi zadbać o własną rodzinę czy dom. 
W gruncie rzeczy ludzie przejmują się tylko swoimi najbliższymi. Z drugiej zaś strony skrajny altruizm jest też na swój sposób niebezpieczny. Ludzie mogą to potem wykorzystać przeciwko osobie, która odda wszystko, aby pomóc innym. I może faktycznie jest to przykładna, franciszkańska postawa, jednak dla mnie jest to już popadanie w za duże skrajności. 
Poza tym działalność wolontariatów zwykło się przede wszystkim chwalić. Co znowu jest nieprawdą. Najlepszym przykładem będzie fakt, że jest duża liczba osób, która krytykuje Owsiaka i WOŚP. Z "mojego podwórka" mogę za to przytoczyć przypadki krytyki wobec wolontariatu w szkole. Są ludzie, którym nie odpowiada pomaganie, co przedstawiają w jawny i chamski sposób. Nie uważam, aby działalność w wolontariacie była konieczna. Aczkolwiek wydaje mi się, że pewna choćby tolerancja istnienia takich osób by się przydała. Co jednak z tym zrobić? Nie można zmienić niektórych ludzi i już. 
Jednak wolontariat nie jest konieczny do pomagania. Moim zdaniem każda drobna pomoc, o której nie pomyślimy jako o wielkim wyczynie jest przydatna. Nie trzeba od razu spędzać godzin w hospicjach, rozmawiając z chorymi czy kwestować na ulicach. Zwyczajne ustąpienie starszej pani miejsca w autobusie, wskazanie komuś drogi do jakiegoś miejsca czy wytłumaczenie komuś czegoś w szkole jest już małą-dużą pomocą. A więc wolontariat jest dobry, ale żeby być dobrym nie trzeba od razu do niego należeć. 

6 komentarzy:

  1. Nie należę do wolontariatu, ale to nie znaczy, że nic nie robię - czytanie dzieciom w przedszkolach w gimnazjum, od czasu do czasu pomoc niepełnosprawnemu sąsiadowi na wózku, pomoc wychowawczyni, gdy cała klasa ma w nosie to, o co ona prosi - ja nie uważam tego za jakiś wolontariat, choć pewnie to czytanie dzieciom by się pod to łapało. Ja po prostu robię to, co czuję, że powinnam. Również jestem ateistką i nic nie musi mn do tego motywować, żadna wyższa idea czy jakiś bóg.
    Ale nietolerowanie takich osób - poza krytyką WOŚP nie spotkałam się z tym. Znam wiele osób, który się nie chce nawet pomóc sąsiadce wnieść zakupów, ale żeby w jakiś sposób uprzykrzać życie wolontariuszem albo po prostu osobom z dobrym sercem? Nie, to już czyste chamstwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest fajne, że pomagasz. Czasem nawet taka forma pomagania o jakiej mówisz jest sto razy lepsza niż wolontariat.
      Ciesz się, jeżeli nie spotkałaś się z taką krytyką, w mojej szkole się ona jednak - niestety - zdarza.

      Usuń
  2. Ja nigdy nie brałam udziału w wolontariacie, gdyż sama poniekąd potrzebuję takiego wolontariusza ze względu na własną chorobę-,-. Mimo wszystko doceniam takie osoby, które chcą i potrafią robić coś bezinteresownie i przede wszystkim - nie wymagają za to żadnych pieniędzy. Godne pochwały! Zwłaszcza, że potrafią też znaleźć na to czas, bo (przynajmniej w moim przypadku) to naprawdę ciężka sprawa;].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że jednak większość osób - podobnie, jak ty - docenia wolontariuszy :)

      Usuń
  3. Byłam wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, to na prawdę piękne i pouczające doświadczenie. Teraz angażuję się w różne akcje okazyjnie, bo niestety nie czasu coraz mniej.
    To na prawdę świetna sprawa, bardzo duże możliwości, sporo można się nauczyć. Piękna rzecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze chciałam pomagać w schronisku ze względu na ogromną sympatię do zwierząt, niestety obawiam się, że za bardzo się do nich przywiążę. Aczkolwiek wierzę, że to musiało być interesujące doświadczenie.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.