1 kwietnia 2015

Mała miss próżności

Dzisiaj rano przyjaciółka powiedziała mi o artykule, tyczącym się małych miss. Temat niby znałam ze słyszenia i już wtedy uznawałam za absurdalny, ale szczególnie się w niego nie zagłębiałam. Słysząc jednak, że te trzyletnie dziewczynki mają grubą warstwę "tapety" na twarzy, chodzą na solaria oraz prowadzone są o nich programy telewizyjne w Ameryce, uznałam, że muszę się z tym zapoznać. Choć teraz, gdy to zrobiłam mam ochotę wyrzucić to ze swojej pamięci.
Pierwszy konkurs piękności dla dzieci odbył się 1921 roku w Atlancie. Oczywiście, musiały to być Stany Zjednoczone. Prawdopodobnie, gdyby nie Amerykanie, nikt nie wpadłby na taki pomysł. Choć możliwe, że przeceniam społeczeństwo i prędzej czy później i tak coś takiego by powstało. W każdym razie pomijając już gdybanie na temat teoretycznej genezy tego zjawiska, konkursy piękności dla dzieci istnieją i mają się (niestety) całkiem dobrze.
W tego typu przedsięwzięciach biorą udział nawet niczego nieświadome kilkumiesięczne dzieciaki, ale ja uznałam, że skupię się na tych troszkę starszych - dwu, trzyletnich dziewczynkach, które ubierają się w falbaniaste, różowe sukieneczki i paradują po scenie z toną makijażu na twarzy. Wszystkie zmagania tych dzieci przedstawia amerykańskie show "Toddlers and Tiaras", którego obejrzałam jeden odcinek oraz kilka wyrywkowych fragmentów z wielkim bólem serca. Prawdopodobnie przez to będę miała koszmary i jeżeli kiedykolwiek będę miała dzieci (i będzie to dziewczynka) nie pozwolę, aby brała udział w czymś takim. Dlaczego? Otóż dlatego, że widziałam fragment zrozpaczonej czterolatki, która nie chciała wyregulować brwi, ale jej matka ją do tego i tak zmusiła, jako cenę za bycie piękną. Inna trzyletnia dziewczynka poszła na solarium i, cytując jej matkę, pójdzie tam znowu, jeżeli tylko będzie chciała. Kolejna musiała wykonywać jakiś taniec w klatce, który przywodzi na myśl klubu go-go - wideo. Czytałam też o podawaniu dzieciom specjalnych energetyków, aby nie były zmęczone przy pokazach. Nie przepadam za dziećmi, ale jak na to patrzę, to robi mi się żal tych dziewczynek, a nikła wiara w społeczeństwo jeszcze bardziej maleje. 
Specjalnie wyciągnęłam album z okresu, gdy miałam trzy lata i przyrównałam siebie do tych dziewczynek. Byłam pyzata, z prostą grzywką i fryzurą od garnka, ale tańczyłam do Offspringu, nie lubiłam różowego, rysowałam i bawiłam się w to, co chciałam. A największym makijażowym szaleństwem było pomalowania ust pomadką z gazetki. I cieszę się, że moim rodzice byli normalni, że nie urodziłam się w Ameryce i nie byłam zmuszana do żadnych chorych występów. Te dziewczynki w wieku trzech lat mają regulowane brwi, stosują puder, podkłady, mascary, szminki, róż, lakiery do włosów, bronzery... Dla mnie to nawet na dorosłej kobiecie wyglądałoby okropnie, a co dopiero na osobie w tak młodym wieku. I na szczęście, wiele osób jest podobnego zdania. 
Jednak już kompletnie nie zwracając uwagi na to, że taka ilość makijażu szybko zniszczy tym dziewczynkom skórę i w wieku trzydziestu lat będą pomarszczone, jak rodzynki, to trzeba się zastanowić, jak to wpływa na ich psychikę. Już od małego zmusza się je do tego, aby przedstawiały siebie jako "obiekt erotyczny". Muszą skupiać się na swoim wyglądzie przez tonę makijażu, sztucznie wypchany biust oraz tyłek. Nie zdziwię się, jeżeli w przyszłości wyrosną z nich puste kobiety, dla których liczyć się będzie jedynie to, aby nie połamać paznokci i zlikwidować przy pomocy botoksu, jak największą ilość zmarszczek. 
Skoro jednak jest aż tyle minusów, to skąd taka popularność tych chorych konkursów? Cóż, nie przychodzi mi do głowy nic innego niż niespełnione ambicje matek. Może same, jako nastolatki miały liczne kompleksy, uznawały się za brzydkie, a jednocześnie były zafascynowane modelkami z wybiegów. A ponieważ same nigdy nie spróbowały, tudzież spotkały się z porażką, to przelewają swoje "zainteresowania" na dzieci. 
Nie wierzę, że te dwuletnie dziewczynki naprawdę są tym zafascynowane i chcą to robić z własnej, nieprzymuszonej woli. Ktoś musiał im to wpoić i najpewniej była to mamusia. Idealnym przykładem niespełnionych aspiracji matki jest ten filmik: klik. Pani od razu, gdy dowiedziała się, że urodzi córkę, wiedziała, że ta będzie brała udział w konkursach. Cóż... Dziecko w łonie matki raczej nie ma możliwości wyboru, a co za tym idzie - nie została to decyzja podjęta przez nią. I nawet jeżeli mała nie chce brać już udziału w konkursach, jak widać na zamieszczonym filmie - mamusia chce. 
Osobiście uznaję tą całą farsę za chorą i nienormalną. Dzieci w wieku trzech lat powinny się bawić, poznawać świat, a nie zwracać całą swoją uwagę na próżność i zachowywanie się jak dorośli! Kompletnie nie znam się na dzieciach, w gruncie rzeczy sama dalej uważam się za dziecko, ale po własnych zdjęciach i rozmowach ze znajomymi widzę, że nie tak powinno wyglądać dzieciństwo. 
Cóż jednak zrobić, skoro taka jest moda? Można się kłócić, burzyć, ale próżna aparycja pozostanie najważniejsza dla niektórych osób. 

16 komentarzy:

  1. Przecież to jasne, że jeśli takie dziewczynki spełniają marzenia ich matek, a nei swoje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest chore. Przynajmniej dla mnie.

      Usuń
  2. Wiesz, może i taka dwulatka powie "tak mamusiu, chcę!", ale po takich katuszach raczej nie będzie chciała tego powtórzyć :D Ale jak będzie zmuszona to jako siedmiolatka będzie mówić, że chce, bo będzie się jej wydawać, że to właśnie ona tego chce, że to jej decyzja i marzenie. Jak nie zna innego życia to i marzyć będzie tylko o konkursach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda... Jak słyszałam na tych filmikach, że te dziewczynki, mając trzy lata, biorą udział w konkursach od półtora roku, to byłam przerażona! Dzieci są podatne na wpływy i w tym przypadku będzie tak, jak mówisz.

      Usuń
  3. To jest okropne...nie raz już widziałam zdjęcia takich dziewczynek i aż wierzyć mi się nie chciało, że to są takie młodziutkie istotki...
    Tu nawet nie chodzi o zmarszczki, ale też takie eksperymentowanie z makijażem i chemią może się skończyć paskudną alergią skórną czy też inną. A to też w dłuższej perspektywie może zakończyć się tragicznie, przynajmniej dla psychiki tej dziewczynki...mimo, iż sama się nie maluję to wiem co to znaczy cierpieć z powodu skórnej choroby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wczoraj pierwszy raz zaczęłam się w to zagłębiać i oglądając, to "Toddlers and Tiaras" myślałam, że się załamię. To jest naprawdę straszny widok!
      Na psychikę to na pewno będzie miało tragiczny wpływ i masz całkowitą rację - może to też wpłynąć na różne choroby skórne. Szkoda tylko, że matki tych dziewczynek za bardzo się tym nie przejmują.

      Usuń
    2. Domyślam się, to musi być istna makabra...co się dzieje z tym światem...?!

      Usuń
    3. Chyba zbliża się ku upadkowi... :P Innego wyjaśnienia nie mam!

      Usuń
  4. To straszne, jak czasem niektóre kobiety spełniają własne ambicje na Bogu ducha winnych dzieciakach. Ludzka głupota poraża mnie każdego dnia na tyle, że pojawiają mi się łzy w oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami, widząc głupotę ludzi, nie pozostaje nic innego niż przybrać żałobę za zmarłą inteligencją.

      Usuń
  5. Zgadzam się w pełni, tylko, że ja już od dawna zauważyłam, że amerykańskie społeczeństwo jest poważnie chore psychicznie. Niby mają tyle psychologów i wszyscy chodzą, a i tak, tam jest największy szajs :/ Szkoda tych dzieci, bo wyrosną na jakieś pustogłowia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Jednak komentujesz! :P Jestem w głębokim szoku!
      Te dzieci potem też będą chodzić do psychologów, bo będą miały zniszczoną przez kochaną mamusię psychikę. Ewentualnie wyrosną z nich puste, zapatrzone w siebie lale.

      Usuń
  6. W takich konkursach to matki odwalają całą robotę. Córeczki jedynie wykonują ich polecenia. Boję się myśleć, jaki wpływ ma to na te dzieci, które nie mogą być dziećmi. Kojarzę Honey Boo Boo, dziewczynkę, która brała udział w takich konkursach i nawet nagrali jakieś reality show z nią w roli głównej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam fragment wywiadu z tą dziewczynką, sposób jej mówienia nie przypominał języka pięcio- czy sześciolatki. Wyglądało to dość groteskowo, kiedy Honey Boo Boo mówiła do pani przeprowadzającej wywiad "kochana". Tej dziewczynce naprawdę współczuję tego, co może się podziać z jej psychiką przez wywoływaną presję i nagrywanie show z nią w roli głównej.

      Usuń
  7. To samo i u nas.Zobacz Mali giganci.Dzieci zrobione, odpowiedzi wyreżyserowane, komentarze prowadzących nieodpowiednie dla dzieci. Żenada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet wolę tego nie oglądać :P Sama perspektywa, że będzie tam jeszcze więcej zniszczonych dzieci w ten sam sposób, co w Toddlers & Tiaras, mnie przeraża. Więc wolę nawet nie ryzykować.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.