9 maja 2015

Humaniści mają lżej?

Zacznijmy może od rozwiania pewnego mitu: to, że ktoś jest słaby z matmy nie oznacza, że jest humanistą, tylko, że jest słaby z matmy. I tyle. Tak samo, jak fakt, że nie umie się pisać interpretacji wiersza, nie sprawia, że jesteś geniuszem z fizyki kwantowej. Poza tym pogląd na to, kto jest humanistą zmienił się na przestrzeni wieków. Renesansowym humanistą była osoba, która była wszechstronnie wykształcona, a więc zarówno w dziedzinach stricte humanistycznych, jak i w matematyce. A jak to wygląda teraz? Przede wszystkim panuje pogląd, że humanista = idiota. I to wydaje mi się najczęściej spotykanym porównaniem. Poza tym podobno humaniści mają się łatwiej, a przynajmniej jeżeli chodzi o naukę, bo znalezienie pracy przychodzi im już trudniej. I to właśnie na tym zagadnieniu chciałabym się skupić, jako ex-ścisłowiec, z zainteresowaniem do zagadnień naukowych i lingwistycznych na profilu o rozszerzonej historii, wosie i polskim. 
Zacznijmy od tego, że matematyka nie jest prosta, to prawda, ale zawsze przychodziła mi z pewną łatwością. Dlatego też moja rodzina oraz nauczyciele czy znajomi byli przekonani, że pójdę na profil o jakiejś rozszerzonej matematyce. I o ile polski też był dla mnie interesującym przedmiotem, tak za każdym razem, gdy wchodziłam do sali z wosu zaczynała mnie boleć głowa, a historie spędzałam rozmawiając przez karteczki z przyjaciółką. Na sprawdziany potem się nauczyłam i wyrzucałam wszystkie informacje z pamięci, jak najszybciej się dało. W trzeciej klasie gimnazjum wymyśliłam sobie dziennikarstwo, a więc musiałam wybrać odpowiedni profil w liceum, a więc tak zwany profil społeczno-prawny, o rozszerzonej historii, wosie i polskim. 
I powiem, że było trudno. Po miesiącu miałam ochotę się przepisać na inny profil. Na ten, o rozszerzonym angielskim i matematyce. Uznałam, że historia w takim natłoku nie jest dla mnie. Myliłam daty o minimum 50 lat, wypierałam zdobyte informacje z pamięci zaraz po sprawdzianie, a większość z nich pisałam z pomocą przyjaciółki z ławki. Żeby było śmieszniej zapamiętywałam zazwyczaj najmniej potrzebne pierdoły, jak wymiary kozackiej czajki czy informacje o tym, kogo zamordowała własna żona. I tutaj dochodzimy do meritum. Historia nie jest łatwa. Historia jest, za przeproszeniem, cholernie trudna. Jak sobie pomyślę, że za półtora tygodnia niektórzy moi znajomi zdają z tego maturę, to naprawdę jestem przerażona. Nie wiem, jak można zapamiętać te wszystkie wydarzenia i tego nie pomylić. Specjalnie policzyłam ilość stron w podręcznikach - 2005 stron, pomijając słowniczki na koniec książek. 
Z wosem jest podobnie. Może i jest krótszy, ale tam liczy się za to ogromna szczegółowość, znajomość przepisów prawnych, konstytucyjnych, nazwisk Francuzów czy innych Niemców, którzy wynaleźli różne doktryny, historię zmian poglądów w socjalizmie oraz różnice w procesie legislacyjnym w Polsce i USA.Co do polskiego, to wiele osób czyta góra jedną książkę rocznie, a więc perspektywa przerobienia 24 lektur w trzy lata oraz licznych wierszy nie jest też dla każdego - choć przyznaję, niewiele osób nawet na humanistycznych kierunkach przeczytało wszystko. 
A więc czy faktycznie humanista ma się lżej? Dobra, nie musi aż tyle liczyć, ale jako osoba, która przez większość krótkiego życia ignorowała humanistyczne przedmioty przyznaję, że przestawienie się na pięć-sześć godzin historii tygodniowo nie było proste. I do końca liceum przysypiałam, słuchając o ustawach wprowadzanych za czasów Piłsudskiego. 
Wydaje mi się trochę nie fair, aby uznawać, że każdy, kto idzie na humanistyczny kierunek jest od razu idiotą. Fakt, ciężej będzie znaleźć nam pracę, ale to, że nie mamy ośmiu godzin matematyki tygodniowo nie oznacza, że jesteśmy głupsi. W trakcie próbnych matur z matematyki, to w mojej klasie, a nie na jednym z trzech profili matematycznych, padł najwyższy wynik z matematyki. Nauczenie się całej historii, polityki własnego państwa oraz innych, a do tego zapamiętanie tych wszystkich motywów w literaturze nie jest proste i trzeba to też lubić, aby nie oszaleć. Podziwiam ludzi, którzy potrafią siedzieć godzinami i klepać cosinusy i liczyć prędkość pocisków przy przebiciu tarczy, ale nie wydaje mi się, aby z tego powodu należało umniejszać wiedzę humanistów. 
Podsumowując, po trzech latach spędzonych na profilu społeczno-prawnym, 2005 stronach historii, ponad 800 stronach wosu, 24 lekturach i licznych godzinach tych trzech przedmiotów muszę powiedzieć, że humaniści wcale nie mają lżej od ścisłowców. Te dwie grupy muszą skupić swoją wiedzę na dwóch różnych, a w obecnych czasach rzekomo skrajnych, polach nauki. I żadne z nich nie ma "łatwiej" czy "trudniej". 

8 komentarzy:

  1. Moja rodzina myślała, że pójdę na profil humanistyczny, bo książki, wiersze, dużo czytam, nawet interesuję się historią... Ale z matmy też jestem nie najgorsza. Jednak no, wybrałam technikum, więc to już w ogóle.
    A co do zapamiętywania pierdoł - tak, zgadzam się, bardziej zapamiętałam, że Kaligula mianował konia senatorem niż co zrobił jakiś Bolesław Śmiały ☻ A mam rozszerzoną historię na moim kierunku, więc to niedobrze xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej robić to, co się chce, niż to, co inni chcą żebyśmy robili :)
      To o Kaliguli też nam pani na historii mówiła! Też bardziej bym to pokojarzyła niż dokonania Bolesława Śmiałego :P

      Usuń
  2. Oczywiście, że humaniści nie mają lżej. Każda dziedzina, którą się szerzej zajmiemy wymaga wiele pracy i czasu, jakakolwiek by to nie była.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, że są ludzie, którzy tak uważają ^^

      Usuń
  3. Ehh...dla mnie w ogóle porównanie ścisłych nauk i humanistycznych jest bezsensowne. Właściwie to nie ma porównania. Każda z tych dziedzin skupia się na czymś innym i skupia w sobie zupełnie co innego!
    Co do pracy, czytałam niedawno w jakimś artykule, że właśnie humanistom jest łatwiej znaleźć pracę, bo mają bardziej uniwersalną wiedzę przydatną właściwie w każdym zwodzie i mogą się jeszcze douczyć, a ścisłowcy już nieco gorzej, bo mają już ''ścisłą wiedzę'' tylko z danego działu i trudno byłoby im się dostosować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie >< Zgadzam się z tym w stu procentach.
      O! To mi daje nadzieję, że jednak nie będę za pięć lat stracona na rynku pracy :P Ale teraz, jak o tym mówisz, to faktycznie, już kiedyś słyszałam, że humanistom łatwiej się dostosować niż ścisłowcom.

      Usuń
  4. bardzo dużo zależy od nauczycieli i ogólnej atmosfery lekcji matematyki. bardzo często ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że mogliby być dobrzy z tego przedmiotu, gdyby nie czynniki zewnętrzne, albo własna,wewnętrzna niechęć, czy obawy różnego rodzaju. ja przez długie lata traktowałem matematykę jako zło konieczne. nic nie rozumiałem, nic nie umiałem, zaliczałem byle zaliczyć i mieć z głowy. uważałem, że jestem antyścisłowcem, a mój mózg wypiera wszystko, co związane z liczeniem. a potem trafiłem na człowieka, który w taki sposób tłumaczył, taką atmosferę wprowadzał i tak prowadził cały ten przedmiot - że nagle ze zdziwieniem zauważyłem, że wszystko sam potrafię policzyć. i dodatkowo sprawia mi to przyjemność.
    oczywiście, potem się wybiera - czy wolisz przedmioty ścisłe, czy humanistyczne. ale wybieranie humanistycznej drogi życia wcale nie oznacza, że trzeba być kiepskim z czegokolwiek ścisłego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Niektórzy jednak twierdzą, że są humanistami tylko ze względu na brak zdolności matematycznych. Poza tym fakt, matma nie jest prosta i wiele zależy od nauczyciela. I niestety większość z nich jest beznadziejna i robi to z przymusu :P Dobrze, że tobie trafił się po pewnym czasie dobry nauczyciel.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.