17 maja 2015

Noc Antykwariatów 2015

W nocy z szesnastego na siedemnastego maja na terenie całej Polski odbywała się noc muzeów. Dzięki temu w wielu miejscach można było spotkać liczne atrakcje, poznać trochę historii/sztuki za darmo i spędzić całkiem ciekawie sobotni wieczór, a nawet noc. W Katowicach tego wieczora trzy antykwariaty ogłosiły pięćdziesięcioprocentową zniżkę na wszystkie książki, organizując tak zwaną "Noc Antykwariatów". Nie przychodzi mi nic innego, co mogłoby być lepszego od wydania ostatnich pieniędzy na przecenione książki.
Tak, faktycznie wydałam większość ostatnich pieniędzy na książki i z grupy moich znajomych zakupiłam najwięcej pozycji, mianowicie całe pięć. Nie wydaje mi się, aby to było zaskakująco dużo, ale jednak najwięcej ze wszystkich. Tym bardziej, że uwielbiam buszować po antykwariatach i spędzając tam godziny mogłabym zapewne stracić jeszcze więcej pieniędzy. A ponieważ żadna z moich koleżanek nie powstrzymała mnie przed kupnem kolejnej książki, to widać los tak chciał.
Wydarzenie raczej nie było odebrane zbyt chętnie. Na samym wydarzeniu na facebooku niecałe dwieście osób zadeklarowało się, że weźmie udział, z czego prawie półtora tysiąca było jeszcze zaproszone. Czy faktycznie te dwieście osób przyszło - tego nie wiem. Jednak z obserwacji widziałam, że przychodzili ludzie zachęceni tą zniżką. Jeden pan zbierał naręcza książek. Chodził po antykwariacie trzymając w jednej ręce stos, który wyglądał jakby zaraz miał się przewrócić, a drugą przebierał wśród półek, dokładając coraz to kolejne tomiszcze. I w obliczu tej osoby, myślę sobie, że moje pięć książek to w sumie nic. 
Lista książek, które kupiłam i o których chciałam bym króciutko opowiedzieć, co będzie trudne, jako, że jestem ksiązkoholikiem, to: 

Sir Arthur Conan Doyle - Studium w szkarłacie 
Oglądałam film o przygodach Sherlocka z Robertem Downeyem Jr. w roli głównej, oglądałam też serialową wersję z Benedictem Cumberbatchem i prawdopodobnie nie umiałabym wybrać, którego wolę bardziej. Obydwoje byli świetni, podobały mi się zarówno filmy, jak i odcinki serialu. Aczkolwiek ostatnio uznałam, że wypadałoby się zapoznać z pierwowzorem tej postaci, a więc kiedy przypadkiem natknęłam się na kilka opowiadań z Sherlockiem uznałam, że kupię tą opcję, którą poleciła mi przyjaciółka. 

Witold Gombrowicz - Ferdydurke 
Pierwsza z dwóch lektur, znajdujących się na tej liście, które przerabiałam w szkole i bardzo mi się spodobały. Przed lekcjami polskiego na których mieliśmy omawiać tą książkę przeczytałam tylko połowę, ale uznałam, że w końcu kupię tą książkę i wtedy przeczytam w całości. 

Sławomir Mrożek - Tango 
W 2013 roku nasza polonistka zabrała nas na spektakl do Krakowa pod tytułem Karnawał, czyli pierwsza żona Adama. I co prawda wiele osób narzekało, że nudne, niezrozumiałe i ogólnie takie be, to mi bardzo przypadło do gustu, a więc po Tango również chętnie sięgnęłam, kiedy okazało się być lekturą. I na tyle mi się spodobało, że gdy zobaczyłam, że mogę kupić bardzo ładne wydanie za czternaście złotych, to nawet się nie zawahałam. 

William Shakespeare - Sen nocy letniej
Jestem fanką Shakespeare'a, czy żeby krócej i "bardziej po polsku" pisać, Szekspira, dlatego też mam w domu kilka jego sztuk. Każda praktycznie z innego wydania, każda kupiona w antykwariacie, żadna - niestety - nie jest w tłumaczeniu Barańczaka, ale są moje i to mnie cieszy. A komedia Sen nocy letniej to jest po prostu moja ulubiona historia. I szukałam jej przez dwa lata, zanim w końcu udało mi się ją znaleźć. Dlatego wczoraj byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.

Herbert George Wells - Wehikuł czasu 
Książka, którą kiedyś mieliśmy w domu, ale po tym, gdy pękła nam rura i woda zaczęła powolutku zalewać ścianę na której w drugim pokoju były ustawione regały z książkami, w związku z tym tata musiał pozbyć się dużej ilości tomów. Na nieszczęście Wehikuł czasu był jedną z tych powieści, więc gdy zauważyłam, to też kupiłam tego, jakby nie patrzeć, klasyka. 

Wydaje mi się, że inicjatywa jest bardzo ciekawa. Ogólnie przepadam za atmosferą antykwariatów, a szczególnie jednego, znajdującego się na Podkarpaciu, który niestety odwiedzam tylko w trakcie wakacji. W trakcie - dajmy na to - dwutygodniowego pobytu, jestem w stanie odwiedzić to miejsce prawie co drugi dzień. Dlatego zawsze cieszy mnie odwiedzanie takich miejsc. Inna sprawa, że nie mają one ogromnej reklamy, są raczej małe, skromne, ukryte pośród ogromnych, katowickich blokowisk, ale mają swój urok. Wcześniej, przed tym wydarzeniem nie miałam pojęcia o istnieniu tych miejsc, dlatego też przy następnej wizycie w Katowicach ponownie postaram się zajrzeć do któregoś z tych antykwariatów i tym razem nie stracić tam reszty pieniędzy... 

24 komentarze:

  1. Też uważam to za fajną inicjatywę, choć ja zapewne w antykwariacie nie miałabym czego szukać. A ten Pan mógł zapożyczyć koszyk sklepowy z Biedronki - książki byłyby bezpieczniejsze xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Facet z antykwariatu oferował mu koszyk, ale uznał, że sobie poradzi :P Potem te stosiki zbierał przy kasie.

      Usuń
  2. Oooo...bardzo ambitny cel:), szkoda, że ja nie mam totalnie czasu poczytać czegoś fajnego...a na pewno jest mnóstwo takich pozycji, bo sama nawet robiłam taką listę książek do przeczytania...no niestety, pomysł nie wypalił zważywszy na brak czasu...
    Sama kiedyś byłam molem książkowym i codziennie wędrowałam do biblioteki, teraz tylko o tym wspominam;].
    Mimo wszystko tobie gratuluję, życzę miłego czytania!!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za niedługo wakacje, a więc może uda ci się na nowo odnaleźć czas na czytanie książek. Dobrą stroną do organizacji tego, co się przeczytało albo chce przeczytać jest: www.lubimczytac.pl :)

      Usuń
    2. Heh, chciałabym, żeby tak było^^. Chociaż, prawdę mówiąc, też w to powątpiewam, gdyż trzeba będzie się powoli na maturę przygotowywać...;/

      Usuń
    3. Ale masz maturę za rok, prawda? Wiesz, ja też sobie mówiłam w zeszłe wakacje: w maju matura, już zacznę! W gruncie rzeczy zaczęłam się uczyć powoli w styczniu, a najwięcej materiału (przynajmniej jeżeli chodzi o wos, który zdawałam trochę z doskoku) opanowałam tydzień przed maturami :P

      Usuń
    4. No niestety, taka to prawda:(. W sumie to też spodziewam się takiego obrotu spraw;], ale nie znasz mojej rodziny...mają fioła na punkcie nauki...często też udowadniają mi, że jestem, co tu dużo mówić, głupia, bo nie wiem wielu rzeczy, a przecież ''będę zdawać maturę''...strasznie potem mi przykro i głupio:(, dlatego muszę niestety uczyć się w wakacje...

      Usuń
    5. Ach, chyba każda rodzina ma takiego fioła. Zawsze możesz zamknąć się w pokoju i robić coś innego, udając, że się uczysz. A to, że twoja rodzina zachowuje się w ten sposób faktycznie jest bardzo nie fair. Poza tym wiedza z książek, to nie wszystko. Po tym, jak już zdasz maturę to dużej części wiedzy nie użyjesz, co czyni ją nieprzydatną... Także głupia nie jesteś, a co do uczenia się, to zrobisz, jak uważasz. Aczkolwiek serio aż tyle czasu na naukę do matury poświęcać okazuje się, że nie trzeba.

      Usuń
    6. Na to wygląda;]. Niby masz rację, ale kłamać też nie lubię, zawsze mam wyrzuty sumienia...No właśnie bardzo nie fair! To uczucie kiedy czegoś nie wiesz, a wiesz, że jak nie odpowiesz w ogóle albo niepoprawnie jest dołujące! Masz rację, nie da się zaprzeczyć...;].
      Obyś miała rację:). A tobie jak poszły matury?:>, co zdawałaś i jak się uczyłaś?:)

      Usuń
    7. Zdawałam - oprócz trzech obowiązkowych podstaw - rozszerzony angielski, polski i wos. Poszły całkiem dobrze :) Zostały mi już tylko ustne w piątek i poniedziałek. A jak się uczyłam... Cóż, nie mam konkretnego sposobu. Z angielskiego na własną rękę prawie wcale, bo matury z angielskiego robiłam w pierwszej klasie LO na dodatkowym angielskim, w czerwcu zdaję certyfikat z poziomu C1. Z polskiego po prostu czytałam sobie notatki, a z wosu wzięłam się do roboty w styczniu, ale tak de facto to połowę materiału ogarnęłam na tydzień przed maturami. Nie umiem się uczyć z dużym wyprzedzeniem czasowym, zdecydowanie wolę mieć "presję czasową". Nie mam szczególnego sposobu na naukę - po prostu czytam ><

      Usuń
    8. Wow...no to życzę powodzenia! Gratuluję z angielskiego!:), poziom C1 to naprawdę wysoka poprzeczka...mam nadzieję, że kiedyś ci dorównam, bo angielski też jest dla mnie priorytetem.
      Ja chyba też tak mam, nie umiem się uczyć z wyprzedzeniem!^^, a co chcesz studiować i gdzie?:)

      Usuń
    9. Dziękuję ^^
      Dziennikarstwo i komunikacje społeczne na Uniwersytecie Śląskim.

      Usuń
    10. Woo...no to ambitnie:), mam nadzieję, że zobaczę cię kiedyś w wiadomościach;].
      A jak wygląda ten egzamin C1? Każdy może do niego podejść, czym się różni od B2?

      Usuń
    11. Akurat do telewizyjnego dziennikarstwa się nie wybieram. Bardziej myślałam o internetowym, bo gazety też są już powolutku na wymarciu.
      Hm, klasycznym certyfikatem jest Cambridge'a - FCE (B2) i CAE (C1). I on jest uznawany w Polsce. CAE zwalnia na uczelniach z uczestnictwa w języku angielskim, jeżeli ktoś ma taką ochotę. Za to FCE już nie w każdym przypadku tak działa. Zdarza się, że zwalnia, ale z tego, co się orientuję jest rzadziej. Te dwa różnią się przede wszystkim poziomem i wydaje mi się, że przeskok jest dość drastyczny. I do niego możesz sobie podejść, jeżeli chcesz, tylko za odpowiednią opłatą, no i ona niestety jest dość wysoka. Przede wszystkim dlatego, że arkusz muszą ci wysłać z Anglii, potem tam odsyłają to, co napiszesz (oraz nagranie z rozmową w języku angielskim między tobą, a egzaminatorem) i sprawdzają to. Najlepiej jeżeli uczęszczasz do jakiejś szkoły językowej, które mogłaby ci pomóc to załatwić.
      Istnieje jeszcze coś takiego, jak City&Guilds i to też można zdawać na tych wszystkich poziomach, jest również uznawane w Polsce, ale już nieliczne uczelnie zwalniają z uczestnictwa w wykładach z angielskiego. I z tego, co wiem, to się też od 2016 wycofuje z Polski, pod tym względem, że już nie będzie można tego zdawać u nas w kraju. I ja właśnie zdaję to w czerwcu, ponieważ uczęszczałam przez ostatnie dwa lata do takiej szkoły językowej, która po prostu ma centrum egzaminacyjne City&Guilds. Ten egzamin też jest za opłatą, ale akurat ta szkoła, w której jestem po spełnieniu kilku warunków umożliwia mi część pisemną za darmo. Jeszcze różnica między tym certyfikatem od Cambridge, a tym od City&Guilds jest taka, że na tym drugim (które zdaję) nie ma gramatyki, ale jest więcej listeningów i readingów (no i oczywiście składa się jeszcze z dwóch writingów).
      Mam nadzieję, że udało mi się to jakoś wyjaśnić >< A jeżeli nie, to pytaj dalej :D

      Usuń
    12. Kurczę...to faktycznie, nieźle;].
      Ja uczęszczam na kurs językowy z ''The Pointa''. To też na tej zasadzie wiriting, listening i reading. Nie wiem tylko czy dałoby radę na C1, aczkolwiek myślę, że przydałoby mi się:).
      A co jest w tym C1 czego nie ma w B2? Jest jakieś inne słownictwo, gramatyka?:>

      Usuń
    13. Słownictwo przede wszystkim. Wszystko jest po prostu na wyższym poziomie, bardziej rozbudowane, trudniejsze słówka. Z gramatyki nie wymyślą ci nowego czasu, bo będąc na B2 już wszystkie się zna, tylko dadzą ci bardziej porąbane transformacje do zrobienia. Takie, w których trzeba wpaść na rozwiązanie, użyć jakichś idiomów specyficznych.
      Tu masz akurat link do przykładowych arkuszy z C1, z City&Guilds o którym mówiłam - http://www.cityandguilds.pl/index.php?cat=12-5-8&path=iesol.c1.expert

      Usuń
    14. Tak myślałam;].
      Dzięki za wszystkie informacje:). Pomogłaś mi bardzo, zwłaszcza, że chciałabym moją przyszłość związać właśnie z angielskim. Stąd też moja dociekliwość:)

      Usuń
    15. Nie ma za co :) Ach! Rozumiem! To w tym układzie powodzenia życzę! Chcesz iść na filologię?

      Usuń
    16. Dzięki, mam nadzieję, że uda mi się!:), właśnie nie wiem...teoretycznie chcę, ale teraz wciąż mówi się, że ciężko się dostać...poza tym, obecnie jest ogromne parcie na matematyków, inżynierów, informatyków itp...sama już nie wiem co robić:(

      Usuń
    17. Moim zdaniem - i zawsze będę się tego trzymać - powinno się robić to, co się chce. Niezależnie od tego na kogo jest teraz parcie i czy ciężko dostać się na dany kierunek i czy potem będzie praca. Jeżeli faktycznie chcesz coś robić, to powinnaś. Bez zbędnego kombinowania czy się dostaniesz (poza tym składa się papiery na kilka uczelni i zazwyczaj też na jakiś kierunek "zapasowy"). Plus jest teraz niż demograficzny, a więc o wiele łatwiej dostać się na studia, bo uczelnie, aby się utrzymać potrzebują studentów, dlatego kandydatom jest łatwiej. To, że "trudno się dostać" mówią zazwyczaj osoby, które ostatni raz miały kontakt ze studiami dwadzieścia lat temu :) Także moim zdaniem powinnaś się przede wszystkim kierować swoim własnym zdaniem: chcesz to robić? To rób.

      Usuń
    18. Hmm...coś w tym jest:), masz sporo racji...zresztą mam jeszcze trochę czasu i nie chce się martwić tym co może kiedyś nadejść, ale też niekoniecznie. Mimo wszystko, strach jednak zawsze jest;/.
      Dam radę, postaram się posłuchać twojej rady i wykorzystać ją w przyszłości:).

      Usuń
    19. Dokładnie, masz rok do namysłu ^^ A to, że strach jest, to wiem doskonale, ale, jak to mówi mój dziadek, strach ma wielkie oczy. I okazuje się, że to jednak prawda :)

      Usuń
  3. ja byłam na nocy Muzeów:D coś wspaniałego! tylko tyle ludzi ech;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę :D W przyszłym roku koniecznie muszę się wybrać na Noc Muzeów, a nie tylko Antykwariatów. W dużej ilości ludzi można doszukać się plusów - jest dużo ludzi zainteresowanych szeroko rozumianą kulturą, że odwiedzili muzea.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.