2 czerwca 2015

New adult nową modą

I oto jest! Pierwsza notka z serii popkulturalnej. Jak możecie zauważyć, w menu jest teraz podział na dwa rodzaje wpisów: jeden dotyczy tych, które pisałam dotychczas (i oczywiście dalej będą się pojawiać), a w przypadku tej drugiej kategorii będę pisać o książkach, filmach, serialach, grach czy co mi tam akurat przyjdzie do głowy. W gruncie rzeczy uświadomiłam sobie, że wpis o podobnej tematyce już kiedyś pojawił się na blogu - klik
W każdym razie! Dzisiaj postanowiłam napisać o pewnym gatunku książek, który ostatnio podbija serca wielu dziewcząt, bo to zazwyczaj one zaczytują się w tego typu romansach. Chyba nie spotkałam się jeszcze z facetem, który czytałby tego typu książki, ale pewnie gdzieś taki istnieje. Panie i panowie! Przed państwem: New Adult!

Ale co to właściwie jest za gatunek? Jego nazwa New Adult została wprowadzona w 2009 roku przez St. Martin's Press, amerykańskie wydawnictwo książek. Przede wszystkim gatunek ten cechuje fakt, iż skupia się zazwyczaj na postaciach w wieku od 17 do 25 lat. Z tego, co już zdążyłam przeczytać to zazwyczaj skupia się na losach postaci w collegu, aczkolwiek moja ulubiona książka należąca do tego gatunku - o której potem - przedstawia losy uczniów liceum. Stałym motywem jest fakt, że główna bohaterka nie miała w życiu lekko, spotkała ją jakaś tragedia i potem wraz z poznanym niedawno chłopakiem starają się pokonać swoje demony (bo jej wybranek serca zazwyczaj też ma jakieś problemy). Zawsze poruszana jest też kwestia seksu w tych książkach i teraz zależnie od autorki (bo nie czytałam jeszcze New Adult pisanego przez mężczyznę) jest go mniej albo więcej. Czasami można powiedzieć, że to takie erotyki tylko dla nastolatek i w niektórych przypadkach całkowicie się z tym zgadzam. 
Dotychczas przeczytałam równe dziesięć książek z tego gatunku. I przede wszystkim sięgam po nie, gdy mam za dużo myśli i potrzebuję zrobić sobie sieczkę z mózgu. Jedni, aby o czymś zapomnieć piją alkohol, ja czytam książki - w końcu każdy ma jakieś spaczenia. W takich przypadkach New Adult jest idealne, skupiam się na problemach postaci, ich wzlotach i upadkach, sarkastycznych odzywkach i po jakimś czasie nie myślę o tym o czym nie chciałam myśleć. Jednak pierwszy raz przeczytałam książkę z tego gatunku, kiedy byłam w Empiku, w którym nie było praktycznie nic, co chciałabym przeczytać, a pilnie potrzebowałam książki, bo bym się zanudziła na śmierć.
Trafiłam wtedy na Morze spokoju Katji Millay, które kupiłam po rozmowie telefonicznej z przyjaciółką na temat wszystkich za i przeciw dotyczących tej
powieści. Tym sposobem zakupiłam jedną z książek, które pokochałam. Przez 450 stron przebrnęłam w jeden dzień i faktycznie tak, jak głosi okładka książka rozerwała moje serce na kawałki i złożyła je na nowo. Naprawdę świetna lektura, idealnie wpasowując się w kanon New Adult - mamy dziewczynę ze straszną przeszłością, którą z miejsca polubiłam i tajemniczego chłopaka, który wcale nie miał lżej w życiu. Natsya i "Josh pieprzony Bennet" stali się moją ulubioną parą wśród książek tego typu i nic do tej pory ich nie przebiło. Dlatego każda kolejna książka, którą teraz wymienię zajmować będzie coraz niższe miejsce w moim małym rankingu. 
Dziesięć płytkich oddechów przeczytałam wczoraj, a więc mam tą książkę całkowicie na świeżo i wraz ze swoją, nazwijmy to, kontynuacją, którą skończyłam dzisiaj - Jedno małe kłamstwo - zdecydowanie zajmuje drugie miejsce na podium. Ponownie mamy tragedię w rodzinie, Kacey Cleary traci wszystko z wyjątkiem swojej siostry. Postanawiają zamieszkać razem w Miami i zmierzyć się z problemami z przeszłości. I chociaż od pewnego momentu bez problemu można przewidzieć zakończenie oraz pewien istotny wątek, to i tak myślę, że jest to warte przeczytania. Przede wszystkim rzuca inne światło na psychiatrę, którzy zazwyczaj są przedstawieni, jako osoby, które nic nie robią. Ten tutaj jest równie szalony, jak jego pacjenci i bardzo niekonwencjonalny, co szczególnie widać w drugiej części. 
Twórczość Cory Carmack poznałam w zeszłe wakacje dzięki mojej przyjaciółce. Ogólnie Coś do stracenia jest błahe. To najsłabsza ze wszystkich części (seria jest bowiem trylogią, kontynuacje to Coś do ukrycia i Coś do ocalenia). Ta książka porusza bardzo trywialny temat i wydaje mi się, że jest jedynie wstępem do dwóch kolejnych tomów, które są ciekawsze. Choć jak mam być szczera moim zdaniem pierwsza część jest najgorsza, druga najlepsza, a trzecia ponownie niezbyt dobra. Stąd mamy taką sinusoidę, ale jeżeli porównuję wszystkie książki z New Adult jakie miałam okazję przeczytać, to potem są już tylko gorsze, a więc Cora Carmack musi zdobyć trzecie miejsce, czy tego chcę czy nie. 


Teraz powinnam wspomnieć o Hopeless Collen Hoover, jednak to będzie bardzo krótka wzmianka. Książki nie przeczytałam w całości ze względu na ogromne podobieństwo do Morza spokoju. Zirytowało mnie to, tym bardziej, że jedynym plusem, który dostrzegłam był sarkazm. Stąd też, mimo że wiele osób poleca tą książkę, ja tego nie robię - zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. 
Przyszedł teraz czas na bardzo złe książki. Bardzo, BARDZO złe. Oczywiście w moim przekonaniu. Będą to trzy książki, o których przeczytaniu chciałabym zapomnieć. Są oczywiście osoby, którym niezwykle podobają się te serie jednak ja... Cóż, zdecydowanie jest to jeszcze bardziej błahe niż Coś do stracenia, które opiera się na utracie dziewictwa przez główną bohaterkę. Ale przejdźmy do rzeczy! Dlaczego tak potępiam After? Otóż dlatego, że przez prawie 600 stron mamy ten sam schemat: kłótnia, pogodzenie się, kłótnia, pogodzenie się, a potem dochodzi seks i te trzy czynności się ze sobą mieszają. W gruncie rzeczy najciekawsze były dwie ostatnie strony... I - o zgrozo! - to trylogia! Płomień pod moją skórą nie kończy przygód naszej uroczej kujonki, nie! To niestety dopiero początek... 
I przyszedł czas na zwieńczenie! Abbi Glines, przyrzekam, to najgorsza autorka jaką spotkałam... Dotychczas sądziłam, że najgorsze, co w życiu przeczytałam to Zmierzch i to cały, nie tylko pierwszą część. Jednak po O krok za daleko i Przypadkowym szczęściu (które przeczytałam z przypadku, nie kojarząc nazwiska autorki) zmieniam zdanie. Osobiście nienawidzę tych serii. Jak o tym myślę, to może nawet After było lepsze. W obu książkach Glines faktycznie pojawiają się problemy, które zostały okropnie spłycone, a ich rozwiązaniem jest seks. W przypadku After przynajmniej nie było jakichś dramatów, tylko durna przepychanka między głównymi bohaterami. A tutaj każdy problem staje się błahy i mało istotny, zrzuca się go na drugi plan, kiedy na pierwszym znajdują się sceny erotyczne. 
Na swoje nieszczęście spotkałam więcej złych niż dobrych książek z serii New Adult. Są one bardzo typowe, schematyczne, możliwe, że niczym nadzwyczajnym nie szokują. Moją perełką pozostaje Morze spokoju, które naprawdę uwielbiam. Jednak w większości przypadków - może to mój pech - przeczytałam naprawdę okropne książki, które, jak ktoś dobrze określił, są łagodniejszymi wersjami Pięćdziesięciu twarzy Greya dla nastolatek. Dlatego o ile dwie pierwsze serie przeze mnie wymienione polecam, tak pozostałe... Jeżeli nie chcecie sobie robić sieczki z mózgu, to nie polecam. 

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony: www.lubimyczytac.pl

26 komentarzy:

  1. Takie książki może wybitnie nie rozwijają naszego intelektu, ale są świetne, żeby się wciągnąć, rozerwać i zrelaksować :) A i w tych dobrych zawsze można znaleźć coś dla siebie. Dzięki za polecenie, chętnie sobie przeczytam, bo teraz po maturze mam ochotę właśnie na takie luźniejsze pozycje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, przede wszystkim takie książki nadają się do tego, aby odreagować, gdy nie chce się myśleć. A przynajmniej ja tak mam.
      Matura powoduje przegrzanie szarych komórek - doskonale cię rozumiem :P W tym układzie życzę miłej lektury!

      Usuń
    2. Też trochę tak mam, że szukam oderwania w różnych rzeczach. Książki i serial "Wikingowie" doskonale się tutaj sprawdzają :D
      Dziękuję ^^

      Usuń
    3. Kolejna osoba, która pozytywnie mówi o "Wikingach", chyba faktycznie muszę to obejrzeć :P

      Usuń
    4. Polecam :]
      Tak wspomniałam, gdyż aktualnie go oglądam i wciąga, nie powiem ;-)

      Usuń
  2. Książki dobre na wakacje, z tego co widzę: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekkie i niewymagające :) Od kilku dni nadrabiam zaległości książkowe, w końcu korzystając z wakacji, a więc na pewno przydadzą się takie, które relaksują :)

      Usuń
    2. No tak, po tych maturalnych przeżyciach należy się relaks :)

      Usuń
  3. Cóż...czytam już niejednego bloga i niezwykle głupio mi, że nie posiadam żadnej wiedzy na temat książek:(. To straszne, bo naprawdę chciałabym pójść do biblioteki i coś przeczytać tak dla siebie, a nie tylko lekturę i ewentualnie program telewizyjny...Im częściej czytam tego typu rzeczy, tym bardziej mi głupio:(. A jak sobie teraz przypomnę to w podstawówce dzień w dzień wędrowałam do biblioteki...dlaczego to się zmieniło!?
    W każdym razie, odbiegłam od tematu:). Dzięki za wyjaśnienie terminu ''New Adult'', bo tak jak w przypadku mangi czy anime, znałam tylko ze słyszenia:). Świetna recenzja!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za niedługo zaczną ci się wakacje, może znajdziesz wtedy okazję do nadrobienia zaległości? :D Mogłabym ci polecić kilka całkiem niezłych lektur z różnych gatunków, jeżeli jesteś ciekawa. Poza tym, ja w roku szkolnym też nie miałam za bardzo czasu na książki, dopiero od czterech dni czytam ze średnią 1 książka na dzień xD
      I dziękuję bardzo za miłe słowa!!! ^^

      Usuń
    2. Mam taką nadzieję, bo mam też wiele zaległości niekoniecznie książkowych!;], modlę się, żebym jak co roku nie zmarnowała tych wakacji!!!^^

      Usuń
    3. Hahaha, również mam nadzieję, że ci się uda wszystko nadrobić :D

      Usuń
  4. Cóż, widzę, że ja chyba nie czytam jednak dużo książek z tego gatunku ^^ Wolę czystą fantastykę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastykę też bardzo lubię (to mój ulubiony gatunek), ale przy niej potrzebuję się skupić :P A gdy mam ochotę śmiać się i nie myśleć, to new adult pasuje idealnie :P

      Usuń
  5. Ileż tych książek widziałam w Empiku i Matrasie. W ogóle jest jakiś boom na New Adult, a ja jeszcze niczego w tym gatunku nie ruszyłam i chyba niewiele straciłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, teraz jest naprawdę wielkie "boom" na to... Ale to chyba taka moda, wcześniej były wampiry, dystopie i teraz mamy New Adult. Praktycznie nic nie straciłaś, jeżeli nie czytałaś czegokolwiek z tego gatunku :P Jedynie po "Morze spokoju" warto sięgnąć, jeżeli ma się ochotę.

      Usuń
  6. Czasami granica pomiędzy NA a YA jest tak niewielka, że mam problem z dopasowaniem jednej książki do drugiej. No i na początku wyznam nieśmiało, że jak czytam książki i naprawdę niektóre są denne, inne to dno i metr mułu, tak - nie wiem jak to się stało! - do bohaterów książek Abbi mam słabość. Po prostu ich lubię i przeczytałam dla nich chyba każdą dostępną część. Ogromną niechęcią darzę jednak NA wydawany przez wydawnictwo Amber. Nie żeby te powieści były od razu wybitnie złe, są średnie, czasem słabe. Poza tym ta szata graficzna! Wiem, że teraz jest moda na podobną szatę graficzną przy danym cyklu wydawniczym, ale Amber poszedł już na całość i to w minus.

    Ta popularność książek YA (które u nas chyba są po prostu powieściami młodzieżowymi) i NA jest dość zabawna. Wcześniej był taki buum na antyutopie młodzieżowe, tylko trzymać kciuki, żeby następny gatunek kierowany dla młodzieży bardziej wpasowywał się w mój gust. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś uwielbiałam wydawnictwo Amber, ale teraz już mi przeszła ta zajawka. Widziałam te okładki i trzeba przyznać, że wszystkie są bardzo podobne. Choć w sumie większość książek z NA opiera się na tym, że są fragmenty twarzy jakiejś pary na okładce.

      Też mam nadzieję, że następne "buum" będzie ciekawsze :P Pytanie tylko, co do tego "buum" będzie należało!

      Usuń
  7. Z gatunku new adult to ja chyba tylko książki Colleen Hoover czytałam... Nie lubię jak są takie "bumy". Najpierw wampiry, antyutopie, erotyki, teraz NA.... co następne? :<

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tylko nadzieję, że następne bum będzie bardziej interesujące niż to obecne. Na szczęście moda na daną tematykę zmienia się na tyle szybko, że już za niedługo New Adult powinno być wspomnieniem.

      Usuń
  8. Hej ktoś tu dostał nominację do LBA :)
    http://biblioteczkaciekawychksiazek.blogspot.com/2015/06/lba.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniały blog. Z wymienionych przez Ciebie książek czytałam "Dziesięć płytkich oddechów" i "After" (co do drugiej, zgadzam się z Tobą) i obie mi się nie podobały. Nie, nie lubię tego typu literatury.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak New Adult jest specyficzne i większości osób, jakie spotkałam średnio przypadało do gustu XD

      Usuń
  10. "New Adult" jest teraz tak silnym trendem, że prawie wyparł wszystkie inne... Sama czytam tego typu książki i niektóre są naprawdę godne uwagi. Widzę, że jesteś świeżo po lekturze "Dziesięć płytkich oddechów". Będzie recenzja?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie piszę na tym blogu recenzji, ale już i tak na tym blogu jest taki miszmasz, że recenzje prawdopodobnie by nie zaszkodziły, a więc to się okaże :D

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.