10 lipca 2015

53 godziny bez prądu

Przez moje województwo przeszły nad ranem 8 lipca straszne burze - grad, deszcz, wiatr, pioruny, powyrywane drzewa. W przypadku mojego miasta spowodowało to odłączenie prądu na pewien czas. Dla osób mieszkających w centrum była to krótka chwila i zapewne w większości to przespali, ale urokiem mieszkania na przedmieściach są częstsze awarie prądu... Stąd też, jak o piątej rano wyłączyli nam prąd, tak mieliśmy go z powrotem dopiero o. 10 dzisiaj. Tak więc nie miałam w domu prądu przez 53 godziny. Niby spędziłam większość czasu poza domem, bo to w środę najpierw do biblioteki, przyjaciółki i na symulator, a wczoraj do babci i na jazdy, ale i tak wieczory były najgorsze. Nie mogłam nawet czytać książki ze względu na brak światła dziennego. Te kilkadziesiąt godzin wywołało u mnie ogromne znużenie i irytację, że nie mogę zrobić czegokolwiek w domu. I to skłoniło mnie do pewnych refleksji. 


W moim domu od prądu zależy wszystko: lodówka, kuchenka, Internet, lampy, brama garażowa, ciepła woda. A więc w momencie w którym jest on odłączony nie ma praktycznie nic do roboty. Zaczynając od prozaicznych czynności, jak włączenie telewizora po zrobienie sobie herbaty, obiadu czy wzięcia ciepłego prysznica. Ja wiem, że to są problemy Pierwszego Świata - brak Internetu przez kilka godzin - ale w przypadku mojej rodziny, w której komputer w weekendy włączony jest od 7 rano do 23 w nocy, podobnie jak telewizor oraz mój laptop, to czuję się nieswojo. Zostałam wychowana z wiedzą, że komputer jest i dla mnie posiadanie go jest równie oczywiste, jak to, że w moim pokoju stoi łóżko. Faktycznie znajduję też inne "rozrywki" niż tylko gapienie się w ekran. Ale już przytłacza mnie to, że nie mogę rano wypić tradycyjnie mocnej herbaty, a popołudniu nie mogę ugotować obiadu. Także dla mnie brak prądu jest okropny, ale to tylko parę dzielnic w mieście, a więc jeszcze "nic strasznego".
Co jednak, kiedy prądu nie ma na całym świecie? 1 stycznia 2000 roku miało dojść do końca świata. Miało się to zacząć od braku prądu. Praktycznie wszystko jest teraz kierowane przez elektryczność: niektóre pociągi, tramwaje, trolejbusy, banki, chłodnie, sklepy, kasy i można by tak wymieniać w nieskończoność. Dlatego na przełomie lat 1999 i 2000 ludzie byli dość przerażeni, w końcu spodziewali się końca świata - tych końców świata przeżyliśmy już kilka, prawda? Ja miałam wtedy cztery latka, a więc nie pamiętam z tego dnia kompletnie nic. Mama jednak opowiadała mi, że ludzie faktycznie zastanawiali się czy coś się stanie, a jeżeli tak, to co właściwie.
Ze względu na to, że prąd jest dla nas oczywistą oczywistością, zastanówmy się, co by było gdyby faktycznie zniknął na ogromną skalę. Większość filmów apokaliptycznych zawiera ten element. Moja przyjaciółka, kiedy w środę wstała o tej piątej rano ze względu na burzę i stanęła w oknie (a mieszka w centrum miasta) powiedziała, że zobaczyła, jak światła migają, a neony gasną. I zdecydowanie w obrazie deszczu, wiatru i gradu musiało to wyglądać, jak kadr z jakiegoś horroru.
I jakby na to nie patrzeć takie rzeczy się zdarzały w rzeczywistości, choćby w 2005 roku, w Stanach Zjednoczonych, kiedy rozpętał się huragan Katrina. Wiele osób straciło dach nad głową, a jeszcze więcej prąd. Służby ratownicze nie mogły dotrzeć do niektórych domów, po dwóch dobach zaczęły się kończyć zapasy paliwa, urządzenia potrzebne do podtrzymywania aparatury szpitalnej przestały działać, leki i żywność zaczęły być powoli na wyczerpaniu, doszło do zamieszek, ludzie zbroili się i walczyli o produkty, a w prowizorycznych schroniskach szerzyły się choroby. Uzbrojeni żołnierze mogli strzelać do ludzi, którzy brali udział w zamieszkach.
Czytałam nawet na ten temat artykuł, na którym będę się opierać w następnej części notki (całość można przeczytać w Świecie wiedzy numerze kwietniowym z tego roku - "Blackout. Jak długo przetrwa Europa bez prądu?"). W tymże tekście wspomniano, co działoby się w Europie na przestrzeni pierwszych dni po tym, gdyby wyłączono prąd na całym kontynencie. Mianowicie na przestrzeni pierwszych 24 godzin leki, które muszą być schładzane można już wyrzucić, osoby podłączone do aparatur szpitalnych - umierają. Nie mamy telewizji, komputerów, działają radia na baterie. Tworzą się gigantyczne kolejki w sklepach, nie można wypłacić pieniędzy z banku. Piątego dnia praktycznie nikt nie ma już nic do jedzenia i każdy kieruje się do prowizorycznych schronisk. Rozpowszechniają się choroby, panuje panika, dochodzi do zamieszek, nie ma już żadnych zasad. Ósmego dnia panuje czysty chaos - sklepy są puste, służby mundurowe nie mogą nic zrobić, umierają ludzie, którzy potrzebują leczenia, panuje prawo dżungli. Ogólnie rzecz ujmując cofamy się do średniowiecza, a ludźmi kierują tylko i wyłącznie pierwotne instynkty. Nie oszukujmy się - moralność umiera.
W dobie ogromnego przywiązania do prądu nie zastanawiamy się nad tym, "co by było gdyby?". Oczywiście są ludzie, którzy żyją bez elektryczności i jakby się nad tym zastanowić, to oni mogą słabiej odczuwać jej brak. Jeżeli czegoś nigdy nie mieli, to nauczyli się radzić sobie bez tego. A my? Popadlibyśmy w panikę i nie wiedzielibyśmy, co ze sobą zrobić, ponieważ nagle odebrano tam coś, co było na porządku dziennym.  Mam jednak nadzieję, że ten mroczny scenariusz nigdy się nie ziści... 

4 komentarze:

  1. Czytałam też o tym w ''Focusie''. Była o tym wzmianka i parę cytatów z tej książki. No faktycznie, wizja ta nie jest przyjemna...ale tak to już właśnie jest. Nikt nigdzie nie będzie się czuł bezpiecznie...wbrew pozorom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna wizja apokalipsy nie jest przyjemna, a niestety wiele z nich mają w sobie trochę realizmu.

      Usuń
  2. To tak samo, jak odpowiadanie na jedno LBA - zadano mi pytanie, do jakich czasów chciałabym się przenieść. Odpowiedziałam, że do średniowiecza, ale tylko pod warunkiem, że wymazano by mi z pamięci wiedzę o internecie, komputerze, ogólnie o elektryczności. Bo inaczej trafiłby mnie szlag. Niby nie jestem aż tak uzależniona np. od TV czy coś, ale tak, jak wspomniałaś - zrobienie sobie głupiej herbaty, wyprostowanie włosów w moim przypadku, ciepła woda przecież też nie bierze się znikąd.... No, ja za to kiedyś musiałam przeżyć 3 dni bez wody, też było dość "ciekawie" ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nam kiedyś odcięli wodę na dwa albo trzy dni... Jechaliśmy do babci się kąpać. Dokładnie, bez świadomości o istnieniu takich rzeczy byłoby łatwiej xD Bo gdyby mi tak bezczelnie odebrali prąd i wrzucili do średniowiecza, to bym sobie chyba nie poradziła.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.