6 lipca 2015

Jechałam i nie przejechałam nikogo


Obecnie praktycznie każdy ma prawo jazdy. Poruszanie się autem to teraz praktycznie podstawa - w pracy często tego wymagają, aby móc wyjechać służbowo, dla własnej przyjemności i oszczędności czasu również jest to konieczne. Bo jednak, jakby na to nie patrzeć, lepiej móc wsiąść do samochodu i pojechać tam, gdzie się chce, niż czekać na autobus i być ograniczonym, co do miejsca wysiadki i czasu odjazdu czy przyjazdu. Auto, choć niszczy środowisko, jest niezwykle pomocne i wiele osób uznaje to już za oczywistość, że należy je mieć. Prawo jazdy robi się jak najszybciej, w wielu przypadkach już w trakcie drugiej klasy liceum, kiedy kończy się osiemnaście lat. Wiele osób zaczyna kurs przed swoimi osiemnastymi urodzinami i niektórzy dostają z okazji osiągnięcia tego wieku właśnie samochód. Inni robią to po prostu po to, aby w przyszłości uzbierać sobie na pojazd. 

Ja, ponieważ mam urodziny dopiero 28 listopada, nie miałam okazji zrobić "prawka" w drugiej klasie LO. Mogłabym zacząć w trzeciej, ale wtedy miałam większe zmartwienia na głowie: matura, certyfikat z angielskiego, konkurs Wiedzy o Mediach... Sprawiło to, że plan ten przeszedł na wakacje po skończeniu szkoły. I dlatego 29 czerwca rozpoczęłam kurs, tak zwany "wakacyjny". Czym się on różni od innych? Otóż przeciętnie chodzi się na teorię raz-dwa razy w tygodniu na około dwie godzinki. To OSK (Ośrodek Szkolenia Kierowców) oferuje możliwość przejścia przez całą teorię w pięć dni. Jest on przeznaczony przede wszystkim dla uczniów, którzy po zakończeniu roku szkolnego chcą zrobić prawo jazdy w wakacje. Skusiłam się na niego również ja, i dlatego od poniedziałku do piątku siedziałam w tym budynku mniej więcej po pięć godzin dziennie. 
W grupie było, bodajże, trzynaście osób - trzy maturzystki (włącznie ze mną), jedna pani w wieku około trzydziestu lat, a reszta należała do rocznika 1997, który teraz ma rok osiemnastek. Cztery dni kurs prowadził właściciel OSK, a w czwartek mieliśmy spotkanie z ratownikiem medycznym, który (w ramach przestrogi albo uprzedzenia nas) pokazał nam niezwykle drastyczne zdjęcia. Duża ilość krwi spowodowała, że jeden chłopak zasłabł, wiele dziewczyn mówiło, że starało się nie patrzeć na ekran, a mnie to szczególnie nie ruszało. W końcu to były tylko zdjęcia! Nie leżała przed nami dłoń z odciętymi palcami, tylko widzieliśmy ją na ekranie. Jak dla mnie robi to ogromną różnicę, więc też szczególnie się nie przejęłam tym, co widziałam. W pozostałe dni poznaliśmy zasady panujące na drodze, znaki, pierwszeństwo, co oznaczają poszczególne ikonki itp, itd. 
Ważną częścią był symulator, który pozwalał nam na nauczenie się podstawowych zasad - ruszania, zmiany biegów, zatrzymywania się. Na symulator składają się: trzy ekrany (jeden na przeciwko nas, dwa pod lekkim kątem), pedały, skrzynia biegów oraz komputer. Kiedy pierwszy raz jechałam przy pomocy tego, puściłam kierownicę, dobiłam do słupka, a więc pojawił się na ekranie wielki, czerwony napis "kolizja", jechałam pod prąd, 120km/h, zapominałam naciskać sprzęgła przy zmianie biegów... I innych błędów nie sposób wymienić. Dopiero za którymś razem zaczęłam się poważnie skupiać na tym, co robię i moim największym błędem okazało się to, że za szybko puszczałam sprzęgło, co powodowało zgaśnięcie silnika. Ni stąd ni zowąd słyszałam za sobą głos instruktora "sprzęgło" i nieważne, jak bardzo się starałam - dalej nie wychodziło. 
Do moich pierwszych jazd doszło bardzo szybko, bo dzisiaj. W poniedziałek, dwa dni po zakończeniu pięciodniowej teorii, wsiadłam pierwszy raz w życiu do samochodu, jako kierowca. Pomijając to, że mam od rana potwornego pecha, to za kierownicą Toyoty Yaris miałam już trochę więcej szczęścia. Oczywiście nie wszystko było idealne! Nie wiedziałam właściwie, jak powinnam dokładnie ustawić boczne lusterka, więc zrobiłam to na czuja. Okazało się, że w aucie dźwignia skrzyni biegów chodzi trochę ciężej, podobnie, jak pedały i kierownica, a samochód lepiej trzyma się drogi. Z początku miałam prosto. Musiałam jeździć w kółko po parkingu, skręcając w lewo i starając się nie dobić do innych aut. Było to proste ćwiczenie: jedź - stój - jedź - zmień bieg - jedź - stój - jedź - skręć w lewo. I tak przez dwadzieścia minut, aby oswoić się z autem. Miałam cichą nadzieję, że przez godzinę nie opuszczę tego parkingu, ale w końcu musiałam wyjechać na miasto. 
Nie przekroczyłam 40 km/h. Zdaniem pewnej strony jechałam maksymalnie 29 km/h, choć moim zdaniem, jak patrzyłam na licznik, to wskazówka zbliżała się momentami do czterdziestu, stąd nie jestem pewna, czy, aby na pewno urządzenie, które zapisywało moje potknięcia jest miarodajne. W każdym razie: jechałam baaaardzo powoli i baaardzo ostrożnie, a do tego baaardzo zestresowana. Bałam się, że kogoś potrącę, do kogoś dobiję, nie wyjdzie mi skręt, mimo że instruktorka obok miała własne pedały i mi pomagała - aż 19 razy, według licznika. Przejechałam prawie sześć kilometrów, nawet zaparkowałam - jakoś, trochę koślawo - silnik zgasł mi tylko raz na samym początku, gdy robiłam kółka na parkingu. Przez połowę trasy chyba nie patrzyłam na znaki. W momencie w którym dotarło do mnie "o matko, ja prowadzę auto", uświadomiłam sobie również "o cholera, zapomniałam o znakach". 
Ale mimo to muszę przyznać, że było fajnie. Choć byłam przerażona i stać mnie było tylko na "mhm", "aha", "dobrze", "staram się" i "boję się", to było całkiem nieźle. Jechałam i nikogo nie przejechałam. Nie najechałam na krawężnik, na mieście nie zgasł mi silnik, jakoś to było. Po części mimo wielu błędów jestem z siebie dumna i mam nadzieję, że w czwartek znowu będzie dobrze. Muszę się tylko pogodzić z myślą, że mi wszystko za pierwszym razem tam na pewno nie wyjdzie. 

10 komentarzy:

  1. Ja jestem z '97 i fakt, mój chłopak obecnie zdaje prawko, ale powiem ci, że moja babcia dwa dni temu zdała prawko ^^ Więc nie ma na to złego wieku xd Mnie czeka to dopiero w przyszłym roku, bo uro w październiku, a nie chcę zdawać na zimę ^^
    Powiem tak - ty przynajmniej jechałaś ^^ A ja... obawiam się, że rozjadę już kogoś na placu ^^ Nieważne czy tam ktoś będzie czy nie, może być i pachołek xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się bałam, że kogoś rozjadę. Jak pani z wózkiem była ode mnie 10 metrów, a ja miałam skręcać, to stałam i czekałam aż sobie pójdzie, żebym do niej przypadkiem nie dobiła. Ale instruktor ma własne sprzęgło i hamulec, więc on w razie czego uratuje biednych pieszych na drodze :D

      Usuń
    2. Hahha, wiesz, musi mieć jeszcze refleks ^^
      No, przede mną jeszcze kilka miesięcy bez stresu ^^
      a potem.... xd ludzie, strzeżcie się ^^ zarówno piesi, jak i kierowcy ^^

      Usuń
    3. Ja tylko uprzedzam moich znajomych, żeby z domów nie wychodzili w porach, co mam jazdy :P

      Usuń
  2. Wiedziałam, że dasz sobie radę :3 Zdolna dziewczyna (krasnoludek)! Z kolejnymi jazdami będzie jeszcze lepiej i łatwiej ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem krasnoludkiem! Obyś miała rację :P

      Usuń
  3. Ja jestem rocznik '97, niby urodziny dopiero w grudniu, ale nie mam w planach na razie robić prawka, bo i tak nie miałabym czym jeździć. Moja mama ma prawo jazdy, ale nie jeździła od tylu lat, że teraz bała by się wsiąść za kierownicę... Po co mam zdawać teraz? Bo taka jest moda, że jak masz 18 to od razu lecisz robić prawko? Ponoć takich młodych najbardziej "udupiają". Stwierdziłam, że zrobię jak będę potrzebować, czyli pod koniec studiów najpewniej. Wtedy będę na świeżo i nie będę martwić się, że już wszystko zapomniałam ^^
    Ale wszystkim zdającym życzę powodzenia, a w szczególności tobie meduzko :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dobre podejście do sprawy, bo w gruncie rzeczy, też mam nadzieję, że po zdaniu prawka będę miała możliwość do używania go, a nie trzymania w portfelu. Jakbym długo nie jeździła, to pewnie też bym się bała. (Dobra, po trzech godzinach jazd dalej się boję)
      I dziękuję bardzo ^^

      Usuń
  4. Ten symulator to świetna sprawa. Żałuję, że nie miałam z czymś takim do czynienia, gdy robiłam prawko :) Za nominację do LBA wezmę się pewnie niedługo, bo cóż, ciągle się wdrażam w życie po przeprowadzce. Niestety, musiałam zmienić ustawienia bloga na prywatne, więc jeśli nadal masz ochotę czasem do mnie zajrzeć to podaj maila i wyślę Ci zaproszenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Symulator jest bardzo fajną sprawą, ale jak potem usiadłam za kierownicą prawdziwego auta, to praktycznie niebo, a ziemia! Pozwoliło mi to jednak na nauczenie się płynnej zmiany biegów i ruszania bez gasnącego silnika :P
      Mój mail to: opopiel@interia.pl Będę wdzięczna jeżeli mi wyślesz zaproszenie :D

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.