31 sierpnia 2015

Air - nazwijmy to - show

W Katowicach, na Muchowcu w ostatni weekend odbywał się Air Show, czyli pokazy lotnicze. Moja przyjaciółka jest ogromną fanką samolotów i kiedy tylko ma okazję, to jedzie na tego typu imprezy. Ja na temat tego środka transportu wiem tyle, że lata. Niewykluczone, że przy pomocy magii, ponieważ to, co robili piloci naprawdę jest niesamowite. Jednak o tym dopiero za chwilę. Wcześniej wspomniana przyjaciółka zaproponowała wspólny wyjazd mi oraz innym przyjaciółkom i suma summarum w sobotę, o godzinie 12:22 we trzy siedziałyśmy w pociągu, jadącym do Katowic. Pomijając naszą porywającą przygodę związaną ze znikającym przystankiem (autobus 110 zatrzymuje się na nim w godziny parzyste, a w nieparzyste go pomija), to dotarłyśmy tam w miarę spokojnie. Oczywiście uprzednio wstąpiłyśmy do CH Trzy Stawy na lody, a potem skierowałyśmy się już na lotnisko. Zanim przejdę dalej chciałam tylko zapowiedzieć, że wszystkie zdjęcia, które pojawią się w tym poście, są zrobione przez moją przyjaciółkę.
Cirrus SR-22
Dotarcie na lotnisko wiązało się z dłuższym spacerkiem i w moim przypadku narzekaniem, że nie chce mi się już dalej iść. W każdym razie dotarłyśmy na miejsce, pokazałyśmy bilety, a potem wraz z innymi ludźmi skumulowaliśmy się przy kontroli toreb. Minus był taki, że nie można było wnieść dużej ilości własnego picia, co było dość absurdalne. Niektórzy musieli wyrzucić pełne, półtoralitrowe butelki soków, ponieważ nie zostaliby wpuszczeni dalej. Pewna ilość była dopuszczalna, a wygląda na to, że my miałyśmy takie szczęście, że weszłyśmy z butelkami na dnach toreb. I  w sumie dobrze, bo ceny na stoiskach były zawrotne. Od początku nie planowałyśmy tam nic kupować, ale nade mną wzięła górę ciekawość i zaczęłam przeglądać cenniki. Wyglądało to mniej więcej tak: lody 8 zł, nachosy, popcorn 16 zł, a dalej nawet nie patrzyłam.
Impreza miała zacząć się o 14 i faktycznie, wtedy wszystkich wpuszczono, aczkolwiek pokazy nie zaczęły się jeszcze przez ponad godzinę. W tym czasie obejrzałyśmy samoloty, stojące za barierkami, czołgi, stoiska z duperelami. Nawet weszłyśmy do KTO Rosomaka i porozmawiałyśmy z żołnierzem na temat temperatur oraz ilości miejsca. Dowiedziałyśmy się, że mają klimatyzację i nawiewy, więc nie jest tak źle, ale dalej ciężko mi uwierzyć, że ośmiu postawnych chłopów może się zmieścić w środku. Znalazłam też inną miłość mojego życia, którą możecie zobaczyć po prawej i prawdopodobnie to było rzeczą, która najbardziej mnie zachwyciła na tym pokazie. Bo w sumie za wiele nie miało, co tam zachwycić...
Mniej więcej o 15:10 pierwszy samolot zaczął wykonywać jakieś akrobacje. Wcześniej można było starać się znaleźć skrawek cienia i nudzić się. W gruncie rzeczy za wiele nie było tam, co robić. Można było wykupić sobie dziesięciominutowy przelot widokowy za absurdalną kwotę, można było postrzelać z plastikowego pistoletu, kupić sobie balonika i wydać zdecydowanie za dużo pieniędzy na przekąski tudzież napoje. Także, kiedy pierwszy samolot pojawił się na niebie można było się w końcu cieszyć. Faktycznie, przelot z akrobacjami był fajny, a przynajmniej mi, jako laikowi w tej kwestii bardzo się podobał. Niektórzy znawcy mogą uznać, że nie było to nic niesamowitego, ale moim zdaniem było to ciekawe. 
Po lewej stronie, na zdjęciu, przedstawiciel Grupy Akrobatycznej Żelazny. To chyba mi się najbardziej podobało. Potem trzeba powiedzieć, że było już tylko gorzej. Prowadzący wysilał się na scenie i próbował przyciągnąć uwagę ludzi, zachwycając się na prawo i lewo, choć nie było za bardzo czym. Zapowiadał Iskry, które się pojawią. I faktycznie przyleciały. Utworzyły biało-czerwoną flagę ze smug i zniknęły. Nie wróciły, nie zrobiły żadnych akrobacji - tyle. Nie dostali pozwolenia, aby przelecieć jeszcze raz, ale za niedługo - o 16:40, czyli było jeszcze trochę czasu - przylecą MiGi. Przyleciały o tej porze, przeleciały parę razy nad pasem startowym i koniec. A potem wzniósł się jeszcze Wiedeńczyk z którego zaczęli wyskakiwać spadochroniarze. O godzinie 17 wyszłyśmy z imprezy, uznając, że już nic ciekawszego się nie wydarzy i pora pójść zjeść coś za ludzką kwotę. Nasza przygoda skończyła się w KFC w Galerii Katowickiej. 
Nie nazwałabym tego "Air show". Air jest słuszne, ale show już nie. Przyjaciółka, która jeździ po tego typu imprezach również przyznała, że jest to najgorszy pokaz, jaki do tej pory widziała. Nie spodziewałam się czegoś wspaniałego, biorąc pod uwagę skalę na jaką było to zrobione, ale mimo wszystko miałam nadzieję na coś ciekawszego. Ceny były nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do oferowanych atrakcji. Do samolotów nie można było się zbliżyć bardziej niż zza barierki, chyba, że za opłatą. Za wszystko trzeba było po wejściu i tak jeszcze dodatkowo zapłacić, więc cud, że za wizytę w toi toiu nie uiszczali dodatkowych opłat - chyba, że o czymś nie wiem. 
Finał jest taki, że akrobacje Żelaznego wyglądały fajnie, MiGi były ciekawe, a Iskry utworzyły ładną flagę. Fajne doświadczenie, ale nie porywające. Następnym razem, gdybym chciała się na coś takiego wybrać, to pewnie zdecydowałabym się na coś lepiej przygotowanego. 
Iskry
Wiedeńczyk
MiGi

12 komentarzy:

  1. Ja mam uraz do pokazów samolotowych, odkąd wybrałam się na Air Show w Radomiu i byłam świadkiem tego, jak samolot uderzył w ziemię, zginęło dwóch pilotów. Swoją drogą bardzo niedaleko domu mojej koleżanki, która beztrosko oglądała pokazy z dachu - nawet nie wyobrażam sobie, co czuła widząc lecący na nią samolot. Pokazy natychmiast odwołali, ale co ciekawe publiczność była tym oburzona, sporo osób miało gdzieś, że zginęli ludzie. Brrr, nigdy więcej Air Show.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, to musiało być straszne. Gdyby coś takiego się wydarzyło na tym pokazie, prawdopodobnie byłby to mój pierwszy i ostatni Air show o.o

      Usuń
  2. Ja nigdy nie byłam na takim pokazie i na pewno nie prędko się tam pojawię;]. Mimo wszystko ze zdjęć wygląda to fajnie i może kiedyś się na coś takiego wybiorę:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda to fajnie, zjawiskowo, choć akurat ten, na którym się pojawiłam nie był aż tak wspaniały :)

      Usuń
  3. Szkoda, że nie było tak fajnie i biedny pan musiał się pocić zapowiadając.
    Ja Air Show mam często, bo mieszkam pół godziny jazdy od lotniska wojskowego, a helikoptery i F-16 ZAWSZE muszą przelatywać koło mojego domu, no nie ma innej opcji, wszechświat by implodował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, trochę współczuję, choć dla mojej przyjaciółki byłby to raj! Ona kocha ten dźwięk i zapewne mogłaby przy nim spać, nawet gdyby MiG czy F-16 krążyło nad jej domem.

      Usuń
    2. Mam mocny sen, wiec tez moge spac, ale czasem jak F-16 przelatuje naprawde, naprawde nisko, wrecz jak na tych nagraniach z Rosji, to sie stresuje. Szczurelki tez.

      Usuń
    3. Nie dziwię się, jakby coś takiego wybudziło mnie z jakiegoś koszmaru, to pewnie bym aż podskoczyła na tym łóżku xD

      Usuń
  4. W Radomiu podobno było niezłe Air Show :D Dziewczyna wujka mówiła.
    Ja mam lęk wysokości... więc chyba rozumiesz, że cóż - mnie niezbyt to interesuje, ale ze spadochronem skoczyłabym chętnie ^^
    Szkoda, że impreza wam się nie udała - ale KFC najlepsze na otarcie łez :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam, że tam było super :)
      Aaa, no tak, moja mama ma lęk wysokości, a uwielbia zwiedzać zamki. Gdy przychodzi do wież, to zawsze panikuje :P
      KFC i ich tortille z kurczakiem zawsze pomogą :D

      Usuń
    2. Yup, twister rządzi ♥ Kocham tego z bekonem i serem ♥ I małe iTwisty ♥ W ogóle KFC rządzi :D
      Ja kocham łazić po ruinach ^^

      Usuń
    3. To ja zawsze kupuję klasyczne :P Nie lubię bekonu.
      Ruiny są świetne ^^ Mieszkam niedaleko od Szlaku Orlich Gniazd, a więc miewam okazję żeby odwiedzać zamki.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.