20 sierpnia 2015

Pan M. i jego książki

Na Podkarpaciu, w małym mieście na jednokierunkowej ulicy jest stary, choć odnowiony blok. A w tym bloku znajduje się mieszkanie. Niezbyt duże, dwupokojowe, z kuchnią i łazienką. Kiedyś mieszkała w nim moja babcia z siostrą, bratem i rodzicami. Wszyscy jednak się wyprowadzili, a moi pradziadkowie zmarli dawno temu. Mieszkanie przez jakiś czas utrzymywała moja babcia z rodzeństwem, ale w pewnym momencie sprzedali je przyjacielowi brata, który mieszka w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ dziewięćdziesiąt pięć procent roku przebywa w Ameryce, to udostępnia mieszkanie mojej babci i jej siostrze na jakiś czas w wakacje - stąd też regularnie tam jeżdżę. O tym człowieku wiem tyle: mieszka w Stanach, znam jego nazwisko (na rzecz postu nazwijmy go Pan M.), przyjaźni się z bratem babci i lubi koty. Choć wiem, że ma prawie siedemdziesiąt lat, to nie umiem go sobie wyobrazić jako człowieka powyżej pięćdziesięciu lat. W mojej wyobraźni jest wysoki, postawny, poważny, a na jego usta może zabłądzić co najwyżej poczciwy, lekko pobłażliwy uśmiech. Chodzi w wyprasowanych koszulach, które latem mogą mieć krótki rękaw, ale zawsze utrzymuje elegancki wygląd. Otóż zaczęłam o nim myśleć nie bez powodu. W tym starym mieszkaniu znalazłam cztery kartony. Cztery kartony pełne książek.
Usiadłam w bujanym fotelu, spojrzałam na kartony, a moja ciekawość wzięła górę nad "poszanowaniem prywatności" (zresztą, jaka to prywatność: przyjeżdżam tu rok w rok od kiedy skończyłam dziewięć miesięcy). Otworzyłam ostrożnie jeden z nich, czując przyjemny zapach starych tomów i wyciągnęłam pierwszą z brzegu książkę. Mówiła o kubizmie i choć bardzo nie lubię tego stylu w malarstwie, to zaczęłam przeglądać, jakie jeszcze cudeńka się tam trafią (to chyba spaczenie bibliofilów). Najpierw niepewnie, wyciągając po jednej książce, a potem całymi naręczami stawiałam je na podłodze.
Może to i śmieszne, ale im bardziej przekopywałam się przez te stosy książek, tym bardziej obraz Pana M. się zmieniał. A może nawet nie tyle zmieniał, co stawał się wyraźniejszy. Nie był już odległą sylwetką poważnego mężczyzny w garniturze. Jego rysy trochę złagodniały w moim wyobrażeniu, kiedy znalazłam Teatrzyk Zielonej Gęsi. Przybrał na inteligencji, kiedy dostrzegłam dwie książki o szachach: jedną traktującą o ich historii, a druga o strategii gry. Odnalazłam go jako fana malarstwa, kiedy oprócz książki o kubizmie dostrzegłam album wybranych dzieł Picassa oraz kilka innych zbiorów obrazów malarzy polskich, madonn, rosyjskich twórców, największych dzieł Europy zachodniej czy inne najwybitniejsze dzieła XIX wieku.  
Wygląda na to, że interesuje go też psychologia. A przynajmniej w pewnym stopniu. Nie wiem, kim jest z zawodu, ale pomijając dwutomową encyklopedię zdrowia, znalazłam książki, opowiadające o zagadnieniach psychologicznych. Między innymi o hipnozie, co zaskoczyło mnie w osobie Pana M. Nie spodziewałam się, że ten niby poważny człowiek, będzie czytał coś takiego. Stawiałabym bardziej, że uzna coś takiego za bzdury. A może tak myśli, ale przeczytał tą książkę, aby mieć ogólne pojęcie? A może po prostu jest ciekawy tej techniki poznawania ludzkiej świadomości? Musiałabym z nim porozmawiać, aby się przekonać, a że to nigdy nie nastąpi, to mogę jedynie snuć domysły.
Za dzieła Szekspira zdobył dużego plusa. Co prawda nie było ich dużo, ale i tak mnie to ucieszyło. Rozczulił mnie ogrom poezji. Znalazłam kilka tomików wierszy różnych poetów, a nawet poezję miłosną! Może jednak ten niby poważny Pan M. jest w głębi duszy romantykiem, rodem wyciągniętym z XIX wieku, którego zachwyca roślinność i piękne widoki? Kto wie, czy za młodu nie deklamował swojej żonie wierszy i nie kupował jej kwiatów z byle okazji! 
Była tylko jedna książka po angielsku. Spodziewałam się, że Pan M. czyta też książki w tym języku, ale może ma ich więcej u siebie, w Stanach. Typowe i mało zaskakujące były też potężne słowniki, atlas geograficzny i inne książki, które można znaleźć w każdym domu. I wiele osób z nich nie korzysta, a niektórzy czasem powinni zajrzeć do słownika. 
Znalazłam też przepisy! Nie chodzi mi o wątłą książkę kucharską, która nie zrobiłaby na mnie wrażenia, ale notes zapełniony czyimś zamaszystym, wąskim pismem. Zastanawia mnie, czy spisał je Pan M. Czy może są to przepisy napisane przez jego matkę albo żonę? W każdym razie będę musiała sobie odpisać niektóre z nich, bo ciasteczka z lukrem brzmiały tam bardzo zachęcająco. A stare przepisy często są najciekawsze (większość moich ulubionych ma po czterdzieści, pięćdziesiąt, a może i więcej, lat). 
Znalazłam książki japońskich autorów, amerykańskich, hiszpańskich, a przede wszystkim polskich. Zaskoczyli mnie ci pierwsi. Nie spodziewałam się, że będzie go interesować literatura japońska. Było tam trochę klasyki, sporo książek, o których nigdy nie słyszałam i zapewne potrzebowałabym więcej czasu, aby je wszystkie przejrzeć i zapoznać się, o czym właściwie są. Był też Mrożek, którego po dwóch sztukach z którymi miałam do czynienia polubiłam. Ciekawe co Pan M. sądzi o jego twórczości? Wyciągnęłam też Wielkiego Gatsby'ego, aby zapoznać się z nim do końca wyjazdu. I jak się okazało zakochałam się w stylu Fitzgeralda. Co prawda jego dzieła są dość gorzkie, ale i tak oficjalnie znalazł się na mojej liście jednych z ciekawszych autorów. Okazało się, że Pan M. musi być fanem Franza Kafki, którego nie lubię, choć szanuję, stąd też ta rzecz nie wadziłaby w, czysto teoretycznej, rozmowie.
Większość tomów była bardzo stara choć zadbana. Pomijając książkę wydaną w roku 1883 (!), ale i ona była włożona do przezroczystej koszulki, aby nie pogubiła stron. Przeglądałam ją z nabożną czcią, aby czasem nie połamać kruchych stron. Chyba nie miałam jeszcze nigdy w rękach aż tak starej książki. Mimo że włożone do kartonu, tomy były posegregowane. To tym bardziej sprawiło, że polubiłam Pana M. (o ile on to pakował).  
Po przejrzeniu tych książek dalej nie mam zielonego pojęcia, jaką osobą jest Pan M. I choć nie wiem, jakie opinie ma na temat kubistów czy Mrożka, to mam wrażenie, jakby stał mi się osobą w pewnym sensie bliższą. Dzięki przejrzeniu tych książek w mojej głowie pojawił się wyraźniejszy obraz jego osoby. Stał się milszy i  łagodniejszy. Bardziej interesujący pod tym względem, że musiał przeczytać te wszystkie książki. Dalej jest poważny i zapewne stresowałabym się, gdybym miała go kiedyś poznać. Ale wtedy możliwe, że moje wyobrażenie o nim, jako o interesującej osobie ległoby w gruzach. Mogłoby się okazać, że teraz wykreowałam sobie w głowie jego wizerunek, a on jest zupełnie inną osobą. Z drugiej strony mogę się tylko utwierdzić w przekonaniu, że jest ciekawy. Pewnie nigdy się o tym nie przekonam i do końca życia będę postrzegać Pana M. przez pryzmat książek, które znalazłam w tych czterech kartonach. 
A co wy sądzicie na temat stwierdzenia: pokaż mi co czytasz, a ja powiem ci, jakim człowiekiem jesteś?

11 komentarzy:

  1. Ojesó, szachy. Jak do mnie nie przemawia ta gra.
    A jakie dzieła Szekspira?
    Nie ma Lema, nie liczy się.
    Kradłabym te książki.
    Jestem w tym dobra.
    Ukradłam już naprawdę wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta gra jest świetna :D Choć zasady poznałam rok temu, to teraz czasem przychodzę do przyjaciółki z nią pograć. Są bardzo fajne.
      Już nie pamiętam, co tam dokładnie było o.o Na pewno "Hamlet"... I coś jeszcze.
      Ja sobie pożyczyłam do przeczytania, a potem odłożyłam na miejsce :P

      Usuń
  2. Hmm...w sumie to ciężko powiedzieć...niektórzy w ogóle nic nie czytają albo mało tak jak ja;]. Wtedy można pomyśleć, że ktoś jest albo leniwy, albo zapracowany, albo głupi...a tak naprawdę może być miłą, fajną, wartościową osobą posiadającą inne, ciekawe zajęcie, hobby czy jak to inaczej nazwać...:). Myślę, że jest w tym stwierdzeniu trochę racji, ale lepiej też nie oceniać książki po okładce;].
    Muszę się za siebie wziąć i w przyszłym roku po maturze biorę się ostro za czytanie, bo to widzę, że marnie to wygląda...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że jak ktoś nie czyta książek, to znaczy, że jest niefajny. Po prostu patrząc na książki, jakie czyta można też wywnioskować - a przynajmniej moim zdaniem - jakie ma zainteresowania albo poglądy na niektóre sprawy :D
      Powodzenia życzę!

      Usuń
    2. No w sumie:). Coś w tym jest:).
      A przyda się!^^, nie zawsze udaje mi się zrealizować swoje plany!:), mam nadzieję, że tym razem mi to wyjdzie:).

      Usuń
  3. Bardzo przyjemna notka. Zaczęłam się teraz zastanawiać, co pomyślałby ktoś przeglądający moją osobistą biblioteczkę i mam wrażenie, że byłaby to opinia naprawdę dziwna. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Hahaha, może tylko ci się tak wydaje i nie byłaby to aż tak dziwna opinia :P

      Usuń
  4. Po prostu wszechstronny człowiek, chyba dobry przykład tej właściwej definicji humanisty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie jest w taki sposób odkrywać człowieka, mam mało czytających znajomych, ciekawi mnie w ogóle, co mają w biblioteczkach. ;) Ale pozananie całkowicie(bo tak odbieram Pana M.) obcej osoby w taki sposób musi być jeszcze bardziej ciekawe. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając kogoś masz już w pewnym stopniu wyrobioną opinię :) Z Panem M. było ciekawiej, bo go nie znam i zapewne nie poznam.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.