22 września 2015

Czy polscy autorzy są źli?

Polscy autorzy książek wydają mi się być specyficznym tematem. Znam wiele osób, które są do nich uprzedzone i po prostu nie czytają nic, co wyszło spod pióra Polaka. Bo wszystkim wydaje się, że będzie to nudne, gorze, słabsze, beznadziejne i niewarte ich czasu. W sumie to ja też przez długi czas należałam do grupy osób, która widząc, że książkę napisał Polak podchodziła sceptycznie do tematu. Zastanawiam się skąd właściwie się to wzięło. Nie tylko u mnie, ale też ogólnie u wielu osób, z którymi się spotkałam i miałam okazję o to spytać. Bo w końcu takie uprzedzenia do polskiej literatury nie mogły się wziąć znikąd! 
Pierwsze, co przyszło mi do głowy to kwestia lektur. Wydaje mi się, że to może być główny czynnikiem. Od samego dzieciństwa jesteśmy zarzucani w szkołach książkami napisanymi przede wszystkim przez polskich autorów. I w sumie nie dziwię się, że niektórym przez to czytanie czegokolwiek mogło zbrzydnąć. Większość z nich jest stara, napisana językiem, którego już się nie używa i porusza w większości te same tematy. Są one zazwyczaj nudne i nieprzystępne. Czyta się je bardzo karkołomnie i w pewnym momencie chyba zdecydowana większość ma dość.
Pośród lektur, które przeczytałam na przestrzeni lat większości nie lubię i nawet nie próbowałam ich przeczytać. Co z tego, że byłam na profilu o rozszerzonym polskim. Takich polskich perełek jak: Lalka, Pan Tadeusz, Chłopi, Przedwiośnie, Szewcy, Granica nie tknęłam nawet kijem. No dobrze, próbowałam z tego wszystkiego przeczytać jedynie Szewców i nawet dobrnęłam do końca, ale po przeczytaniu tego miałam pustkę w głowie, więc uznajmy, że nie przeczytałam. W przypadku Pana Tadeusza poległam po inwokacji, której nauczyłam się na pamięć w szkole podstawowej na - uwaga, uwaga! - historię. I nieprzeczytanie tych lektur nie zaważyło ani trochę na moim wyniku. Z polskiego rozszerzonego miałam 90%, a z ustnego 100%. No, może gdybym przeczytała Pana Tadeusza, to miałabym wyższy wynik z poziomu podstawowego, tutaj się zgodzę. Ale i tak byłam na tyle zadowolona, że nie czułam się źle z moimi wynikami ani tym, że nie przeczytałam niektórych książek. 
Wydaje mi się, że kiedy ktoś słyszy o polskich autorach, to myśli właśnie o tych, których książki czytało się za czasów szkolnych. Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz, Prus, Kuncewiczowa czy inna Nałkowska. Ze względu na to, że powyżsi autorzy są "niedzisiejsi", to są nudni dla większości społeczeństwa. Może, gdyby niektóre książki nie znalazły się w kanonie lektur, to też inaczej patrzylibyśmy na polskich autorów. Moja polonistka w liceum twierdziła, że największą krzywdę, jaką można zrobić książce, to właśnie uznać ją za lekturę. I wydaje mi się, że to prawda, bo takie coś budzi w ludziach często wstręt do danego tytułu. 
Przyznaję, że ja też przez bardzo długi czas patrzyłam na polskich autorów przez pryzmat Mickiewicza i innych mu podobnych. Wydawało mi się, że książki reszty naszych twórców  też nie będą mi się podobać. A jednak przekonałam się! Akurat osobą, którą mnie przekonała była Katarzyna Berenika Miszczuk i jej seria Ja, Diablica. Fantastyka, komedia, romans i tyle wystarczyło, abym zaczęła trochę przychylniej patrzeć na Polaków, piszących książki. Przeczytałam tą trylogię i już z większą pewnością zaczęłam sięgać po polskie dzieła. Oczywiście czasami się na nich przejechałam, jak na przykład na Tajemnicy Przyszłości czy Lenie w chmurach (w obydwu przypadkach nie dotrwałam nawet do połowy). Jednak w większości przypadków udało mi się trafić na całkiem fajne książki! Marta Kisiel mimo że wydała na razie tylko Dożywocie i Nomen omen stała się moją ulubioną, polską autorką.
Nawet pośród lektur udało mi się znaleźć pozycje, które polubiłam i musiałam zakupić, co widać na zamieszczonym po lewej obrazku. Mam na myśli Tango oraz Ferdydurke. Jakby na to nie spojrzeć są one ze sobą powiązane, bo w końcu Gombrowicz opowiada o ucieczce od formy, a Mrożek o świecie bez tejże formy i próbie powrotu do niej. 
Myślę, że niektóre książki polskich autorów są dobre, fajne i przystępne i nie powinno się do nich zrażać. Prawdopodobnie, gdybym mogła cofnąć się w czasie, to powiedziałabym sobie, że nie są one tak straszne, jak mi się wydaje. Czasami warto sięgnąć po coś, napisanego przez Polaka i przekonać się, czy to faktycznie jest takie złe, jak nam się wydawało. 
A wy jaki macie stosunek do polskich autorów? 

28 komentarzy:

  1. Dziewczyno, bluźnisz, ,,Lalka" była fajna, ,,Chłopi" jeszcze lepsi, a humor ,,Pana Tadeusza" był idealny.
    Jeśli mam z jednej strony wyżej wspomniane lektury, a z drugiej diablicę Miszczuk, to rany, Miszczuk nawet nie doskoczy, żeby polizać językiem piętę tamtych autorów. Mamy w Polsce dobre książki współczesne, ale chyba mamy całkiem inny gust. Jednak doskonałości warsztatu Reymonta i całkowitego jego braku u Miszczuk nie można nie zauważyć, choć całkiem ją lubię.
    ,,Ferdydurke" w ogóle mi się nie podoba, aktualnie czytam. Dla mnie najlepsza lektura, która kiedykolwiek obowiązywała u nas, to ,,Solaris" i ,,Dzienniki gwiazdowe", które plasują się na podium moich ulubionych książek w ogóle.
    Z polskich autorów oprócz Lema lubię Rafała Kosika (za książki młodzieżowe), Joannę Łańcucką, Zajdla, Sienkiewicza, Siesicką w sumie też się łapie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te lektury są dobre, są perełkami literatury, ale nie są dla mnie. Żadna z tych trzech książek, które wymieniłaś na początku mi się nie podobała. Były po prostu nudne - według mnie. I wiem, że wiele osób z mojej klasy miało podobne nastawienie.
      To mi się podoba humor "Ferdydurke", podobnie, jak tematyka, która się tam pojawiła. A jeżeli chodzi o "Solaris", to nie miałam tego jako lektury, a też nie przeczytałam, choć mam w planach, więc się nie wypowiem :P

      Usuń
    2. Ech, a mnie właśnie nie nudzą. Nudzi mnie serial, nudzi film, ale książki rzadko. Chyba tylko ,,Krzyżaków" nie zmogłam, bo mnie strasznie denerwowała ta książka, ale ,,Ogniem i mieczem" było świetne. Według mnie część problemu leży w tym, że ludzie nie mają nawyku czytania (tak, nawet na humanie) i zwyczajnie ta umiejętność nie jest u nich rozwinięta w wystarczającym stopniu, przez co z bardziej skomplikowaną książką, z innym językiem, mogą być problemy.
      W ,,Ferdydurke" autor jest nieustannym stanie ekstazy wywołanym autoodurzeniem swoją własną wspaniałością :P
      ,,Solaris" pierwszy raz czytałam w podstawówce, potem kilka razy przeczytałam w gimnazjum, potem w liceum, i ciągle mi się podoba, a ,,Dzienniki gwiazdowe" coraz bardziej. Lem ma wiele słabych książek i nie zgadzam się z wieloma jego poglądami (był skrajnym mizoginem strasznie przewrażliwionym na swoim punkcie), ale jednak te dobre są dobre w zupełnie innej skali niż inne książki.

      Usuń
    3. Hm, może. Aczkolwiek w moim przypadku może się ta teoria o tyle nie sprawdzać, że czytam dużo i uwielbiam to robić, a niektórych lektur po prostu nie byłam w stanie tknąć i przez nie przebrnąć. Inne za to pokochałam z całego serca. Myślę, że to też kwestia poruszanej tematyki. W niektórych przypadkach po prostu nie podobał mi się temat książki. Nie odnajdywałam się w tej sytuacji i przez to negatywnie ją odbierałam. A to, że niektórzy po prostu nie lubią czytać i dlatego tego nie robią, to już inna bajka.
      U Gombrowicza? No nie wiem. Ja tego tak nie odebrałam. Już bym rzekła, że bardziej Micek się napawał swoją fajnością i "o, matko jak mi źle". :P
      Będę musiała kiedyś to przeczytać :)

      Usuń
    4. Hm, u mnie to może wynikać z tego, że jako dziecko szukałam dosłownie czegokolwiek do czytania, biblioteka miała ograniczone zapasy, w domach też nie było dostatecznej ilości książek. Brałam się za absolutnie wszystko, co choć początkowo mnie zainteresowało. Dzisiaj chyba nie byłabym w stanie czytać tego, co w podstawówce. Z nudów sięgałam po każdą ksiązkę w zasięgu wzroku, Martiny Edeny, lektury, które moja mama przynosiła do domu (uczyła polskiego w gimnazjum), wszystko, co miało strony. Ten całkowity brak wybredności uodpornił mnie na coś zwanego ,,nudną książką". Dla mnie książka nie mogła być nudna, bo była książka, a jej czytanie było jedyną alternatywą. Dzisiaj mam więcej innych zajęć, ale nadal coś z tego dawnego pożeracza książek zostało. Mieliście za wiele rozrywek w dzieciństwie XD
      Micek w swoim napawaniu się był uroczy, Gombrowicz zupełnie nie.

      Usuń
    5. To prawdopodobnie właśnie dlatego tak masz :) To całkiem logiczne i bardzo fajne. Ja jako małe dziecko nie bardzo lubiłam czytać, więc też z początku byłam sceptycznie nastawiona do książek. Zgodzę się, że mogło to też wynikać z tego, że uznawałam inne formy rozrywki za ciekawsze :P Dopiero potem się przemogłam i jak już raz mi się udało, to pokochałam czytanie :)
      Niestety się z tobą nie zgodzę :P Micek mnie irytował swoim napawaniem się i nie widzę w tym nic uroczego! Ale rozumiem, że są różne zdania na ten temat.

      Usuń
    6. Mnie mama nauczyła czytać, gdy miałam pięć lat. Wtedy średnio mi się to podobało, ale szybko się to zmieniło.
      W ogóle zwróciłam uwagę, że ,,Ferdydurke" jest trochę pedofilska. Ci nauczyciele zachwycający się niewinnymi pupami... Dobrze wiem, że nie o to tutaj chodzi, ale jednak nie można tego nie zauważyć XD

      Usuń
    7. Pedofilska? o.o Matko, nigdy na to nie spojrzałam z tej perspektywy! Poza tym ja jestem wdzięczna za Ferdydurkę, bo to był mój główny argument na maturze ustnej :P

      Usuń
  2. Nigdy nie czułam się zrażona do naszych rodzimych autorów. W ogóle nigdy nie patrzyłam się na twórczość polskich pisarzy tylko i wyłącznie przez pryzmat autorów. Wydaje mi się, że głównym powodem, dlaczego tak dużo osób ich nie czyta, głównie chodzi mi o młodzież, jest po prostu kwestia stylu. Polskie książki fantastyczne bardzo różnią się od tych amerykańskich. W ogóle dla tych, którzy czytają dużo literatury zagranicznej, ta polska może wydawać się nudna i ciężka do przebrnięcia. Sama tak kilkakrotnie miałam, jednak nie wpłynęło to negatywnie na mój stosunek do niej.
    Coś chaotycznie wygląda ta moja wypowiedź xd
    papierowe-strony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kwestia stylu też może być istotna. Trzeba przyznać, że te polskie są faktycznie trochę "trudniejsze" od zachodnich. Też mam czasami większe problemy z przeczytaniem typowego polskiego fantasy, kiedy amerykańskie pochłonęłabym o wiele szybciej :P Nie oznacza to jednak, że jest słabsza czy lepsza.
      Nie jest chaotycznie - zrozumiałam sens!

      Usuń
  3. Chłopi i Pan Tadeusz to dla mnie męczarnia; żadnej z nich nie przeczytałam do końca (a ja jestem z tych, co lektury niemal wszystkie czytają i nie zrażam się do książki tylko dlatego, że trzeba ją przeczytać na polski), a ogólnie literaturę polską lubię. Bardzo cenię Sienkiewicza i Prusa, ale też fantstyka polska stoi na dobrym poziomie moim zdaniem - Sapkowski, Lem, Pilipiuk. Myślę, że po prostu trzeba po polskie książki sięgać, bo nie ma znaczenia, czy to literatura rodzima czy nie, zdarzaą się książki lepsze i gorsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze starałam się czytać lektury, ale w niektórych przypadkach nie byłam w stanie ><
      Zgadzam się z tym, co napisałaś :) Po polskie książki też trzeba sięgać, ale i tak zastanawia mnie skąd się bierze uprzedzenie do nich.

      Usuń
  4. Cóż...ja odkąd żyję czytam lektury. W podstawówce i w gimnazjum były to mieszane lektury - i z zagranicy, i z Polski. Teraz w liceum jest tylko literatura polska. I wiesz...ja zawsze lubiłam czytać, a lektury to tym bardziej. Tym bardziej też dlatego, że innych książek nie czytam ( na razie! ) ze względu na brak czasu;]. Najbardziej to ''Lalka'', ''Zbrodnia i kara'', ''Przedwiośnie'', ''Oskar i pani Róża'', ''Mały książę'' zapadły mi pozytywnie w pamięci. Reszta też jest spoczko, dało się przeczytać:). Najbardziej nienawidziłam ''Jądro ciemności'';/, takie krótkie, a takie nużące;/. Pomijając fakt, że czytam praktycznie same lektury, to wcale nie uważam literatury polskiej za nudną czy nieciekawą. Jak dla mnie jest całkiem w porządku, oceniając ją jak na razie przez pryzmat lektur:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagranicznych lektur w ogóle nie ujęłam, ponieważ postanowiłam pisać tylko o polskich autorach.
      Z zagranicznych lektur jest kilka innych, których nie lubię czy wręcz przeciwnie: uwielbiam. Jeżeli chodzi o "Jądro ciemności", to się zgodzę. Przeczytałam do połowy i uznałam, że więcej nie dam rady. Cóż, mam nadzieję, że w wakacje będziesz miała czas żeby czytać, co zechcesz i że nie będą to lektury. :)

      Usuń
    2. Heh, to jasne:). Są gusta i guściki, trzeba to zawsze brać pod uwagę!:). Ja też mam taką nadzieję, bo stęskniłam się za czytaniem dla przyjemności, a nie ciągle z obowiązku;/.
      A tak a propos to gratuluję tak świetnych wyników z matury! Naprawdę rewelacja, ja sobie życzę połowy z tego z podstawowego polskiego!^^

      Usuń
    3. Podstawowy jest najgorszy, bo jest na nim czytanie ze zrozumieniem. I to właśnie na tym poległam i przez to miałam z tego najlichszy wynik, bo tylko 66%. Ale udało mi się to nadrobić rozszerzeniem i ustnym :) Na pewno sobie poradzisz. Mam nadzieję, że będziecie mieli teksty, które ci przypadną do gustu i będą łatwe do ogarnięcia.

      Usuń
    4. No właśnie wiem, wszystko zależy właśnie od tego tekstu;/. Ale i tak wynik niczego sobie, sama chciałabym taki mieć;]. Ja też mam taką nadzieję:).
      A poza tym, to jak poradziłaś sobie z resztą przedmiotów?:>, nie wiem, czy pytałam, mam wieczną sklerozę;].

      Usuń
    5. Na pewno sobie poradzisz i będzie dobrze :)
      Sama mam sklerozę, także doskonale rozumiem i nie wiem, czy mnie o to pytałaś :P
      Polski podstawowy jak już mówiłam 66%, rozszerzony 90%, ustny 100%
      Angielski podstawowy 98%, rozszerzony 90% i ustny 97%
      Matematyka podstawowa 86%
      Wos rozszerzony na którym mi najmniej zależało 52% :)

      Usuń
    6. Heh, dziękuję za wiarę we mnie:)
      O mamuniu, wszystkie wyniki są świetne, naprawdę, wielkie gratulacje! No i szacun, bo to naprawdę...trzeba chyba być geniuszem, żeby mieć takie wyniki! Tylko pozazdrościć!:)

      Usuń
    7. Hahaha, dziękuję, to miłe, że tak mówisz :)
      Tobie też na pewno świetnie pójdzie.

      Usuń
  5. Mój stosunek do polskich autorów wyglądał na początku podobnie, nie przepadałam za lekturami, rodzime książki wydawały się nijakie i ogólnie kojarzyły mi się jedynie z historycznymi wydarzeniami :/ Ale to się zmieniło i to nawet dosyc szybko, bo okazało się że niektóre z lektur były przyjemne w czytaniu, takie jak Ten Obcy, czy Jeżycjada - Krzyżacy też mnie przekonali! :D A skoro zauważyłam, że lektury od polskich autorów są takie niezłe, to na pewno mogę spróbowac coś spoza listy obowiązkowej do przeczytania w szkole. I trafiłam na Alę Makota, Ja diablicę i później posypało się pełno polskich książek, które trafiły w moje gusta.
    Marta Kisiel moim guru!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Krzyżacy"... Brrr :P Mnie oni zrażali!
      Ałtorka rulez!

      Usuń
  6. "Lalki" nienawidzę. Przebrnęłam przez całą i naprawdę nie wiem, co ludzie w niej widzą. Realia i wątki poboczne swoją drogą, ale wszystkie zamieszczone w niej opisy oraz główni bohaterowie - "piesek" Wokulski i zmanierowana Łęcka tak mnie nużyli i irytowali, że aż dziwne, że jakoś przez tę lekturę przebrnęłam. Polski system lektur obowiązkowych jest okropny i moim zdaniem tylko wszystkim szkodzi. Osobiście nie cierpię polskiego pozytywizmu oraz powieści obyczajowych, więc nic dziwnego, że gdy zmusili mnie do czytania czegoś, co już w samych swoich założeniach i koncepcji mnie od siebie odrzucało - cierpiałam. Generalnie zgadzam się z Twoim tekstem. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię pozytywizmu, również nużył mnie ten okres na języku polskim. Ale co zrobić, skoro taki jest program?

      Usuń
  7. Ja akurat lubię polskich autorów, co zresztą chyba widać na moim blogu. Ogółem dla mnie narodowość nie ma nic do rzeczy. Co prawda rozumiem, że lektury mogą baaardzo zrazić czytelników do polskiej literatury, ale ja widzę różnicę między tamtym pokoleniem pisarzy, a tym.
    Beleth♥ Taaak, wspomniałaś o jednej z moich ulubionych trylogii. Co do Kossakowskiej, czekają Żarna Niebios... Druga szansa też czeka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że taka rzecz, jak narodowość nie robi ci różnicy :D
      Hahaha, Beleth jest najlepszy! A Druga szansa, to moim zdaniem najlepsza książka Miszczuk.

      Usuń
  8. Do niedawna również nie przepadałam za polskimi autorami, ale, co dziwne nie za tymi "od lektur", ale współczesnymi. Uwielbiam "Pana Tadeusza", a "Krzyżacy" są świetni! Do współczesnych polskich autorów przekonałam się za sprawą pani Miszczuk i jej genialnej trylogii o Wiktorii Biankowskiej
    Pozdrawiam, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Miszczuk wiele zdziałała nie tylko w moim przypadku! Ta trylogia jest świetna :)

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.