27 września 2015

Recenzja "Dziedzictwa ognia" S. J. Maas

Od jakiegoś czasu, gdy ktoś pyta mnie o moją ulubioną serię, to bez wahania odpowiadam, że jest to Szklany tron. Pierwszy tom bardzo mi się spodobał, drugi przeprowadził mnie przez śmiech, łzy i wściekłość. Przed premierą trzeciego tomu na ratunek przybyły mi cztery nowelki, przedstawiające przygody Celaeny Sardothien jeszcze sprzed zawodów o tytuł Królewskiej Obrończyni. Parę dni temu wydawnictwo Uroboros wydało trzeci tom (yay!), który zamówiłam sobie już dwa tygodnie przed premierą. Wczoraj przeczytałam jakieś czterysta stron tej książki, tym samym ją kończąc. 
Bardzo wyczekiwałam trzeciego tomu, po dramatycznym zakończeniu drugiej części. Oczywiście głupia ja musiała przeczytać ostatnią stronę Korony w mroku i jeszcze przed końcem poznałam największą tajemnicę... No, ale w przypadku trzeciej części nie popełniłam tego samego błędu. Dlatego, kiedy książka wpadła w moje ręce cieszyłam się jak małe dziecko. Z góry uprzedzę, że recenzja może zawierać spoilery ze Szklanego tronu oraz Korony w mroku.

Zacznę od tego, że zaskoczyła mnie grubość książki. Spodziewałam się, że będzie ona miała mniej więcej tyle samo stron, co jej poprzedniczki. A zamiast tego dostałam 650 stron! Okładka oczywiście jest świetna, choć ta grafika podoba mi się najmniej z wszystkich trzech. Mimo to dalszym ciągu uwielbiam każdy element Dziedzictwa ognia. No, prawie każdy. Moja książkowa pedanteria nie pozwala mi przeboleć, że tytuł jest innego koloru niż na pozostałych dwóch tomach. Niby pierwszy i drugi tom również różnią się odcieniem czerwieni, ale tutaj jest w ogóle inny kolor! I po dłuższym namyśle stwierdzam, że wszystkie tomy z grzbietami w tym samym kolorze (jak w przypadku wersji amerykańskiej) byłyby lepszym rozwiązaniem. A jeżeli już nie dało się zrobić tak, jak wspomniałam przed chwilą, to Anglicy też sobie poradzili, bo każdy tom ma po prostu tytuł zapisany w innym kolorze: srebrnym, czerwonym i złotym. Oprócz tego należę do grona osób, które uważają, że tytuł powinien brzmieć Dziedziczka ognia. Co jest nawet adekwatne do jednego z cytatów: "Była dziedziczką popiołu i ognia." Możliwe jednak, że to po prostu ja się za bardzo czepiam i to we mnie leży problem. 
Dziedzictwo ognia napisane jest z kilku różnych perspektyw. Oczywiście mamy: Celaenę, Chaola i Doriana, ale też kilka innych ważnych dla fabuły osób, mianowicie: wiedźmę Manon z rodu Czarnodziobych, uzdrowicielkę Sorschę, księcia Rowana oraz generała Aediona Ashryvera. Dzieli się to w tym układzie na trzy różne lokalizacje: Wendlyn, zamek w Rifthold oraz Elfią Przełęcz. 
Całą tą część określiłabym mianem przygotowań. Wszyscy wiedzą, że zbliża się wojna i przygotowują się do niej na różne sposoby. Główna bohaterka jest zrozpaczona i załamana po śmierci Nehemii (zresztą ja też byłam). Kiedy czytałam pierwsze rozdziały mogłam określić Celaenę mianem pustej. Nie było w niej już nic. Zupełnie jakby wszystkie chęci zostały jej odebrane. Przy życiu utrzymuje ją jedynie obietnica złożona nad grobem przyjaciółki. Wysłana do Wendlyn przez Chaola ciągle wdaje się w bójki, alkoholizuje, gra w karty i leży na dachach domów. W tak beznadziejnym stanie znajduje ją Rowan, który zabiera ją do królowej Maeve. Fae, która stąpa po tej ziemi już naprawdę bardzo długo powinna wiedzieć coś na temat tajemniczych Kluczy Wyrda. Uznaje jednak, że nie zdradzi Celaenie, a właściwie to Aelin, żadnych informacji na ten temat dopóki dziewczyna nie przejdzie przez trening. Rowan ma zadecydować czy zabójczyni będzie godna ponownego spotkania królowej (cioteczki) Maeve. Aby tego dokonać musi się nauczyć władać swoją magią. 
W tym samym czasie w Imperium Adarlanu akcja przede wszystkim toczy się dookoła tajnego ruchu buntowników, który chce przywrócić na tron Aelin. To właśnie w te sprawy oraz tajemnicze zniknięcie magii dziesięć lat temu są zamieszani przyjaciele zabójczyni. Pojawia się też pewna postać, która prawdopodobnie będzie bardzo istotna w następnych tomach. Wiedźma Manon, dziedziczka Czarnodziobych. To z jej perspektywy poznajemy proces zbrojenia się tych krwiożerczych kobiet, które mają zostać wcielone do armii króla. 
Najbardziej podobały mi się części pisane z perspektywy Celaeny. Ta seria zawsze powodowała, że miałam łzy w oczach i kiedy widziałam, że moja ulubiona bohaterka ma praktycznie zniszczoną psychikę, to byłam zdruzgotana. Jej szkolenie, które ma sprawić, że będzie mogła korzystać ze swoich mocy, to nie tylko trening siłowy, ale też walka ze strachem przed magią, swoim dziedzictwem czy należną jej koroną. Uważam, że zostało to dobrze przedstawione. Drugą rzeczą, która była super pokazana to jej relacja z Rowanem. Przyznaję, że na początku za bardzo nie byłam przekonana do tego Fae (wredny, stary dziad), ale z czasem uznałam, że jest naprawdę fajnym gościem. Jednak mimo sympatii do niego, to nie należę do ludzi, którzy uznają, że ta dwójka powinna być razem (Team Chaol!).
Nie tylko Celaena przechodzi przemianę. Chaol musi zadecydować po czyjej stronie stoi. Wcześniej balansował na linii, ale teraz musi dojść do polaryzacji jego poglądów. Dorian za to musi postanowić coś w sprawie swoich mocy. Z pomocą przychodzi mi miła i łagodna Sorscha. A na Elfiej Przełęczy? Trzy skłócone rody wiedźm w jednym miejscu nigdy nie wróżą nic dobrego. One również muszą się przygotować do tego, aby walczyć u boku króla Adarlanu, a potem odzyskać swoje ziemie. Ale wcześniej nie mogą się nawzajem pozabijać...
Zamysł przedstawiający Dziedzictwo ognia jako preludium do wojny jest bardzo ciekawy. Każdy musi zadecydować, jakie stanowisko chce przyjąć w obliczu zbliżającej się bitwy. To, że przez większość czasu raczej nie ma jakichś wspaniałych, zaciętych walk wcale nie jest nużące. Pojawiają się one pod koniec i można je uznać za punkt zwrotny. To właśnie wtedy dochodzi do największych przemian w zachowaniach bohaterów.
Podsumowując! Książka bardzo mi się podobała. Ponownie grała na moich emocjach - to jest naprawdę dziwne, bo zazwyczaj jestem niewzruszona przy czytaniu. Jeżeli ktoś przeczytał dwa poprzednie tomy, to zdecydowanie powinien sięgnąć również po trzeci. I co mogę jeszcze powiedzieć? No tak, nie mam zielonego pojęcia, co mam robić ze swoim życiem zanim zostanie wydana w Polsce Królowa cieni. Opcja numer jeden brzmi: zwinąć się w kłębek i czekać, jedząc ciastka. Opcja numer dwa: studiować. Nie wiem, jak was, ale mnie bardziej przekonują ciastka. 

16 komentarzy:

  1. Ja właśnie od bardzo dawna mam ogromny problem z określeniem swojej ulubionej serii. Co prawda mam już na oku parę, które mogłyby to zmienić, ale każda kolejna opcja mnie cieszy, więc za "Szklany tron" chętnie się zabiorę.
    Przyjemna notka, zachęcająca. I również polecam ciasteczka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z określeniem ulubionej serii problemu nie mam, ale powiedzenie "moja ulubiona książka to..." jest już trudne. Rzekłabym, że niewykonalne.
      A tą serię polecam :)
      Dziękuję za miłe słowa ^^

      Usuń
  2. Dobrze, że nie ma jakichś bulwersujących spoilerów z trzeciego tomiku, bo nie przeżyłabym :P Mam nadzieję, że przy następnym naszym spotkaniu pożyczysz mi Dziedzictwo ognia, bo nie wytrzymam tego napięcia! A co do estetycznej kwestii, to mnie osobiście podoba się okładka jak każda wcześniejsza, jednakże zgadzam się, że grzbiety powinny byc tego samego koloru :3
    Ogólnie chyba będę musiała zakupic własne tomy tej serii, bo również ją kocham <3 Może znajdzie się kiedyś jakaś pormocyjka.
    A co do oczekiwań na dalszy tom... zjedz ciastka i zapij piccolo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podałam żadnych spoilerów z trzeciego tomu! Spokojnie, pożyczę, ale musisz szanować tą książkę, jak własne dziecko! A nawet lepiej!!!
      Kup, kup, a ja kupię kiedyś trylogię Miszczuk :P
      Ciastka i piccolo, to nie taka zła myśl, choć wolę kakao.

      Usuń
  3. Dopiero drugi tom przede mną, więc zobaczymy jak to będzie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ci się spodoba :) Według mnie drugi tom jest lepszy od pierwszego.

      Usuń
  4. Jejku...kompletnie nic nie zrozumiałam z tego, co właśnie napisałaś!^^ Ale myślę, że książka by mi się spodobała, bo to przecież i fantastyka, i w ogóle książka!:). Dasz radę, musisz uzbroić się w cierpliwość. Nie wiadomo, kiedy się pojawi w Polsce, a ty nie możesz dostać depresji!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj pierwszą część czyli "Szklany tron", gdy w końcu będziesz miała czas :)
      Jakoś to przeboleję :( Po drodze zostaną wydane inne książki, więc mam nadzieję, że przeboleję.

      Usuń
  5. Nominowałam Cię do Liebster Award! :)) Więcej szczegółów oraz pytania tutaj:

    http://sweetrecipee.blogspot.com/2015/09/liebster-award-odpowiedzi-na-pytania.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie spotkałam się jeszcze z tą serią, ale teraz wiem, że gdy będę miała okazję na pewno po nią sięgnę by sprawdzić jakie wrażenie na mnie wywrze. :)
    Pozdrawiam, dodaję do obserwowanych i zapraszam do mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie sięgnij, bo naprawdę warto! ^^

      Usuń
  7. Dziękuję, że poleciłaś mi tę książkę. :-) I dziękuję, że wspomniałaś o spoilerach na samym początku recenzji. Dzięki temu zapisałam sobie tytuł książki, jako warty uwagi, ale nie dowiedziałam się, jak się skończy jej trzecia część. Z wielką ciekawością sięgnę po pierwszą odsłonę "Szklanego tronu".:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie czytałaś w tym układzie dalej :) Spoilerów z trzeciej części w recenzji nie ma, ale są z pierwszej i drugiej. Także dla kogoś, kto ich nie czytał mogłoby to być zepsucie zabawy :)

      Usuń
  8. Słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej serii, jednak wciąż w moje ręce nie wpadł pierwszy tom. Jestem jednak pewna, że wkrótce uda mi się go zdobyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że u mnie w empiku jest na niego teraz 25% zniżka. Możliwe, że w innych miastach też ta promocja obowiązuje :)

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.