11 października 2015

Jellyfish studiuje

Szablon na blogu w przebudowie, stąd pewne utrudnienia!
Studiuję już tydzień - woho, szaleństwo. W każdym razie uznałam, że napiszę co nieco na temat tego, jak mi się studiuje, co o tym sądzę, jak to odbieram i w ogóle co mi się podoba, a co mnie razi. Możliwe, że wiele z tych rzeczy zmieni się na przestrzeni czasu, ale na chwilę obecną zapowiada się, że będzie ciekawie. Na samym wstępie: niestety nie uczę się w Hogwarcie ani w Akademii Jedi, Sithowie też mnie nie przyjęli, Akademia Dobra i Zła jakoś też nie uznała mnie za odpowiedni nabytek... No więc wylądowałam na dziennikarstwie i komunikacji społecznej. Pogodziłam się z faktem, że ci wcześniej mnie nie chcą, więc mogę zawsze pisać i się żalić na blogu, że nigdy nie będę Sithem.
Pierwszy dzień zaczął się genialnie! Trochę zestresowana wsiadam do autobusu i jadę. Do pewnego momentu. Po dziesięciu minutach powstał korek. A więc stoję. Zamiast pół godziny, jechałam na uczelnię ponad godzinę. Kto wygrywa piękny początek studiów? Jellyfish. Spóźnij się na gatunki dziennikarskie dwadzieścia minut. Oczywiście sala jest na trzecim piętrze, bieganie nie jest moją mocną stroną, a windy odkryłam dopiero kilka dni później... W każdym razie takim początkiem byłam lekko załamana, ale dotarłam na zajęcia, a prowadząca nie zwróciła szczególnej uwagi na moje spóźnienie.



Ogólnie bardzo miło przez cały dzień słuchać o czymś, co cię interesuje. Pomijając przedmioty typu filozofia, wprowadzenie do ekonomii czy historia Polski po 1918 to wszystkie zajęcia mi odpowiadają. Choć jeszcze nie wiem, jak się będzie miała kwestia angielskiego, którego nie miałam w zeszłym tygodniu i czeka mnie dopiero w środę. Biorąc pod uwagę fakt, że chciałam iść na zajęcia na poziomie C1, a wrzucony mnie do grupy B2, bo wyższa się nie utworzyła, to pewnie się będę nudzić. Dlatego po pierwszym semestrze planuję zrobić egzamin, po zdaniu którego nie będę musiała uczęszczać na lektorat z języka (a przynajmniej tak zrozumiałam). I wiem, że nie jestem jedyną osobą, która będzie tak robić. 
Jeżeli chodzi o wykładowców to są naprawdę pozytywni. Przynajmniej w większości. Niektórzy wydają mi się na tyle zakręceni, że obawiam się, iż po studiach będę musiała zainwestować w leczenie psychologiczne. Bo powiedzcie, zastanawialiście się kiedyś "co jest istotą konia?" i "skąd wiesz, że kolega, który siedzi obok faktycznie jest?", a tak w ogóle to "skąd wiecie, że jesteście?". I uwierzcie mi, że nie był to wykład z filozofii. Wielu prowadzących nie wiem czy tylko z początku tak się zachowuje, ale wydają się być pozytywni i mili (oby potem się nie zmienili). Tacy ludzcy, a nie wielkie i potężne istoty do których strach się uśmiechnąć. Niektórzy trochę przynudzają, ale dla tych, którzy prowadzą zajęcia ciekawie i wydają się mieć wiedzę warto przychodzić. Pod tym względem studia dostają wielkiego plusa! Co prawda dziekanatów nie lubię, ale pozostali pracownicy - włącznie z woźnymi i panią ze sklepiku - wydają się być fajni. 

-O czym Pani napisze artykuł? 
-Zakazana archeologia *wywód Jellyfisha, co to właściwie jest*
-Nic z tego nie zrozumiałem, ale proszę, niech Pani o tym napisze! 

W ostatnim poście wspominałam, że czasami przeklinam to, że dobrze się uczę. Teraz może słowem wyjaśnienia, o co tak właściwie chodziło. Powodem było otrzymanie listu i mailu od rektoratu, że zostałam wybrana do reprezentowania kierunku na immatrykulacji ze względu na najwyższy wynik rekrutacyjny. Tym sposobem 19 osób zostało wybranych do tego, aby stojąc na środku sali trzy razy powiedzieć "ślubuję", dostać uścisk dłoni prorektora, specjalną czapkę i dyplom immatrykulacyjny. Ogólnie na początku byłam sceptycznie nastawiona, choć wiedziałam, że to jest w sumie - z której strony by na to nie spojrzeć - zaszczyt. I wiele osób też tak uznało i nie przyszło na próbę, a potem na inaugurację. Dopiero na jakiś czas przed rozpoczęciem próby polubiłam tą perspektywę. Ludzie okazali się być przemili i żałuję, że nie ma ich wszystkich na moim kierunku, a do tego spotkałam kolegę ze szkoły podstawowej, który też należał do grupy reprezentantów. Iskra dumy, kiedy wyszło się na środek też się pojawiła. W rozliczeniu wydaje mi się, że będę to wspominać naprawdę miło, choć przez całą inaugurację roku akademickiego bolała mnie głowa. Ale czapka i dyplom będą na pewno fajnymi pamiątkami!


Mój uniwersytet to kilka budynków na placu. A więc zajęć nie mam przez cały dzień w jednym budynku, tylko każdy wykład mam gdzieś indziej. Stąd po tygodniu jestem przeziębiona. Bo w końcu po co się ubierać, skoro jest tak blisko? I nie poznałam jeszcze wszystkich budynków (niektóre nie wiem, gdzie są), ale liczę na to, że za niedługo uda mi się pojąć tą skomplikowaną wiedzę. 
Przed studiami uznałam, że kupię tablet z klawiaturą i przez to będę szybciej notować. Nie od dziś wiem, że przychodzi mi to łatwiej, szybciej i staranniej. Piszę o wiele szybciej na klawiaturze niż ręcznie, jest to dla mnie wygodniejsze, a do tego potrafię rozczytać, co napisałam. Fajne jest to, że wykładowcy w ogóle nie zwracają na to uwagi. Poza tym tablet przydaje się też wtedy, kiedy wykład jest naprawdę nudny i mogę przez to posiedzieć na facebooku, poczytać książkę albo mangę. 
Większość kierunku wybrała pisanie ręczne, ale kiedy się nudzą wyciągają telefony i kończy się na tym samym. Na przykład ostatnio na wykładzie z historii (na którym nie było nic dotyczącego historii) gość przede mną grał w szachy, po lewej dziewczyny jadły, po prawej grali w państwa-miasta, koleżanka szukała w internecie fryzury na jaką ma się obciąć, a ja czytałam mangę. 


Co oprócz tego...? Ach, tak! Wiecie czego nie rozumiem? Ludzi, którzy poszli na kierunek humanistyczny. Na dziennikarstwo. Gdzie oczywistym jest, że trzeba będzie dużo pisać. Czytanie też jest istotne na tym kierunku, bo jednak skądś trzeba mieć wiedzę, aby móc pisać. A jednak na te studia poszły osoby, które nie lubią czytać i narzekają, że trzeba pisać. O, zgrozo! Napisać artykuł? Studenci narzekają na to, że trzeba siąść przed komputerem i napisać coś na wybrany temat. Ok, przyznaję, że okoliczności wybierania tematu nie należały do najmilszych, bo facet, który o to poprosił był przerażający, ale mimo to podjęli decyzję. Sami wybrali takie studia, taki kierunek i taki temat. A ludzie, którzy nie chcą czytać? 
Przytoczę dialog. 

Położyłam książkę (350 stron) na ławce. Dziewczyna siedząca przede mną odwraca się z uśmiechem, patrzy na książkę, po czym stwierdza: 
-Mam nadzieję, że to nie jest lektura obowiązkowa, bo to strasznie grube. 

Oprócz tego była mowa o książce, która ma sto osiemdziesiąt stron. Przerażenie się szerzyło, bo to AŻ sto osiemdziesiąt stron. I jak tu żyć? 


Może i zostało to powiedziane po części w żartach, ale wydaje mi się, że to jednak dziwne, aby pójść na taki kierunek i powiedzieć, że nie lubi/nie chce się czytać i pisać. Faktycznie może i kiepsko, że od razu zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę z artykułem na 8 tysięcy znaków i wywiadem, ale nie ma tragedii. Ktoś, kto poszedł na dziennikarstwo, bo "będzie łatwo skończyć", to również jest rzecz, której zrozumienie mnie przerasta. Tą zagwozdką, którą ufam kiedyś zrozumieć, kończę dzisiejszego posta. 
A wam jak się wiedzie w szkołach czy na studiach? 

26 komentarzy:

  1. High-five, też studiuję od tygodnia. I też nie dostałam się do żadnej ciekawej szkoły, więc możemy razem rozpaczać, że nie zostaniemy Sithami - przynajmniej w najbliższym czasie.
    Miło, że jak na razie wszystko ci odpowiada, oby ten stan rzeczy utrzymał się aż do końca studiów. Z lektoratów z języka prawdopodobnie będziesz mogła się zwolnić, jeśli zdobędziesz certyfikat, bo słyszałam, że zazwyczaj tak jest. U mnie też, chociaż ja wymigałam się od tego innym sposobem: na pierwszych zajęciach dostaliśmy test poziomujący i te parę osób z najwyższym wynikiem mogą nie chodzić w tym semestrze na zajęcia, a do indeksu trafi ocena bardzo dobra za ten test właśnie. Wygodna rzecz.
    Też nie rozumiem ludzi, którzy wybierają dziennikarstwo, kiedy nie lubią pisać, ale zgaduję, że tacy szybko się wykruszą.
    A zakazana archeologia brzmi sympatycznie, miłego pisania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś zostaniemy Sithami (wierzę w to!).
      W teorii certyfikat mam. Tylko zamiast CAE, to mam City&Guilds na poziomie C1, a to już nie zwalnia na każdej uczelni z angielskiego... Więc niestety muszę chodzić na zajęcia. Wierzę jednak, że jakoś mi się uda to ominąć.
      Przerosło mnie zrozumienie ich :P I też sądzę, że szybko odpadną.
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Ale się uśmiałam. Przyszli dziennikarze, a nie lubią czytać? Bez czytania nie tworzy się zajebistych tekstów, no chyba, że czegoś nie wiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Z pisaniem też mają problem. Widzisz, ja dotychczas podzielałam twoje zdanie, że trzeba czytać, aby umieć pisać coś ciekawego. A jednak wychodzi na to, że niektórzy sądzą inaczej XD

      Usuń
  3. Hahha, dziennikarstwo i nie lubimy pisać? :D Tym fragmentem mnie rozwaliłaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że mnie samą to rozwala :P

      Usuń
    2. Ooo, widzę zmiany szablonikowe ^^ Jeśli mogę wyrazić moje skromne zdanie to byłabym wniebowzięta, gdyby tła nie było również pod paskiem z prawej ^^ Bo całość po lewej i post bardzo mi do gustu przypadły :)

      Usuń
    3. Powiadasz, że wyglądałoby to lepiej? Cóż autorka szablonu miała ze mną już sporo kłopotów, bo prosiłam ją o dokonanie kilku zmian, więc muszę się zdobyć na odwagę, aby jeszcze o jakąś zmianę ją poprosić :P Więc muszę się nad tym jeszcze zastanowić.
      Ale cieszę się, że ci się podoba.

      Usuń
    4. Po prostu wtedy szablon byłby bardziej hmm, subtelny i skonkretyzowany moim zdaniem :) Ja sama na razie myślę nad zmianą szablonu i wiem, co to znaczy, jak autorka ma z tobą problem :D

      Usuń
    5. A ja jednak nie lubię się ludziom narzucać i ich męczyć XD Dlatego mam problem zawsze napisać.

      Usuń
  4. Kiedy jechałam na swoje pierwsze zajęcia na studiach, też źle obliczyłam czas, stałam w korku, ale na szczęście dotarłam minuty przed wykładowcą. :)
    Nie dziwi mnie to, że zdarzyli się na dziennikarstwie tacy, co nie lubią pisać i czytać. Ja studiowałam informatykę i na ten kierunek wybrali się tacy, co za nic nie kumali matematyki, a bez tego ani rusz. Po prostu na każdym kierunku znajdziesz na początku takich, którzy mieli zupełnie inne pojęcie o nim, niż to jest w rzeczywistości. Ale spokojnie, tacy w ciągu kilku miesięcy rezygnują, bo to ich przerasta. Najpóźniej po pierwszym roku grupa oczyści się z tych, którzy nie nadają się do studiowania danego kierunku. :)
    Też mi się zdarzyło np. grać w państwa i miasta na wykładzie. :D Potem doszłam do wniosku, że równie dobrze mogę nudne wykłady sobie odpuścić. ;)
    Z wykładowcami różnie bywa, jedni potrafią nauczyć i robią to z pasją, inni jakby z musu. Dobrze dowiedzieć się czegoś o nich od starszych roczników. :)
    Życzę powodzenia na uczelni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam wyliczony czas! Miałam być pół godziny przed wykładami. A to, że był wypadek i spóźniłam się dwadzieścia minut to inna sprawa.
      Nie rozumiem takich ludzi. Ogólnie też nie rozumiem, kiedy ktoś bez większych zdolności matematycznych idzie na politechnikę. Przecież to bezsensu! I tak skończy się na tym, że pierwsza sesja, to będzie już za dużo. Tylko marnowanie roku.
      Ja uznałam, że będę na razie starała się chodzić na wszystko. A to, co potem z tego wyjdzie, to już inna sprawa :P
      I dziękuję bardzo :)

      Usuń
  5. Ja osobiście nie cierpię mojej szkoły-,-. Sama się sobie dziwię, że to mówię, ale naprawdę chcę już mieć tą maturę za sobą i iść na studia! Wszyscy, kogo nie zapytam, mówią, że jest fajnie, ma się dużo czasu wolnego, można się w coś zaangażować, trochę ponudzić...no jak to studia! Tak strasznie chcę się wyrwać z tej budy i tej codziennej szarzyzny...gratuluję i cieszę się, że ci się podoba kierunek:). A bycie mądrym...masz rację, nie zawsze jest fajne;].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na studiach faktycznie jest mniej roboty. Znaczy to też zależy. Bo w takie czwartki wychodzę z domu o 8 rano, wracam po 20. Ale w środy mam tylko jeden lektorat, więc siedzę na uczelni 1,5 godziny XD Wykładowcy nie trzymają się ściśle ram czasowych i wypuszczają też wcześniej. Możesz słuchać o tym, co cię interesuje, więc ogólnie jest fajnie.
      Mam nadzieję, że dostaniesz się na takie studia, na jakie będziesz chciała i że ci się tam spodoba.

      Usuń
  6. Pisanie na dziennikarstwie to podstawa podstaw. Aż nie chce mi się wierzyć, że są ludzie, którym się wydaje inaczej. Cieszę się za to, że Ty jesteś zadowolona z wybranego kierunku. Trzymam kciuki za same sukcesy. :-))

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi również ciężko w to uwierzyć.
    Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No ej, poprzedni szablon był lepsiejszy.
    Zakazana archeologia?! Znasz tę książkę?! D:
    Nareszcie ktoś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiadasz, że był lepsiejszy? To moim zdaniem ten jest lepszy, bo nie ma w nim niedociągnięć, które mi przeszkadzały w tym poprzednim.
      Tak znam :P U mnie w domu jest kilka półek związanych z podobną tematyką. Moja mama się tym bardzo interesuje i zaszczepiła we mnie tą fascynację.

      Usuń
  9. Szablon bardzo mi się podoba, świetny, świetny, taki dżelifisz łan handred persent :D
    Studiowanie z Twojej perspektywy zapowiada się całkiem dobrze, poza tym wybrałaś kierunek, nad którym i ja się zastanawiałam, ale w końcu odpuściłam i stwierdziłam, że nie ma się co męczyć z wyborem, bo i tak studia za kilka lat, a gusta się zmieniają. Ja tak się mijam pomiędzy lingwistyką stosowaną a dziennikarstwem, kiedyś myślałam też o skandynawistyce... bo przecież Skandynawia to kraje, które uwielbiam :)
    Pozdrawiam, u mnie "Angelfall"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że jest sto procent dżelifisza w Jellyfishu :P
      Wiesz, ja akurat miałam tak, że sobie wymyśliłam studia dziennikarskie pod koniec 3 klasy gimnazjum. I przez trzy lata liceum mi się nie zmieniło. Ale znam też ludzi, którzy pisząc maturę nie byli pewni na co złożyć papiery. Więc ogólnie wydaje mi się, że nie ma co się spieszyć z wyborem. Jak cię najdzie, co chcesz naprawdę studiować i robić, to po prostu to wybierz ^^

      Usuń
  10. Spotkałam już wiele osób, które przerażają się na widok książki, która ma 200-300 stron, ale nigdy nie podejrzewałabym o to, kogoś z takiego kierunku. Może myślą, że dziennikarstwo to tylko telewizja i latanie z mikrofonem? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się tego tutaj nie spodziewałam. Choć w sumie jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego widziałam, że na grupie ludzie pisali komentarze, z których wynikało, że idą tu tylko dlatego, że będzie łatwo skończyć ten kierunek. To też może być powodem, dla którego wybrali akurat dziennikarstwo. I mogą faktycznie liczyć na to, że będzie to tylko kwestia kamery i mikrofonu.

      Usuń
  11. Też nie rozumiem tej sytuacji, typu, "idę na dziennikarstwo - pewnie będzie łatwo i na koniec dostanę papierek i znajdę pracy i będę super bogaty bez żadnej pracy". No cóż. Tacy są ludzie.
    Na studiach jeszcze nie jestem, głównie dlatego, że zamiast iść do liceum, poszłam do technikum - jest z błędów mojego życia. A przynajmniej wybór kierunku, ale nie ważne. Więc jestem w czwartej, maturalnej klasie i zamiast cieszyć się studiami o których marzę od podstawówki, męczę się z rozszerzoną matmą, mimo że jestem humanistką. Fuck logic, oczywiście.
    Ale, cieszę się, że u ciebie nie wygląda to wszystko najgorzej. :) Mam nadzieję, że ze wszystkim sobie poradzisz, że będzie u ciebie w porządku i że to nie ostatnia notka na temat studiów. Jestem niespełniona studyjnie, więc każdy tego typu post, przyjmę z radością. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego wynika, że jesteśmy w tym samym wieku. 1996? :)
      Matma rozszerzona to istna mordęga, współczuję ci tego, ale jednocześnie życzę powodzenia. Będę trzymać kciuki w trakcie matur. Ale tą logikę akurat rozumiem. Osobiście zawsze mi mówili, że jestem ścisłowcem, a w liceum poszłam na kierunek o rozszerzonej historii, wosie i polskim, bo wymyśliłam sobie dziennikarstwo. Dlatego dla mnie działanie wbrew temu, jakie się ma rzekomo umiejętności, jest całkiem logiczne.
      A poza tym za rok możesz w tym układzie iść na studia? Planujesz?
      Hahaha, też mam taką nadzieję. I jeżeli najdzie mnie jakiś temat związany ze studiami, to na pewno o tym napiszę.

      Usuń
    2. Tak, tak. Magiczne 96, które starsze roczniki uważają już za zepsute pokolenie. :)
      Dziękuję! Akurat matury z rozszerzonej matmy nie planuję zdawać, bo już w tej chwili ledwo nadążam. :/ Mój mózg po prostu nie jest zaprogramowany na ścisłe przedmioty, a tu codziennie atakuje mnie ta beznadzieja i po prostu nie wyrabiam. :/ Zdaję polski rozszerzony, angielski i historię. Mam parę pomysłów na studia związane z humanistycznymi przedmiotami, także przydadzą się. Ale właśnie to jest złe. Że na co dzień jestem przygotowywana do matury rozszerzonej z matmy, której nie mam zamiaru zdawać, a tego co chcę zdawać, muszę się uczyć sama. :(
      Ale na studia oczywiście idę, idę. To moje marzenie z podstawówki i mam zamiar je spełnić. :) Tylko wciąż się waham jeśli chodzi o kierunek, ale podejrzewam, że do kwietnia coś wymyślę. :)

      Usuń
    3. Zepsute pokolenie? A tego to nie słyszałam :P
      Polski rozszerzony jest prostszy od podstawy, jeżeli cię to pocieszy. Jeżeli ogarniasz lektury i radzisz sobie z rozprawkami/interpretacją wierszy, to bez problemu zdobędziesz wysoki wynik. Nawet łatwiej to przychodzi niż na podstawie, na której masz czytanie ze zrozumieniem, a po nim nie wiadomo, czego się spodziewać. Angielski jest na poziomie całkiem w porządku, więc też można go ogarnąć. Historia była, jest i zapewne będzie moją piętą Achillesową, a więc ciężko mi cokolwiek na ten temat powiedzieć :P
      Na pewno :D Jak wymyślisz na co idziesz, to daj znać, bo jestem ciekawa.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.