1 listopada 2015

Samhain, Dziady albo Halloween

Wiem, że Halloween było wczoraj, ale wczoraj nie miałam czasu o tym pisać, a pomysł przyszedł mi do głowy na tyle późno, że już nie miałam kiedy wygospodarować na niego chwili. W związku z tym pojawia się dzisiaj - dzień po fakcie. Bo w końcu: kto mi zabroni? Gdy wczoraj wieczorem wracałam do domu, to widząc poprzebierane dzieciaki u mnie na osiedlu, które chodziły po domach zbierając słodycze naszły mnie pewne przemyślenia. Halloween przyjmuje się w Polsce już w tej formie, w której występuje w Stanach Zjednoczonych. Nie ma tylko imprez dla dzieciaków, które się poprzebierają i durnych masek w supermarketach. Jest to coraz bardziej podobne do tego, co ma miejsce za oceanem. I teraz pytanie: to dobrze czy źle? 
Zacznijmy od tego, skąd właściwie wzięła się tradycja Halloween. Bo może i większość o tym wie, ale nie każdy. Otóż do końca pochodzenie tego "święta" nie jest znane, ale ja przede wszystkim mówi się, że wywodzi się ono z celtyckiego Samhain. 31 października oznacza zakończenie się pory ciepłej w roku. Tej nocy granica pomiędzy światem żywych, a umarłych jest bardzo cienka, przez co łatwo o przywoływanie duchów, skontaktowanie się ze swoimi przodkami, którzy znajdują się po drugiej stronie oraz można się natknąć na wkurzone zjawy. Tego dnia duchy przodków wspominano, zostawiano im drobne prezenty w postaci jedzenia przy drzwiach, oknach albo na grobach. Osoby obchodzące to święto, aby uniknąć opętania przez złe duchy zakładały maski, które sprawiały, że stawali się "niewidoczni" dla istot, które mogłyby zrobić im jakąś krzywdę. Stąd też teraz przebieramy się w różne kostiumy na Halloween. I na przykład ludzie, którzy są z wyznania wiccanami - znam jedną taką osobę - dalej obchodzą Samhain.
Za to my "u siebie" mieliśmy Dziady. Chyba każdy, kto uczył się w szkole co nieco słyszał na ten temat ze względu na Mickiewicza. Prawdopodobnie gdyby nie on, to i o tym by się tak bardzo nie wspominało współcześnie. Podobnie jak w przypadku Samhain wystawiano pokarmy dla duchów przodków, palono dla nich ogniska, które miały między innymi zapobiec temu, aby duchy samobójców czy topielców, przechodziły do naszego świata. A po wsiach chodzili żebracy, których nazywano dziadami, oni mieli spełniać funkcję łączników z drugą stroną i to od nich wzięła się nazwa tego dnia.  


A potem pojawiło się chrześcijaństwo i te tradycje wzięło w łeb. Od tej pory mamy Wszystkich Świętych 1 listopada, a wcześniej przeze mnie wspomniane święta są uznawane za niekatolickie i ogólnie rzecz ujmując niezbyt dobre (z góry uprzedzam: nie mam nic przeciwko Wszystkich Świętych). I właśnie panuje przekonanie, że skoro się przebiera, to znaczy, że albo ma się aspiracje, aby zostać opętanym albo w jakiś sposób już demony czają się na naszą duszę. A tak jakby wziąć pod uwagę te stare obrządki, to przebieramy się właśnie po to, aby uniknąć kontaktu ze złymi duchami. Więc w gruncie rzeczy to przebierając się mamy na celu odwrotny skutek niż ten, który przewidują niektóre osoby. 
Skoro już przy tym jestem, to wczoraj słyszałam w radiu, że jakaś gazeta wypuściła poradnik dla katolików, co zrobić, gdy dziecko w Halloween zapuka do drzwi po słodycze. Ogólnie brzmiało to tak, że powinno się to dziecko spytać czy wie, co to opętanie, czy jest pewne swoich czynów i inne tego typu rzeczy. A teraz wcielmy się w rolę ośmioletniego dziecka.

Wesołe sobie idzie w przebraniu jakiegoś duszka z torebką na słodycze, puka do drzwi jakiegoś domu. Nie spodziewa się niczego złego, bo już wcześniej było fajnie i ma całkiem pokaźną liczbę łakoci. Otwiera mu starsza pani z grobową miną i zimnym spojrzeniem.
-Cukierek albo psikus! - krzyczy wesoło dziecko, wyciągając przed siebie torebkę. Przez chwilę pozostaje niezrażone tym, że starowinka ciska w niego gromami z oczu.  
-Ty dziecko jesteś opętane... - mówi starsza pani. -Czy ty wiesz, co to znaczy? Demon w tobie siedzi!

No ja na miejscu takiego dziecka bym się popłakała, uciekła, poskarżyła mamusi, a jak znam moją mamusię, to poszłaby do tej starszej pani i jej nagadała, że dzieci straszy. A jeszcze jakby jakaś inna mamusia się wyjątkowo uparła, to by wyszła z tego afera stulecia i nie zdziwiłabym się gdyby akcja skończyła się w sądzie. (Serio, wszystko jest możliwe) 


Wydaje mi się, że ludzie trochę przesadzają z tą niechęcią do Halloween. Wiem, że mamy tutaj nasze święta, które są typowe dla naszej kultury, ale nie widzę nic złego w tym, że dzieci chodzą i zbierają słodycze. Bo co one wielkiego robią? Nie stają na rozdrożach, nie zabijają kotów i nie próbują przywołać demonów. Jedyne, co mi w tym przeszkadza to fakt, że za każdym razem, gdy dzwonią do domofonu, to mój pies się zrywa i chce wyjść na dwór, zobaczyć co się dzieje. I biedak się męczy, bo cały czas go ktoś budzi i moja rodzina się męczy, bo co chwilę trzeba psa wypuszczać i wpuszczać. 
Ale jakby na to nie spojrzeć, to doszło do globalizacji i niestety: trzeba się z tym pogodzić. Tak się złożyło, że kultury się teraz przenikają i to, co kiedyś było obchodzone w Stanach Zjednoczonych przenosi się również do Polski. Nie działa to na razie na ogromną skalę, ale i tak u mnie na osiedlu po domach chodzą już od paru dobrych lat. I wiecie co? Ludzie otwierają, śmieją się, żartują i mają w wielu przypadkach przygotowane słodycze. Więc to nie jest tylko tak, że "dzieci się naoglądały", bo jednak gdyby nikt nie otwierał i nic nie dawał, to pewnie te dzieciaki przestałyby chodzić zrażone, że nic nie dostają. 
A jednak burzmy się dalej, że te dzieci to opętane, że złe, że rodzice głupi i wszystko niedobre. Bo my mamy piękną kulturę i po co ją niszczyć. Ja wiem, że piękna, ale to nie znaczy, że kogoś zabije fakt, iż mała dziewczynka przebrana za wróżkę biega ze znajomymi po osiedlu prosząc o słodycze! 

A wy jakie macie zdanie na temat obchodzenia Halloween? 



PS. Przypominam o istnieniu zakładki "Propozycje", gdzie możecie pisać, o czym chcielibyście poczytać na Parzydełkach. 

24 komentarze:

  1. Cóż... co o tym sądzę? Nigdy nie chodziłam po cukierki, nigdy nie wycinałam dyń, nigdy nie obchodziłam Halloween i moja wiedza ogranicza się jedynie do telewizji i internetu, gdzie, jak wiadomo, wszyscy na lewo i prawo trąbią jakie to jest wszystko złe itp. dlatego nie mam jakiegoś świeżego poglądu na to, czy warto, czy nie. Nie wiem, widać, że dzieciom sprawia to radość, a przecież nie wywołują duchów ani nic, więc co to szkodzi... ale chyba nawet kilka lat temu bym na coś takiego nie poszła. Mimo wszystko nie. To chyba osobista sprawa, cała otoczka wiary i w ogóle, więc nie da się wydać jednego, sprawiedliwego wyroku, który by osądził, czy Halloween jest dobre, czy nie. Swoim dzieciom, gdybym je miała, chyba jednak nie pozwoliłabym wyjść poprzebieranym za duchy i 'żebrać' o cukierki. Moje nastawienie jest więc komplefnie neutralne :)
    U mnie recenzja "Oddychając z trudem"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raz chodziłam. Koleżanka zorganizowała imprezę w bodajże drugiej klasie gimnazjum i przeszłyśmy się po okolicy. Nic się nam nie stało i ludzie też traktowali nas pozytywnie. Jak ktoś nie chciał otworzyć, to nie otwierał i tyle :)
      Ale rozumiem, że ktoś może nie chcieć chodzić. Teraz na to bym drugi raz się nie pisała, jednak jestem na to już troooszeczkę za stara.

      Usuń
  2. Moje podejście do tradycji stricte chrześcijańskich jest dość luźne, więc nie stąd wynika to, że halloween nie lubię(bo nie lubię) i nie obchodziłabym go nawet gdyby przypadało w lipcu, zwyczajnie uważam to święto za głupie...ale uważam, że każdy powinien mieć tę swobodę celebrowania tego co chce...oczywiście trafiłam w internecie na wiele kłótni na ten temat...które moim zdaniem nie mają sensu, bo każdy ma swoje zdanie, swój światopogląd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem każdy może obchodzić sobie takie święta, jakie mu się podobają o ile w jakiś sposób obchody tych świąt nie ranią innych. Więc rozumiem, że niektórzy uznają to za głupie, a inni za świetną zabawę :D

      Usuń
  3. Hmmm...ja chyba nigdy nie obchodziłam tego święta, ale nie z powodów jakichś religijnych czy jakiegoś strachu...po prostu jakoś nie miałam okazji i tak wyszło;]. Nie uważam, że to jest złe - nawet fajne, bo można się zabawić, poimprezować. Zresztą jak mówiłaś, trwa globalizacja. nasze tradycje rodzime mieszają się z tym, co obchodzi się na świecie i myślę, że nieprędko to się zmieni. Ludzie, szczególnie starsi raczej są nastawieni negatywnie na coś takiego...ale ja mam do tego stosunek również neutralny:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Szkoda, że niektórzy nie potrafią tego zrozumieć, ale cóż... Wychowywali się w innych czasach, stąd mają takie, a nie inne poglądy.

      Usuń
  4. Ja w ogóle nie mieszałabym do tego religii - bo tacy np. poprzebierani kolędnicy z szopką i Jezuskiem mają dokładnie ten sam cel - wyłudzić słodycze i pieniążki ;) Warto tym zniesmaczonym zadać pytanie, co za różnica? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! O tym w sumie nie pomyślałam. Ciekawe spostrzeżenie :D

      Usuń
  5. Jestem niewierząca i dla mnie wszelkie gadki o opętaniu czy otwieraniu się na demony to wręcz absurd. Mamy XXI wiek i dziwi mnie to, że ktoś widzi takie "niebezpieczeństwo" w tym, że dzieciaki przebiorą się i pójdą prosić o cukierki. Mnie podoba się idea Halloween, ale nigdy sama nie chodziłam po cukierki (kiedy byłam w podstawówce czy gimnazjum, to jeszcze nie było takiego zwyczaju w Polsce), ani na imprezy halloweenowe. Ale to nie oznacza, że bym nie poszła na taką imprezę, gdybym dostała zaproszenie.
    U mnie na osiedlu chodzą dzieciaki. W tym roku przygotowaliśmy trochę słodyczy, niestety tylko raz zadzwoniono do furtki. Siostrzenica za to z koleżanką i jej tatą chodziła i zebrała całkiem sporo słodyczy. To akurat bardzo sympatyczna tradycja i fajnie, gdyby jeszcze bardziej się przyjęła. W końcu to dla dzieciaków niezwykła frajda. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem niewierząca, więc mnie tego typu stwierdzenia nie przekonują, ale staram się rozumieć to, że dla innych kwestia możliwości opętania jest bardzo ważna. Jednak nie wydaje mi się, aby miału ku temu służyć przebrania i zbieranie słodyczy :P
      Ja byłam tylko raz i też to uznaję za przyjemną akcję. Ludzie otwierają, gadają, dają słodycze lub owoce i nie mają z tym żadnego problemu. Też sądzę, że fajnie by było, gdyby udało się tej tradycji bardziej przyjąć, bo jednak zgadzam sie z tobą, że jest to bardzo pozytywna rzecz.

      Usuń
  6. Nope, Dziady powstały stosunkowo później i są wynikiem zmieszania tradycji chrześcijańskich i rdzennych, coś jak voodoo. Pierwotne święta wyglądały inaczej. Ech, jak ja kocham te wszystkie mity na temat wierzeń Słowian ;/
    Jak mnie denerwuje mądrzenie się Kościoła i te wszystkie oświadczenia i kazania duchownych o tym, że to helołiny nie nasze, obce. Obcy to u nas jest sam Kościół, ludzie nie mają pojęcia, jak długo po słynnym chrzcie trwało aktywne praktykowanie dawnych obyczajów. Posągi bóstw słowiańskich na terenie Polski niszczono jeszcze w XV wieku! A wiele obrzędów i symboli ze świąt ,,pogańskich" chrześcijaństwo sobie zapożyczyło. Pisanki, zające, daty świąt, czasem całe święta. Wszystkich Świętych powstało jako coś, co miało zastąpić rdzenne święta ku czci zmarłych przodków, podobnie zresztą jak choćby święto Matki Boskiej Zielnej. Mogłabym napisać dwa elaboraty na tysiąc słów każdy, jeden o aktywnym oporze, który Polacy stawiali chrystianizacji, drugi o tym, ile późniejsze religie zapożyczały od rdzennych, na przykładzie polskiej odmiany Kościoła katolickiego i choćby lamaizmu, ale co ja się będę produkować, znowu się zdenerwuję za bardzo na to wszystko ;____;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób jakoś nie było chętnych do przyjmowania chrześcijaństwa. Ot, choćby tacy Egipcjanie. Także fakt, że w Polsce też byli ludzie, którzy się na to nie godzili nie jest niczym zaskakującym. To, że chrześcijaństwo jest niezwykle podobne do innych religii, które występowały wcześniej na świecie, ale uznano je za pogańskie, też jest często zapominane. Co jest dosyć przykre, ale co zrobić?
      A gdybyś napisała takie prace, to z miłą chęcią bym ją przeczytała.

      Usuń
  7. Jestem katoliczką i jeśli ktoś obchodzi Halloween to mi to absolutnie nie przeszkadza. Ja nie lubię kiczu, a to święto nim wręcz ocieka (sorki, nic do niego nie mam, naprawdę, ale wszystko jest takie... no właśnie kiczowate), więc raczej olewam Halloween. Zresztą w Krakowie nie ma chodzenia po domach i słodyczach, a przecież to jest w tym święcie najfajniejsze XD
    Generalnie nic bym nie miała do tych wszystkich świąt amerykańskich, ale one wszystkie są kiczowate, jak polska wieś na odpust (a co, ze swoich też się śmiać potrafię XD). Generalnie jest mi bardzo smutno, że słowiańskie tradycje nie są w ogóle znane, bo ja nardzo lubię te klimaty. Ale rozumiem popularność Halloween, Walentynek i tym podobnych i jeśli ktoś się je lubi, to niech lubi. Naprawdę, dajmy każdemu robić co chce, a będziemy szczęśliwsi (o ile ten ktoś nie chce popełniać strasznych zbrodni, to ten wypadek, kiedy możemy mu tego zabronić).
    Tylko niech nikt nie ciśnie w takich wypadkach po Kościele, proszę. Nie piszę o Tobie, oczywiście, tylko po prostu muszę wyładować to, że zawsze przy takich okazjach czytam o tym jaka to okrutna i spaczona jest instytucja. Oczywiście, nie wszystko niestety działa w nim idealnie, ale opinie są tak przesadzone, że naprawdę przykro mi słuchać takich rzeczy. Zwłaszcza, że jako osoba od środka wiem, że większość księży i wierzących sprzeciwia się (jeśli w ogóle się sprzeciwiają, bo to nie jest reguła) Halloween, to dlatego, że po prostu odwraca to uwagę od Wszystkich Świętych, które jednak mimo wszystko dla nas jest ważnym świętem ;)
    Ale absolutnie nie krytykuje nikogo obchodzącego Halloween, ani niewierzącego, ani w ogóle nikogo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do kiczu to faktycznie coś w tym jest :P
      Jestem ateistką, ale ogólnie do Kościoła czy do wierzących nic nie mam. O ile nie popadają w jakiegoś rodzaju skrajności, o których na przykład wspomniałam w tym poście (stwierdzenie, że dzieciom zbierającym słodycze trzeba zasugerować opętanie).
      A co do odciągania uwagi od Wszystkich Świętych, to nie jestem do tego tak przekonana. Może faktycznie kwestia biegania po domach i wesołych imprez w połączeniu z kontemplowaniem nad zmarłymi trochę się gryzie, ale jednak ludzie dalej pojadą na groby, aby powspominać zmarłych.

      Usuń
    2. Też mam coś do tych wierzących, którzy popadają w skrajności :D. Ale ateistą też się to zdarza, ostatnio przeczytałam np. że Kościół należy zniszczyć, bo inaczej... w sumie to nawet nie pamiętam co się stanie jak go nie zniszczymy, ale to było coś bardzo strasznego i nierealnego. Tylko takie sprawy o Kościele lubi się nagłaśniać ;)
      Wiesz, tylko dla nas Wszystkich Świętych to coś więcej niż chodzenie po grobach i tylko o to chodzi. Ale naprawdę większości z członków Kościoła nie przeszkadza co się robi dzień wcześniej, tylko żeby tego dnia się skupić na tym co dla nas ważne.
      Btw. to śmieszne, bo w sumie w naszej wierze powinno chodzić tylko o to, żeby słuchać Jezusa, który w sumie tylko zaproponował, żebyśmy byli dla siebie mili, kochali się nawzajem i takie tam pierdołki ;) A tymczasem tak wiele osób wierzących tego nie przestrzega i tak wiele niewierzących wcale nas z tym nie kojarzy :D

      Usuń
    3. Yep, niektórzy ateiści też przesadzają, to prawda. Kwestia wyznania nie definiuje czy człowiek jest dobry czy zły, tylko jak się zachowuje. Stąd pojawiają się zarówno wierzący, jak i niewierzący, którzy uparcie wierzą, że tylko ich poglądy są słuszne, a reszta jest zła. Co jest irracjonalne.
      No tak, wiem i to też miałam na myśli. Wydaje mi się, że ludzie jeżeli będą chcieli, to pójdą na groby, powspominają i będą uznawać to święto za ważne.
      To prawda, że powinno o to chodzić, ale to inna sprawa, że nie każdy wierzący się tak zachowuje. No, ale co zrobić? Wszystkich nie można zmienić.

      Usuń
  8. Wybacz, ale ja na miejscu takiego dziecka to bym spojrzała na tą kobietę i zapytała Pani jest pewna, że jest normalna :D Ale ja zawsze byłam pyskatym, niegrzecznym dzieckiem. No i jestem ateistką, nigdy za bardzo nie wierzyłam, nawet będąc dzieckiem. Po domach jednak nigdy nie chodziłam, bo wydaje mi się to głupie. Jasne, można zrobić bal przebierańców - to moim zdaniem fajny pomysł. U mnie w szkole np. robiło się przebieranki i byłam już wiedźmą i diablicą. Ale nękanie ludzi o cukierki nie wydaje mi się zbyt fajne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, chciałabym to zobaczyć! Ja niestety taka nie byłam. Teraz bym się może i kłóciła, ale jako małe dziecko to na pewno bym uciekła.
      U mnie w szkole też się takie coś robiło :D

      Usuń
    2. Wiesz, ja bym się nie cackała :D I jeszcze pewnie zapytałabym z wyjątkowo dziecięcą niewinnością :D

      Usuń
    3. Hahahah, nie no! Naprawdę chciałabym to widzieć <3

      Usuń
  9. nigdy nie obchodziłem halloween w pełni. w pełni tak, jak robią to ludzie w krajach, w których to święto jest naprawdę popularne. ale nie wyobrażam sobie jesieni. bez tej mrocznej, nieco upiornej atmosfery. bez wydrążania dyni. i robienia z jej wnętrzności pachnącego, dyniowego ciasta. bez tej świadomości drugiego dna zapadającej ciemności. sens tego święta, jego pochodzenie i stosunek społeczeństwa do związanych z nim zwyczajami - raczej są mi obojętne. ale uwielbiam jego atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie trzeba to przyznać. Atmosfera tego dnia jest naprawdę świetna :)

      Usuń
  10. Uważam że w obchodzeniu Hallowen nie ma nic złego. Poza tym dzień zmarłych jest 1 listopada, a Hallowen 31 października, więc nie mam pojęcia w czym ma problem tak wielu ludzi. Dzieci widzą w tym tylko zabawę, a nie utożsamianie się w jakiś sposób z demonami jak to określa kościół katolicki...wpis świetny i poruszający ważną kwestię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo zdanie :) Ale co zrobić? Głową muru nie przebijesz.
      I dziękuję bardzo za miłe słowa.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.