29 stycznia 2016

Introwertyk na imprezie

Należę do organizacji studenckiej. W gruncie rzeczy jestem bardziej zaangażowana w gazetkę, która podlega pod tą organizację studencką. Niemniej wspomniana już dwukrotnie organizacja studencka obchodziła urodziny - już trzydzieste piąte. A oddział z mojej uczelni zorganizował w związku z tym imprezę. I przez długi czas wahałam się czy właściwie iść, bo to jednak: impreza = dużo ludzi + słaba muzyka. W rezultacie uznałam, że jak obiecałam koleżance z kierunku (T.), że pójdę, to pójdę, tym bardziej, że jej strasznie zależało, aby tam być. I po raz kolejny przekonałam się, że z moją introwertyczną naturą takie rzeczy po prostu nie są dla mnie. 

Sobota dwa tygodnie temu zaczęła się od moich rozważań czy w ogóle chcę iść na imprezę, czy może powiedzieć, że "umieram, brzuch mnie boli, głowa też, coś mi się stało z kostką, a do tego spadłam ze schodów (znowu)". Nastawienie było oczywiste: "po co ja tam idę?", "nie chcę tam być", "to będzie kompletnie nie w moim stylu". I po paru godzinach wewnętrznego marudzenia uznałam, że i tak jadę tam na jakieś trzy godziny, więc przeżyję (tym bardziej, że obiecałam wcześniej wspomnianej koleżance, że się pojawię). Zebrałam się w sobie, wystroiłam w sukienkę ze studniówki, zrobiłam makijaż (co dla mnie jest wielkim sukcesem i istną zmorą, bo raczej nie zostałam obdarzona przez los umiejętnościami poprawnego używania eyelinera). O 19:30 telefon, że muszę być tam już o 20, a więc szybkie zebranie się w sobie no i jadę. Pomijając, że z T. nie umiałyśmy znaleźć wejścia do budynku, to potem jakoś to poszło.
No i co? No i była impreza. Tylko, że nie taka, która bawi mnie. Bo widzicie dla mnie ideałem imprezy, jest siedzenie w dresach z grupą bliskich mi przyjaciół, oglądanie filmów, gadanie o pierdołach i jedzenie pizzy. Bez szpilek, bez tańczenia, sztucznych uśmiechów, głośnej muzyki i pijanych ludzi. Dlatego w momencie, w którym impreza się rozkręcała, ja i T. pojechałyśmy do domów.
Czego nikt na imprezie nie potrafił zrozumieć, to tego, że nie przeszkadzało nam siedzenie na podeście koło głośnika i gadanie o pierdołach. Wszyscy ze zmartwieniem (co w sumie było miłe) pytali czemu się nie bawimy. A jednak nie potrafili pojąć, że naszą definicją zabawy jest siedzenie i gadanie zamiast tańczenia do muzyki, której nawet nie lubimy. Co zaskakujące jeżeli ktoś siedział z drugą osobą w pomieszczeniu obok to już nie było z tym problemu. Czy więc w naszym zachowaniu było coś złego?
Nie wydaje mi się. Każdy woli jakąś inną formę spędzania czasu, co uwarunkowane jest charakterem. Dla niektórych będzie to siedzenie z książką albo wypad do kawiarni z bliską osobą. Tyle wystarczy im do szczęścia i do osiągnięcia jakiegoś zadowolenia. I ja zaliczam się do tego grona, które lepiej bawiło się z T. robiąc sushi i oglądając filmy z kotami na YouTubie. 


Inni potrzebują mocnych wrażeń, pewnej dawki alkoholu i muzyki do potańczenia. Czują się żywi dopiero w sobotnie wieczory, kiedy są wśród ludzi, niekoniecznie im znanych. Mam przyjaciółkę, która po prostu uwielbia być wśród ludzi i chodzić z nimi wieczorami do knajpy - taki ma charakter, to ją bawi. Ci z pierwszej grupy źle będą się czuć na imprezie, a ci drudzy wyjdą z założenia, że siedzenie w kawiarni jest po prostu nudne.
No i co z tego?
Każdy z nas jest inny, nie ma co się o to czepiać. Dla jednych zabawniejsze jest imprezowanie i poznawanie dużej liczby osób, dla innych będzie to siedzenie na kanapie z przyjaciółmi i oglądanie kolejnego odcinak Dr House'a. I po tej imprezie - znowu - uświadomiłam sobie, że okay, zabawy z muzyką i obcymi ludźmi nie są dla mnie. Czuję się niekomfortowo i nie potrafię wśród takich osób zachowywać się swobodnie. I tyle. Muszę to przyjąć do wiadomości, a nie na siłę próbować się dostosować do imprezowej części społeczeństwa. 
Jedyne co jest w tym naprawdę ważne, to zaakceptować to, że jest się taką, a nie inną osobą. Mi nie sprawiają frajdy głośne imprezy, innym siedzenie na kanapie i objadanie się pizzą. I trzeba po prostu zaakceptować swoją osobę, bo działanie przeciw sobie raczej nie należy do rzeczy najłatwiejszych. Tym bardziej, że od każdego możemy się odciąć, ale ze sobą spędzamy dwadzieścia cztery godziny na dobę, a więc do przyjemnych nie należy katowanie się formą spędzania czasu, której się nie lubi. 
I tyle.

A na koniec filmik od BuzzFeeda, o introwertykach na imprezie


Posty nie pojawiają się ostatnio zbyt często, podobnie kuleje odwiedzanie przeze mnie waszych blogów. Dzieje się tak ze względu na moją pierwszą sesję, o której na pewno też napiszę. Ogólnie na razie poświęcam czas na naukę, a jak mam chwilę wolnego, to po prostu oglądam The Big Bang Theory, w ramach zrelaksowania się, bo mój mózg nie jest w stanie wyprodukować się przy pisaniu tekstu. Przede mną jeszcze trzy egzaminy, także na razie może być ciężko z moim pisaniem. 

32 komentarze:

  1. O, jakbym czytała o sobie :D Nie cierpię tańca do muzyki której nie lubię, ubierania się "elegancko" (tzn. lubię ładnie wyglądać, ale na moich warunkach, które nie obejmują szpilek i eyelinera ;)) i gromady obcych ludzi. Moja praca wymaga od czasu do czasu takiego wyjścia, ale opracowałam już pewne taktyki, które umożliwiają mi przeżyć imprezę ;) Już wiem, że nie będę miała wesela, tylko zwykły obiad dla rodziny, bo prędzej ucieknę sprzed ołtarza, niż zatańczę pierwszy taniec. Na szczęście narzeczony ma podobnie, a na weselu koleżanki oboje tańczyliśmy tak beznadziejnie, że umocniło to tylko nasz związek i stwierdziliśmy, że teraz to już na wieki, bo drugiej tak beznadziejnie tańczącej osoby nigdy w życiu nie spotkamy :D Więc nie ma tego złego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, to świetnie się dobraliście! Życzę wam samego szczęścia! :D Duże wesela też mnie nie przekonują, a przecież w taki dzień chodzi o to, aby państwo młodzi czuli się najlepiej :)

      Usuń
  2. A i kurcze, zapomniałabym, powodzenia w sesji!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia na sesji :)
    Hm, ja lubię się dobrze bawić :D Ale mam różne definicje dobrej zabawy :) Raz jest to spędzenie całej nocy grając na Kinekcie z przyjaciółką, innym razem będę czytała, a jeszcze kiedy indziej pójdę na imprezę potańczyć i się napić :) Przy czym jestem zdecydowaną ekstrawertyczką :) Lubię ludzi, lubię wśród nich przebywać, o ile nie jest to zbyt duży tłum, bo wtedy zaczynam się robić aspołeczna :D Ale tak, jak na Sylwestra było z 11 osób na domówce to było genialnie, choć na wejściu znałam aby 4 osoby :D I były tylko 2 dziewczyny poza mną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ciężko o ludzi, którzy są stricte introwertyczni lub ekstrawertyczni, zazwyczaj panuje dominacja danych cech. No, ale są też ambiwertycy, oni jakoś te dwa charaktery w sobie łączą.
      Najważniejsze spędzać czas tak, żeby czuło się z tym dobrze :D

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy post, całkowicie Cię rozumiem. Też uważam się za introwertyczkę i choć od czasu do czasu taka forma (tj. głośna impreza) spędzenia czasu mi nie przeszkadza, tak często odmawiam i wolę posiedzieć pod kołdrą z książką ewentualnie laptopem. :) Tak jak napisałaś, najważniejsze to zaakceptować siebie i robić najpierw to, co nam samym sprawia radość. Szkoda tylko, że często przez to jest się wykluczanym z jakiejś tam grupy. Mam wrażenie, że o ile mi nie przeszkadzałoby posiadanie przyjaciół ekstrawertyków, którzy po prostu wyskoczyliby na kilka imprez beze mnie, o tyle w drugą stronę to jakoś nie działa. Jest chyba jakiś smutny stereotyp, że introwertycy to nudziarze i cóż, trzeba umieć znaleźć sobie dobre towarzystwo. :)
    Pozdrawiam cieplutko i powodzenia z egzaminami. :)
    Skrzynka Pełna Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedzenie pod kołdrą z książką jest najlepsze! :D
      Wiesz co, wydaje mi się, że jeżeli ktoś nas wyklucza za to, że nie lubimy się bawić, to nie warto się z takimi ludźmi w ogóle zadawać. Co nam po znajomych, którzy nie akceptują nas takimi, jakimi jesteśmy?
      Osobom o skrajnych charakterach zawsze trudniej się dogadać, ale nie jest to niemożliwe! Trzeba tylko dojść do jakiejś ugody. Myślę, że to zależy od osoby czy uda jej się dogadać z introwertykiem, będąc ekstrawertykiem, i na odwrót.

      Usuń
  5. Powodzenia w sesji! Dasz radę na pewno, co to dla ciebie...;)
    A to ja też nie lubię takich imprez...na to wygląda, że też jestem introwertyczką;]. Nawet na studniówkę nie poszłam! Nie cierpię disco polo, nie cierpię alkoholu i pijanych ludzi w moim wieku (!), ogólnie to tłumów i tańców...nawet w podstawówce nie robiłam nic innego tylko ściany podpierałam...i prawdę mówiąc nie czuję się z tym źle. Taka jestem i raczej pozostanę:). Nie zmuszę się przecież do takich imprez...to byłoby powolne umieranie!^^, także...witaj w klubie!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak w to wierzysz! :P
      A skoro dobrze się czujesz ze swoim introwertycznym charakterem to dobrze :) Najważniejsze to przyjąć to do wiadomości i czerpać z tego korzyści, bo jednak każdy zestaw cech charakteru ma pewne plusy :D

      Usuń
  6. Przede wszystkim powodzenia z egzaminami! Ja za rok o tej porze (mam nadzieję) będę przygotowywała się do swojej pierwszej sesji! Aż jestem podekscytowana xD (Dobra Fifty, opanuj się i bez kompromitacji...) :D

    Jestem takiego samego zdania jak Ty, że imprezy z tańcami i podobnymi rzeczami to zdecydowanie nie dla mnie. Dużo lepiej czuję się wśród mniejszej liczby ludzi i bardzo to pasuje do mojego charakteru. Jestem zestresowana moją studniówką, która odbędzie się już za tydzień, bo nie wiem kompletnie jak tam się odnajdę. Będzie trzeba się ruszać, a nie tylko siedzieć i jeść. Poza tym na pewno będą jakieś zabawy... :< Ale z drugiej strony raz się żyje, można czasami wyjść do ludzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, czyli na razie matura? Powodzenia na niej życzę, no i na przyszłorocznej sesji również!

      Jeżeli masz w klasie osoby z którymi się dobrze dogadujesz i trzymasz na co dzień, to nawet studniówka nie będzie taka straszna. Ja moją przeżyłam tylko dzięki przyjaciółkom z którymi się bawiłam. Zobaczysz, jak to będzie, może ci się spodoba! A jeżeli nie, to cóż - jedna taka impreza jeszcze nikogo nie zabiła. Będziesz miała na przyszłość informacje czy warto się na coś takiego wybrać ponownie.

      Usuń
  7. Jak już wiesz, uwielbiam ten filmik na końcu, bo oddaje całą mnie :D Bycie introwertykiem nie jest takie złe, kiedy przyjaźni się z innymi introwertykiem. Gorzej, kiedy reszta społeczeństwa patrzy na nas jak na ufo, albo jakbyśmy mieli zakaźną chorobę :/
    Introwertycy - łączmy się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego my się tak wspaniale dogadujemy od prawie siedmiu lat <3 (Pomijając ten początkowy okres, gdy chciałaś, abym zostawiła cię w spokoju).
      A cała reszta - trudno :P

      Usuń
  8. Powodzenia na sesji! ^_^
    Rany... jak ja dobrze to znam :D Co prawda mam 17 lat i byłam tylko na jednej imprezie, ale już wtedy stwierdziłam, że to nie jest dla mnie XD Ani, kurczę, trochę. Mam dokładnie tak jak Ty - dla mnie zabawą jest siedzenie w domu z przyjaciółmi, śmianie się z głupich rzeczy, oglądanie filmów... A nie imprezy. Stanowczo mówię im NIE :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      I skoro ci to odpowiada, to super :D Oglądanie filmów zawsze wygra z imprezą!

      Usuń
  9. Rozumiem doskonale, duże imprezy, a z alkoholem, czy nie, są dla mnie koszmarem, nie potrafię się tam odnaleźć, czuję się jak wyrzutek i od razu tak się nastawiam do całego przedsięwzięcia.
    A tak w ogóle to nie mogę doczekać się studiów, chcę wreszcie pożegnać straszne liceum i wyjść do normalnych ludzi, tylko ta sesja burzy utopijne wizje ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego lepiej takich imprez unikać.
      Wiesz co, jak sobie porównuję sesję do matury, to zawsze wszyscy mówili "sesja to jak matura tylko gorsze". A jak dla mnie jest na odwrót. Bardziej przeżywałam maturę niż te egzaminy i zaliczenia. Na niektóre sprawdziany z historii w liceum musiałam opanować więcej materiału niż na kolokwium zaliczeniowe na studiach :P Więc to trochę przesadzone. Ogólnie o sesji mogłabym napisać więcej, ale na to poświęcę osobną notkę prawdopodobnie w ten weekend :)

      Usuń
  10. Na razie chodzę jeszcze do gimnazjum, więc do prawdziwych imprez mi daleko (na dodatek mieszkam na wsi), ale moi znajomi z klasy już potrafią się upić na zwykłych przyjęciach itp. do nieprzytomności... Tak, to dla nich zabawa. No, ale cóż... Sama imprez (jeśli już takowe się pojawią) unikam, tak jak Ty ja również nie czuję się na nich komfortowo i zwykle po prostu siedzę (na dodatek sama) pod ścianą. To smutne i tylko dodatkowo mnie dołuje.
    Powodzenia na egzaminach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imprezy imprezami, ale to o czym mówisz jest okropne. Sama się z tym wiele razy spotykałam i dalej tego nie potrafię zrozumieć. Są pewne granice tej "zabawy". Bo rozumiem taniec, rozmowy, głośna muzyka i pewna dawka alkoholu, ale upijanie się do nieprzytomności to głupota, a nie ekstrawertyzm.
      Skoro przebywanie w takich miejscach sprawia ci przykrość, to lepiej nie przychodź na nie. Lepiej spożytkować ten czas na coś, co faktycznie sprawi ci przyjemność i poprawi humor. To, że inni zachowują się w taki, a nie inny sposób nie powinno cię obchodzić :)

      Usuń
  11. Znam to bardzo dobrze. :P Na takiej prawdziwej dyskotece (nie liczę szkolnych) nie byłam właściwie nigdy, podziwiam się za to, że zostałam na studniówce praktycznie do końca (5 nad ranem), za to z półmetku zrezygnowałam na rzecz Targów Książki (i nie, nie była to szczególnie trudna decyzja xD). Ostatnio na szkolną zabawę noworoczną poszłam tylko ze względu na konkurs na przebranie, siedząc przy stole myślałam sobie 'tylko niech nikt mnie nie prosi do tańca' i spędzałam czas na robieniu zdjęć. No cóż, takie to już trudności domatorów. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Targi książki zawsze wygrywają z takimi imprezami <3 W takiej sytuacji nawet nie ma co się wielce zastanawiać!

      Usuń
  12. Jestem introwertykiem, ale lubię różną formę spędzania czasu. Czasen spędzam miłe wieczory z chłopakiem, innym razem ze znajomymi, ale nic nie mam do imprez i gdyby była jakiaś w dobrym towarzystwie pewnie bym poszła. Lubię tańczyć, ale na imprezach przeszkadza mi nadmierne spożycie alkoholu, które po prostu wygląda niesmacznie. Byłam na paru fajnych potańcówkach i tych niezbyt ciekawych, dlatego u mnie to wszystko zależy. Jednak zazwyczaj nima mam wielu okazji do imprezowania. Jeśli nie wiązałaś ze studniówką żadnych nadziei to myślę, że nic złego się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do tego spożywania alkoholu. Bo rozumiem pewien umiar, ale jeżeli ktoś się nim zalewa do nieprzytomności, to dla mnie coś jest bardzo nie tak.
      Moja zeszłoroczna studniówka była po prostu nijaka, nie czuję wobec niej żalu.

      Usuń
  13. Jestem introwertyczką i na imprezach w klubach byłam zaledwie kilka razy. Raz - była muzyka, którą znam i lubię, dwa - było towarzystwo, w którego gronie dobrze się czułam, więc mogłam się bawić. Sama z koleżanką i nie chciałabym iść, i pewnie bałabym się iść. Nie lubię zbyt bliskich interakcji z obcymi, a tak wyglądają imprezy w klubach. Tańczenie z kimś obcym to też nie moja bajka - nie potrafię się czuć naturalnie w takiej sytuacji, to nie jestem ja.
    Najważniejsze to być sobą i nie robić czegoś, tylko dlatego, że ktoś uważa, że tak powinniśmy. Po co siebie "uszczęśliwiać" na siłę pod czyjeś dyktando? Ważne, by samemu z sobą czuć się dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie z tym, co napisałaś :)

      Usuń
  14. Introwertyku, pomimo tego, że tak bardzo nie lubisz imprez i tak będziesz na nie ze mną chodzić.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam bardzo podobnie. Ktoś mi coś czasem wspomina, że nie korzystam z życia i tracę studenckie lata... ale jest mi dobrze tak, jak jest :) Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię tego stwierdzenia "nie korzystasz z życia". Korzysta się, tylko w inny sposób niż niektórzy uznają za słuszne :P

      Usuń
  16. Ja lubię się bawić się na imprezie, w tłumie ludzi, przy głośnej muzyce. Ale bardzo też lubię oglądać filmy w dresach, z przyjaciółmi, jedząc pizze i popijając ją winem. Wszystko jest dla ludzi, każdy ma swoje upodobania i to jest super! Byłoby nudno gdyby każdy był taki sam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedzenie przed telewizorem z przyjaciółmi i jedzenie pizzy jest świetną formą rozrywki :D
      I zgadzam się, że byłoby nudno, gdyby wszyscy ludzie mieli taki sam charakter.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.