6 lutego 2016

Moja pierwsza sesja

Ostatni zastój na blogu był spowodowany czymś, co spędza studentom sen z powiek. I to dosłownie. Powoduje ataki paniki, koszmary, nudności, dreszcze, wory pod oczami wywołane nieprzespanymi nocami, zblazowanie mózgu, bóle głowy, bóle mięśni, które zdążyły się zastać, wszelakie nerwobóle, wstręt do liter, pisania, czytania, niechęć do życia, stany depresyjne, napady wściekłości i inne. A czymże jest ta zaraza? Sesją. *dum dum dum* 
Nastrojowa muzyka jak z horroru, słychać grzmot w oddali, a błyskawica przecina niebo. Zegar wybija północ, z dworu dobiega pohukiwanie sowy. Na dworze panuje mrok. To bezksiężycowa, zimna noc. Wiatr zawodzi i tylko w jednym pokoju w całym bloku świeci się światło.To tam siedzi student, pogrążony w notatkach, z duszą na ramieniu, nerwowo zerkający w okno, czy nie zaczyna świtać. Ciszę przerywa jedynie szelest kartek. Nagle dobiega go ciche skrzypienie z placu zabaw po drugiej stronie ulicy. Odkopuje się spod stosu notatek i wygląda przez okno. Huśtawka lekko się kołysze, gałęzie drzewa uginają pod siłą wiatru, latarnia uliczna migocze. Po raz kolejny niebo przecina błyskawica i wtem na środku trawnika stoi ONA. Ma bladą skórę, podkrążone oczy i czarne włosy. A ubrana jest w białą sukienkę, na której ktoś napisał krwią niewinnych studentów: 2. Sesja unosi kąciki ust do góry i macha do studenta, który właśnie stracił swoją ostatnią nadzieję na zdanie egzaminu w pierwszym terminie.


No dobra, a czy naprawdę było tak strasznie? A w życiu! Przed maturą, gdy zaczynałam się stresować, wszyscy dookoła mi ględzili, że ta sesja to taka straszna, że matura to przy niej pikuś, że zobaczę, jak to będzie, gdy przyjdą poważne egzaminy. Mam wrażenie, że to jest jakieś stwierdzenie, które się utwierdziło w społeczeństwie bez powodów. Choć nie, w sumie są powody. W liceum jesteśmy przyzwyczajeni: regularnie są kartkówki, sprawdziany, odpowiedzi ustne, zadania domowe, pilnują cię czy się uczysz do matury... A na studiach mają cię gdzieś. Jak się nauczysz - zdasz. Jak się nie nauczysz - twój problem. Sprawdzianów przez semestr jako takich nie ma, część wykładów studenci olewają i potem próbują nadrobić cały semestr w jedną noc. No to nic dziwnego, że potem zdanie kilku egzaminów okazuje się być wielkim problemem. Jakbym próbowała niektórych przedmiotów się nauczyć w jedną noc, to pewnie też bym uznała, że sesja jest jak postać z horroru. 
A nie była! Matura wydawała mi się zdecydowanie bardziej stresująca od pierwszej sesji. Oczywiście stresowałam się zarówno w maju, rok temu i przez ostatnich kilka tygodni. Jednak jeżeli mam porównać poziom tego "strachu", to zdecydowanie w maju było gorzej. Teraz nie byłam co prawda spokojna, jak tybetańscy mnisi (ba! nawet uznałam, że do nich wyjadę, jednak moja rodzicielka uznała, że bym się wkurzyła, gdybym po trzech sekundach nie umiała osiągnąć nirwany - i coś w tym jest), jednak też nie było takiego płaczu i zgrzytania zębami jak przed maturą.


Miałam w tej sesji cztery egzaminy (w tym dwa ustne), cztery kolokwia zaliczeniowe i trzy zaliczenia pod postacią rozmowy. Co prawda jeszcze jeden egzamin został mi do zdania w przyszłym tygodniu, ale cała reszta jest za mną i to mnie na razie cieszy. I to bardzo. Wszystko zaczęło się od trzech kolokwiów jednego dnia, kiedy myślałam, że zginę marnie. Nic nie mieliśmy do nauki przez cały semestr i nagle trzy zaliczenia jednego dnia. I pewnie gdybym nie zaczęła się do tego uczyć z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym, to bym zawaliła. Niektórych materiałów po prostu nie da się się opanować w jedną noc. No, a przynajmniej nie na tyle, na ile bym chciała. Na szczęście okazało się, że przedmiotu "wprowadzenie do nauk o komunikowaniu" uczyło mi się bardzo lekko i bez większych problemów. A że było z tego najpierw zaliczenie, a potem jeszcze egzamin, to wyszło tylko na plus. 
Na egzaminach ustnych było zaskakująco w porządku. Spodziewałam się, że będę roztrzęsiona (dobrze, na jednym byłam), ale w gruncie rzeczy nie miałam przed czym panikować. Zdawanie filozofii to były żarciki i rozmowy, bo na raz zdawało dziesięć osób. Bezcennym było usłyszeć od wykładowcy "Ja już Pani nie chcę słuchać. Proszę się nie odzywać. Ma Pani ocenę bardzo dobrą, tylko proszę już nie odpowiadać na pytania." Na historii mediów zdążyłam powiedzieć tylko połowę tego, co chciałam (tak, to jest jak dają nam dowolność przygotowania tematu). Jedynie ekonomia była przerażająca, bo na sto osób na kierunku zdało ją jakieś 25 osób. I to w większości przypadków na oceny dostateczne. Mi udało się osiągnąć ocenę "dostateczny plus", co biorąc pod uwagę pytania było dobrą oceną. Ogólnie zestawy pytań były loterią. Na niektórych znajdowały się pytania banalne, do których wystarczyło wyrecytować formułki. W innych przypadkach (mój pech kazał mi na taki trafić) były pytania, które wymagały przeanalizowania formułek, połączenia ich ze sobą, przemyślenia, jak to się odnosi do rzeczywistości i dopiero odpowiedzenia na pytanie. A w takiej sytuacji fakt, że przeczytałam cały podręcznik nie był wielce pomocny. 


Zdarzały się momenty, kiedy moje nastawienie wyrażał powyższy obrazek. Miałam ochotę rzucić te wszystkie notatki w kąt i iść oglądać "Teorię wielkiego podrywu" (notabene bardzo polecam ten serial na wieczory, gdy trzeba się odmóżdżyć). Na szczęście szybko się zbierałam w sobie, przerabiałam materiał, wkurzałam się na ludzi, którzy mnie nie znają, a pisali, abym wysyłała im swoje notatki i jakoś to przeszło. Ot, musiałam się po prostu pouczyć trochę więcej niż przez ostatnie kilka miesięcy - wielki mi wyczyn. Na niektóre egzaminy potrzebowałam opanować mniej materiału niż na niektóre sprawdziany z historii czy wosu w liceum. 
Czy sesja faktycznie jest taka straszna jak wszyscy ją malują? Nie. Ci, którzy jeszcze nie mieli okazji się z nią zetknąć i obawiają się, jak to będzie za rok, dwa lata itd., mogą spać spokojnie. Naprawdę nie ma co dramatyzować. Jeżeli ktoś ma świadomość, że do niektórych przedmiotów musi się uczyć dłużej niż jeden dzień, to sobie poradzi. Przyznaję - czasem wystarczy przeczytać trzy razy notatki i zdaje się wszystko bez problemu. A czasami trzeba posiedzieć parę dni i zapamiętać kilka definicji i wykresów. 
Nie ma co panikować, że będzie tak źle, jak się wydaje. Trzeba ocenić swoje możliwości i po prostu przysiąść do notatek. Bez rozpaczania, bez przeklinania, że się nie zdąży. 


A teraz pytanie do studentów: jak wam poszła sesja? Jak wspominacie pierwszą sesję? 
A do osób, które dopiero planują studia: obawiacie się sesji? 

29 komentarzy:

  1. Też uważam, że sesja jest mniej stresująca od matury :D I właśnie tak jak piszesz - skoro ktoś przez cały semestr się prześlizguje, a potem dzień przed egzaminem próbuje opanować cały materiał, to się nie dziwię, że sesja jest dla niego tragedią ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już naprawdę ta matura sprawiała, że wychodziłam z siebie. A sesja to po prostu dla mnie kilka większych sprawdzianów.

      Usuń
  2. Przede mną jeszcze 2 najgorsze egzaminy :C Ale jakoś się nie przejmuję, bez spiny - są drugie terminy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Będę trzymać kciuki ;)

      Usuń
  3. Ja jestem maturzystą, dla mnie teraz największym stresem jest matura, bo trzeba znać materiał od podstawówki do liceum włącznie, czego nie nauczę się w ciągu tych niecałych 3 miesięcy;].
    Nie myślałam jeszcze o żadnej sesji, ale myślę, że ucząc się tak jak ja do tej pory, czyli powtarzając materiał w miarę regularnie, powinno zdać się przyzwoicie:). No ale co ja tam wiem, nie jestem jeszcze studentem;].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, da się tego nauczyć :) Na pewno wszystko na spokojnie ogarniesz do matury na spokojnie.

      Usuń
  4. Do pierwszej sesji mam jeszcze niecały rok gimnazjum i całą szkołę średnią, więc tym na razie się nie martwię ;). Ale mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości będę mogła powiedzieć o sesji to co Ty (chociaż znając moją nerwicę już przed egzaminem gimnazjalnym, nie jestem tego taka pewna) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powiem ci, że ja też się strasznie stresowałam i przed egzaminem gimnazjalnym i maturą. I jak na to patrzę, to jednak sesja jest o wiele mniej przerażająca :) Powodzenia na egzaminie gimnazjalnym!

      Usuń
  5. Mogłabym podpisać się pod notką. Straszyli nas tak, straszyli, a wyszło zupełnie inaczej. Wszystko zdałam w pierwszym terminie, od paru dni już cieszę się wolnym, o. Pozytywne zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że to było pozytywne zaskoczenie, a nie potwierdzenie tych obaw :P

      Usuń
  6. W takim razie gratulacje, że poszło Ci tak dobrze! Ja akurat mam jeszcze długo do studiów, czy nawet sesji, a przede mną w tym roku dopiero test gimnazjalny. Za to mój brat miał pierwszą sesję i mówi, że poszło mu tragicznie. Jednak faktem jest to, że raczej przygotowywał się dwa dni przed...
    Pozdrawiam, Shelf of Books :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia na egzaminie gimnazjalnym :)
      Niektórym starczają dwa dni. To wszystko zależy od osoby. Jeżeli jemu nie wystarczyło, to ma nauczkę na przyszłość.

      Usuń
  7. To mnie teraz pocieszyłaś, mnie teraz matura czeka, a gdy wszyscy mówią, że sesja cięższa to mi jakoś lżej na sercu, a tu taki klump... Ale biorę się porządnie do pracy teraz, bo widzę jak wiele mi jeszcze brakuję do poziomu, na jaki mnie stać. ;) Powodzenia Tobie życzę na kolejnych sesjach. A może Ci mnisi to pomysł dobry na moje dwa dni przed maturą. :D

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem poczujesz ulgę w ostatecznym rozrachunku :P Po maturze i utrzymaniu wyników zobaczysz, że jednak nie było to takie dramatyczne i nie trzeba było się aż tak stresować. A sesja z odpowiednim przygotowaniem jest jeszcze mniej przerażająca.
      Tobie również życzę powodzenia na maturze! Ja dalej rozważam tych mnichów, bo jednak zestresowany ze mnie człowiek!

      Usuń
  8. ja do swojej pierwszej sesji nigdy nie dobiłam, więc nie wiem, o czym mówisz, mimo wszystko matura była dla mnie bardzo stresująca, ale dałam radę i teraz mogę się z tego śmiać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że możesz się śmiać z tego. Wiele rzeczy wydaje się śmieszne z perspektywy czasu, choć wtedy zdawały się być przerażające.

      Usuń
  9. A ja się nie zgodzę... Sesja jest gorsza od matury, choć to jeszcze zależy od kierunku studiów i przedmiotów. Bo przecież maturę piszesz z przedmiotów, których uczysz się od kilku(nastu) lat, więc zawsze co nieco pamiętasz, a na studiach nierzadko ma się przedmioty i zagadnienia, o których nigdy wcześniej się nie słyszało.
    Ale teraz po ukończonych studiach i 10 sesjach za mną, stwierdzam, że to wcale nie było takie straszne ;) Choć mimo wszystko nie chciałabym już wrócić do studiowania. A egzaminy ustne? Zależy od przedmiotu i egzaminatora, ale moje wspominam bezstresowo, i zauważyłam, że są raczej oceniane łagodniej niż te pisemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe spostrzeżenie, nie pomyślałam o tym pisząc tę notkę. Ja na to popatrzyłam też trochę tak, że na studiach większość przedmiotów mnie interesuje bardziej, niż szkolnych i może przez to łatwiej się tego uczy.
      A z tymi egzaminatorami to prawda. Choć trzeba przyznać, że często chcą pomóc studentowi i naprowadzą go, czego nie ma na pisemnym.

      Usuń
  10. Dla matura to właśnie był pikuś, ani trochę się nie stresowałam, natomiast prawie każda sesja była koszmarem... Wymagania z kosmosu i zawsze za mało czasu. Na szczęście mam to już za sobą, a moja ostatnia sesja w tym roku (i na tych studiach) minęła bardzo przyjemnie :) Może to właśnie zależy od kierunku, przedmiotów i wykładowców, bo nawet, jeśli mój kierunek mnie interesuje, to ciągle pojawiają się jakieś przedmioty, które są albo mało z nim związane (typu filozofia), albo prowadzone w okropny sposób, albo po prostu bardzo ciężkie jak w moim przypadku psychometria, metodologia i zaawansowana analiza danych. W każdym razie Ci życzę, by każda Twoja sesja była lżejsza od matury i byś nigdy nie musiała się zgadzać z powszechnym stwierdzeniem, że matura to pikuś przy sesji. Ja osobiście wolałabym pisać 10 matur :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko chyba zależy od podejścia i przedmiotów. Skoro ty miałaś trudne, prowadzone nieciekawie i na nic przydatne, to nie dziwię się, że nauka była dla nich męcząca ><
      Ale masz zarówno matury, jak i wszystkie sesje już za sobą - a więc tylko się cieszyć! :D

      Usuń
  11. Biorąc pod uwagę egzaminy czy wyzwania jakie muszę podejmować czasem w pracy... tęsknię za studiami i sesją :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele razy słyszałam, że w pracy będzie gorzej niż na studiach, więc staram się doceniać to, że na razie się uczę i mam z tym spokój.

      Usuń
  12. Dobra, dzięki Tobie będę spokojniejsza :D Do pierwszej sesji, co prawda, mam jeszcze trochę czasu... z dwa lata... i na razie aż tak o tym nie myślę... hm, pewnie później zacznę się stresować i tak czy siak xD Na razie w głowie mi siedzi matura, choć to dopiero za rok :o Nie że się jakoś stresuję... może trochę xD Na razie przyjmuję to spokojnie, ale mam nadzieję, że jak przyjdzie co do czego, to będzie tak jak na egzaminie gimnazjalnym - prawie zero stresu :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymać kciuki żebyś się nie stresowała, bo to jednak nic nie daje, a może tylko zaszkodzić. Skoro masz prawie dwa lata do tego egzaminu, to jeszcze faktycznie nie masz coś się nad tym zastanawiać! :)

      Usuń
  13. dobre też jest How I met your mother :D ja to oglądam na zmianę z Big Bang Theory :D
    co do sesji - ja mam za rok maturę, kiedyś tam będę miała sesję. Egzaminów boją się albo ci co nic nie umieją albo ci, co lubią się stresować według mnie. Albo to ja jestem dziwna i żaden egzamin nie jest w stanie mnie przerazić (a właśnie zapisałam się na prawko, a i tak podchodzę do tego na luzie :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak poznałem waszą matkę jest genialne :D Ale obejrzałam już całe, więc teraz szukam kolejnego sitcomu wartego uwagi i padło na Big Bang Theory :D
      Powodzenia z prawem jazdy! Wiesz co, ja jestem zestresowanym człowiekiem. Nie umiem się nie stresować, ale to często motywujące. Ten "strach" mnie paraliżuje, tylko motywuje do działania. A zazwyczaj kompletnie znika, gdy dostaję pytania.

      Usuń
  14. Zgadzam się z tym co napisałaś w 100%. W tym roku również po raz 1. podchodziłam do sesji i bardzo się bałam mimo tego, że byłam na wszystkich zajęciach i regularnie czytałam wszystkie materiały. Szczerze to nie można tego porównywać do matury bo jest to egzamin wyłącznie z rzeczy, których dowiedzieliśmy się na studiach, a nie przez całe życie. Jak na 1. raz nie było źle, ale wiadomo że to zależy od przedmiotu i wykładowcy ;)

    http://sakurakotoo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jestem odosobniona w moim poglądzie :) Też racja, że ciężko to porównywać, ale jednak wiele osób uważało, że sesja jest gorsza od matury i musiałam się sama przekonać :P

      Usuń
  15. Masz rację, większość ludzi twierdzi, że sesja jest o wiele trudniejsza niż matura. A tak naprawdę nie jest. Jeżeli ktoś uczy się systematycznie przez cały semestr to bez problemu ją zda. Ale zazwyczaj większość studentów olewa sobie naukę, a potem płacz bo w 1 dzień muszą ogarnąć cały materiał. Tak jak napisałaś w poście, że w szkole sprawdzają naszą wiedzę systematycznie przez karkówki i sprawdziany a na studiach tak niestety nie jest. A wedlug mnie matura jest wazniejsza bo bez niej nie możesz w ogóle pójść na studia.

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez prudence.