11 lipca 2016

Zabójcze trio New Adult

Chyba bardzo lubię poruszać tematykę New Adult, gdyż ten wątek pojawia się na moim blogu już po raz trzeci! Niech was jednak nie zmyli fakt, że skoro piszę o nim tak często, to jestem wielką fanką tego gatunku. Czytam go, gdy mam gorszy dzień i często przez to albo humor mi się poprawia albo skupiam załamanie na tragiczności powieści. Dzisiaj o paru najgorszych - moim zdaniem - książkach New Adult.
Wiem, że ten gatunek ma wielu fanów, jednak już na wstępie chciałabym podkreślić, że jest to moje zdanie i choć ja uznaję te powieści za kiepskie, nie oznacza, że każdy musi tak twierdzić.


Zaszczytne, pierwsze miejsce zajmuje "Dręczyciel" Penelope Douglas, który jakoś w tym roku ma zostać wydany w Polsce. I szkoda... Miałam okazję przeczytać tę książkę zimą. Spodziewałam się czegoś ciekawego, intrygującego, fajnego sposobu na poruszenie poważnego problemu. Co otrzymałam?
Główna bohaterka jest poniżana, raniona i niszczona psychicznie przez przyjaciela z dzieciństwa. Nie chodzi jednak do psychologa, nie prosi o pomoc ojca (byłego wojskowego). Zakochuje się w swoim oprawcy. On nie jest lepszy. Miał ciężką przeszłość jednak zamiast skontaktować się ze specjalistą postanawia niszczyć jedyną osobę, którą darzy uczuciem. I tak oto dręczenie zamienia się w miłość. Niech mnie piorun strzeli, ale za nic w świecie nie widzę w tym logiki.
"Dręczyciel" spłyca poważne problemy. Dręczenie w szkołach nieraz doprowadziło do tragedii i nie uważam, aby za rozsądne pisanie o tym w tak błahy sposób. Gdyby chociaż była mowa tutaj o sięgnięciu po pomoc... Ale nie! Mamy zachęcanie do ignorowania problemu, odpłacaniu się pięknym za nadobne i relacji opartej na wzajemnym niszczeniu się.
Wiele osób wysoko ocenia tę książkę - bo Tate jest silna (według mnie naprawdę głupia), bo Jared jest badboyem (jest zranionym dzieciakiem z poważnym problemem psychologicznym). A ja? Żałuję, że po nią sięgnęłam...


Drugie miejsce należy do serii "After". Choć może nie powinnam oceniać tego w kategorii całej serii, bo przeczytałam tylko pierwszy tom. Dlatego skupmy się na "Płomieniu pod moją skórą" przez który przebrnęłam. Miała być lekka, bzdurna lektura. No i w sumie... wyszło. Tak jakby.
Cała książka opiera się na sporach głównych bohaterów. Raz się kłócą, obrażają, wbijają sobie szpile, a potem się godzą. To zrobią słodkie oczka, to się pocałują, to się zmacają. I tak przez sześćset stron, kiedy nie ma nic ciekawszego, nic bardziej porywającego. Jedynym interesującym elementem (aczkolwiek niezwykle żałosnym) jest zakończenie, które ma zmusić do przeczytania drugiego tomu. Sorry, ja już po pierwszym mam dość.
Po stu stronach miałam pewność, że główny bohater, Hardin, koniecznie powinien skontaktować się z psychologiem (czego nie robi, bo w New Adult mało kto wpada na ten pomysł). Rozchwianie emocjonalnego głównego bohatera nie jest bezpieczne ani dla niego, ani dla jego otoczenia. To wrażenie towarzyszyło mi do samego końca, a na ostatnich stronach upewniłam się, że jest z nim źle.
Może w następnych tomach robi się lepiej, ale już w pierwszym skreśliłam Annę Todd.

 

Prawdopodobnie narażam się teraz na krytykę, ale należę do grona osób, które nie potrafią znieść twórczości Abbi Glines. I choć posiada ono rzesze fanów, którzy rozchwytują jej książki, to ja po dwóch, natykając się na jej nazwisko udaję, że go nie widziałam.
Dlaczego tak bardzo nie lubię jej książek? Cóż, nie podoba mi się kwestia tego, że każdy problem, jaki jest poruszany w tych książkach (a niektóre są naprawdę poważne!) są spłycane i znajduje się na nie tylko jedno rozwiązanie - seks. Jak gdyby nie było psychologów do których można się zwrócić. Jakby nie można było porozmawiać. Lepiej się przespać z tą osobą... Ten schemat sprawił, że po prostu nie jestem w stanie przeczytać nic więcej od tej autorki i zapewne nigdy więcej nie sięgnę po jej książki, aby oszczędzić swoje skołatane nerwy.

Zapewne mogłabym wymienić jeszcze kilka tytułów z tej serii, których nie lubię, jednak są one raczej pośrednie i nie wywołują we mnie aż tylu negatywnych emocji, co powyższe. Dajcie znać czy zgadzacie się z moim wyborem!

8 komentarzy:

  1. Szkoda, że "Dręczyciel" był taki słaby. Zaintrygował mnie kiedyś na zagranicznych blogach, a że lubię tego typu tematykę i poruszanie ważnych problemów stwierdziłam, że kiedyśtam go przeczytam. Jednakże teraz zmieniam zdanie, bo już fabuła wydaje się nielogiczna. Choć w sumie znam podobny (oczywiście bardziej banalny i normalny) przypadek z życia codziennego, to... nie, nie, dzięki. Chyba sobie odpuszczę :)
    Pozdrawiam i zapraszam na post rocznicowy :* pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wydaje mi się, że nie warto czytać tę książkę. Sama byłam ciekawa fabuły, tym bardziej, gdy widziałam pozytywne opinie, ale się rozczarowałam.

      Usuń
  2. Czytałam Dręczyciela już jakiś czas temu i matkooooo, jak ja nie lubię Jareda! Ten chłopak jest mocno psychiczny! o.O
    After mnie nudził już gdy czytałam go jako famfiction, nie mam zamiaru sięgnąć po książkę. Kurczę, oni tam ciągle klocili się i do siebie wracali... :/
    Za to O krok za daleko nawet lubię :D Miło spędziłam przy niej czas ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że Jared był psychiczny.
      Wiele osób lubi Abbi Glines i szanuję to, ja jednak jestem jej antyfanką.

      Usuń
  3. .________________.
    Ale że co.
    Dżelifiszu, straszne rzeczy mi dzisiaj tutaj pokazałaś. Jak dobrze, że mam już mnóstwo rzeczy do przeczytania i nie wcisnę na listę żadnych NA, bo chyba bym umarła na przekroczenie dopuszczalnych dawek dramatu i udusiłabym się od okrzykow ,,,IDŻ DO PSYCHOLOGA" D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych czterech książek, myszo, nawet nie tykaj! Nie warto nerwów tracić. To ile ja się nakrzyczałam "idź do psychologa", to widać za mało, aby postacie się do tej rady zastosowały!

      Usuń
  4. Z tych książek czytałam tylko pierwszą część "After" i zdecydowanie zgadzam się z tym, że jest to jedna z najgorszych powieści tego gatunku. W następnym tomie wcale nie jest lepiej. Zaczęłam go czytać z nadzieją, że może autorka wymyśliła coś ciekawego, ale niestety tak się nie stało. Historia nadal opierała się na ciągłych kłótniach, dlatego stwierdziłam, że dalej nie dam rady i odłożyłam ją po przeczytaniu kilkunastu rozdziałów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, w tym układzie widać wiele nie tracę, że nie czytam kolejnego tomu. Lepiej dla mnie!

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.