23 grudnia 2016

Co mi dało 100 dni radości?

Nie wiem skąd, ale ponad trzy miesiące temu dowiedziałam się o inicjatywie, która nazywa się "100 happy days challenge". Projekt polega na tym, że przez 100 dni robi się zdjęcie czegoś, co sprawiło ci radość, a następnie zapisuje w jakimś miejscu - na mediach społecznościowych, blogu, folderze na komputerze czy telefonie. Powiedziałam przyjaciółkom o tej inicjatywie i... zaangażowałyśmy się.
Tego samego dnia, gdy dowiedziałam się o tym wyzwaniu, założyłam prywatnego bloga na tumblrze, zezwoliłam na edycję trzem przyjaciółkom i poczynając od następnego dnia codziennie każda z osobna wrzucała zdjęcie tego, co sprawiło jej radość.
Na początku nie sądziłam, że może mi się udać prowadzenie takiej inicjatywy przez ponad trzy miesiące. Gorsze chwile zdarzają się każdemu i czasami ciężko znaleźć coś, co można uznać za radosne w danym dniu. Same statystyki na stronie inicjatywy informują nas, że 71% porzuca to przedsięwzięcie w trakcie! Dlaczego nie miałoby się mi przytrafić coś podobnego? Cóż, kompani w tym zadaniu na pewno są bardzo przydatni. Gdy o godzinie 22 dalej nie wrzuciło się zdjęcia dostaje się minimum jedną wiadomość "pamiętasz o zdjęciu?". W takiej sytuacji nawet mając gorszy dzień, człowiek zastanawia się i próbuje docenić jakąś krótką chwilę (choćby taką drobnostkę, jak pójście spać).


Przyznaję, że na początku było naprawdę ciężko! Dzień wcześniej planowałam, co jutro sprawi mi radość. Brzmi absurdalnie, prawda? Ale wieczorem pierwszego dnia myślałam "okej, jutro robię to i to, więc będę zadowolona z tego". Z czasem przestawiłam się z tego dziwnego myślenia na działanie bardziej spontaniczne - robiłam zdjęcie, gdy uznałam "jestem szczęśliwa". Czasami analizowałam poszczególne chwile dopiero wieczorem. Nie zawsze udawało mi się wrzucić zdjęcie danej sytuacji i w takich przypadkach opisywałam na kartce zdarzenie i wstawiałam informację opisową. (Wyglądało to na przykład tak "Różne spóźnione życzenia urodzinowe i dużo rozmów z różnymi ludźmi")
Jak wspomniałam wcześniej - zdarzały się gorsze dni, szczególnie na początku, kiedy nie umiałam znaleźć w nich nic pozytywnego. Musiałam się naprawdę wysilić, aby uznać, że coś było względnie zadowalające i mogę to opublikować na blogu. Nie wiem, czy spowodowane było to pewną zmianą w moim myśleniu czy może faktem, że późniejsze dni były bardziej radosne, ale - z czasem było mi łatwiej.
Z każdym kolejnym dniem udawało mi się odnajdować także więcej drobnostek, które mogą być zadowalające - proste rozmowy ze znajomymi, znalezienie czasu na czytanie książki, zabawne zajęcia na uczelni. Nie są to przełomowe elementy, jak "spotkałam po latach dobrą przyjaciółkę" albo "wygrałam milion w lotto", a coś, co budzi na uśmiech, choć nie jest (pozornie) niczym wielkim.


Chociaż wyzwanie zakończyło się tydzień temu, to codziennie myślę o tym, co w danym dniu sprawiło mi radość. 101 dnia dziwnie czułam się z faktem, że nic nie wrzuciłam. 102 jeszcze chciałam robić zdjęcia rzeczy, które mnie cieszą. Zapamiętałam te chwile i dalej każdego dnia, wieczorem, zastanawiam się, co takiego sprawia mi radość.
Biorąc pod uwagę, jak wieloma rzeczami się przejmuję, martwię i jakimi pierdołami potrafię się zadręczać, to uznaję tę inicjatywę za niezwykle przydatną. Dzięki niej bardziej nauczyłam się doceniać małe rzeczy, a przy tym znaleźć coś dobrego w najgorszym dniu. Co prawda przydałaby mi się inicjatywa "100 dni bez zmartwień", ale osiągnięcie tego byłoby chyba niezbyt proste. Niemniej - nawet pośród zmartwień udaje mi się odnaleźć rzeczy, które są światełkiem w tunelu.

Co udało mi się osiągnąć przez te sto dni?
  • znalazłam pracę, która ma związek z moimi studiami
  • rozpoczęłam kurs języka angielskiego na poziomie C2
  • nauczyłam się kodu binarnego
  • oficjalnie zostałam członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów
  • zaangażowałam się w kilka projektów NZSu
  • licznie spotkałam się z przyjaciółmi
  • napisałam opowiadanie
  • przeczytałam wiele książek i obejrzałam trochę filmów
  • spędziłam godziny na rozmowach ze znajomymi
  • bardziej otworzyłam się na ludzi
  • nauczyłam się bardziej cieszyć
  • oraz... osiągnęłam mniejsze i większe cele
100 happy days to świetne wyzwanie, które może każdej osobie dać całkiem sporo dobrych wrażeń. Każdemu polecam zaangażowanie się w to nawet, jeżeli sądzi, że docenia małe radości. Warto zaangażować przyjaciół i w nowym roku szukać szczęścia. Osobiście sądzę, że jeszcze kiedyś powtórzę to zadanie!



A na sam konie chciałabym wam wszystkim życzyć wesołych, spokojnych i radosnych świąt. Chociaż ostatnio na blogu pojawił się spory zastój, to mam nadzieję, że od 2017 nie będzie takich długich przerw!

9 komentarzy:

  1. Co za świetna inicjatywa!!!!! Popieram ją xD może nawet zrobię coś takiego... ^_^ Ja od października zapisuję w zeszycie fajne chwile, które przydarzyly mi się w ciągu dnia, może teraz przerzucę się na zdjęcia... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wesołych świąt! Spełnienia marzeń i jeszcze więcej radosnych chwil!! :D

      Usuń
    2. Dziękuję! Tobie także - choć trochę spóźnione - wszystkiego dobrego w nowym roku. Bardzo polecam tę inicjatywę, gra jest warta świeczki :D

      Usuń
  2. Fajna rzecz, bardzo ciekawy projekt:). Powinnam zacząć robić coś takiego, bo właśnie sztuką jest znaleźć codziennie jakiś plus, jakąś szczęśliwą chwilę, która z pozoru wcale nie wydaje się czymś nadzwyczajnym. Życzę powodzenia na kursie!
    Szczęśliwego Nowego Roku!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, to bywa trudne, ale jest dobrym pomysłem oraz pomaga.
      Dziękuję! Tobie także wszystkiego dobrego w tym nowym roku!

      Usuń
  3. Jako jedna z tych trzech przyjaciółek podpisuję się pod tym - to świetna inicjatywa, warto ją podjąć <3 A Tobie, Meduzko, dziękuję, że nas w to wciągnęłaś :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niezbyt lubię robić zdjęcia, wolę na nich być :D Zresztą, ja jak mam doła, to piszę do was na MM i wy dyskusjami mi pomagacie wyjść z niego :D
    Poza tym ja staram się zawsze myśleć w miarę pozytywnie :D Zresztą mam też czasem tak, że patrzę na daną książkę, przypominam ją sobie i bum - humor się poprawia ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ci się tylko chwali, jak potrafisz tak łatwo znajdować radość w życiu! Oby to nigdy się nie zmieniło.

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.