27 lutego 2017

Moja książkowa ewolucja

Ostatnio czytałam książkę, niestety musiałam przerwać, ponieważ dotarło do mnie, że jestem na nią za stara. Nie zrozumcie mnie źle, wierzę, że ta lektura zdobyłaby moje serce... w szkole podstawowej. To skłoniło mnie do przemyśleń dotyczących ewolucji mojego gustu książkowego.


Szkoła podstawowa

Kiedy byłam w szkole podstawowej czytałam te książki, które miałam na półce. A więc te, które kupili mi rodzice. Czyli te, które oni wybrali bez mojej wiedzy, bo przyznam szczerze - na samym początku mi i książkom było nie po drodze. Szczęśliwie był to dość krótki okres, bo szybko się wkręciłam. Za moją pasję do książek odpowiadają Opowieści z Narnii. Ten cykl wciągnął mnie i sprawił, że pokochałam czytanie. Pamiętam, że byłam z rodzicami w Chorwacji i zdecydowanie nie chciałam iść na plażę, ponieważ MUSIAŁAM wiedzieć, co wydarzy się dalej w Srebrnym krześle. 
Krótko po tym zainteresowałam się Eragonem. Stało się to za sprawą dość słabego filmu, ale dziesięcioletnią mnie on zadowalał. A książki! Smoki, elfy, walki - autora uważałam za geniusza, a wyczekiwanie na każdy kolejny tom było niczym wykreślanie dni z kalendarza.
Pod koniec szkoły podstawowej pokochałam Anię z Zielonego Wzgórza. Choć nie jestem pewna, czy ta seria nie podpada już pod pierwszą klasę gimnazjum. A może był to przełom tych dwóch szkół. Niemniej - losy rudowłosej dziewczyny mocno zapadły mi w pamięć.
W tym czasie zetknęłam się też z takimi książkami jak Pollyanna, Niekończąca się opowieść, Alicja w Krainie Czarów.

Ulubiona książka: Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu
Ulubiony autor: Chirstoper Paolini


Gimnazjum

Sądzę, że to czasy, gdy mój gust literacki pozostawiał sporo do życzenia, ale to też okres, gdy zaczęłam wybierać książki sama. Polegałam na tym, co usłyszałam od innych, co widziałam w internecie i co brzmiało podobnie do tego, co już czytałam. A że okres gimnazjum przypadł, mi na czasy zafascynowania wampirami - to przede wszystkim czytałam o tym.
Bezsprzecznie największe znaczenie miała dla mnie Lisa Jane Smith, autorka Pamiętników wampirów. Dwa tomy (a więc sześć części), to były pierwsze książki, które kupiłam sobie sama (ach, te wspomnienia). No i właśnie kolekcję jej książek dalej mam w pokoju - Pamiętniki wampirów, Tajemny Krąg, Świat nocy (którego czwarty tom nigdy nie pojawił się w Polsce), Wizje w mroku...
Ciężko nie wspomnieć także o jednej czterotomowej serii. Mimo wszystko to jej zawdzięczamy nastoletnie zafascynowanie krwiopijcami. Zmierzch kręcił mnie przez jakiś miesiąc i wtedy przebrnęłam przez wszystkie tomy. Niemniej, bardzo szybko przekonałam się, że to nie moje klimaty i byłam w #teamTVD.
Drugą serią, którą czytałam parę razy był cykl o wilkołakach autorstwa Rachel Hawthorne - Blask księżyca i kontynuacje. Cztery, krótkie książeczki, ale pierwszym tom czytałam chyba cztery razy. Zafascynowała mnie wtedy twórczość Melissy Marr oraz jej świata wróżek. Na każdy kolejny tom czekałam z walącym sercem!  Przeczytałam wtedy Igrzyska śmierci, kilka tomów GONE, 7 razy dziś.
Na sam koniec gimnazjum doszło do pewnej zmiany - zafascynował mnie Edgar Allan Poe za sprawą książki Nervermore. Przekonałam się także do polskich autorów dzięki Katarzynie Berenice Miszczuk. Prawdopodobnie gdyby nie Ja, Diablica, to jeszcze długo nie sięgnęłabym z własnej woli po polskie książki.

Ulubiona książka: 7 razy dziś, Świat Nocy t. 1, Ja, Diablica
Ulubiony autor: Lisa Jane Smith, E. A. Poe, Katarzyna Berenika Miszczuk


Liceum

Mimo że jest to okres niezbyt oddalony w czasie, to ciężko mi tutaj coś napisać. Mam wrażenie, że jest jednocześnie najmniej charakterystyczny. Nazwałabym go przejściowym. Z jednej strony dalej byłam ciekawa książek w tematyce z gimnazjum (pf, chyba dalej jestem), więc czytałam Delirium, Niezgodną, Przez burzę ognia. Przy tym porzuciłam wampiry i wilkołaki. Zresztą, wtedy przechodziły one raczej do historii i dystopie były na topie (ciekawe, trzy wcześniej wymienione przeze mnie książki, to właśnie te klimaty - to o czymś świadczy).
Wykazałam też zainteresowanie gatunkiem New Adult za sprawą Morza spokoju. Jednak tego typu książki traktowałam jako antydepresant. Po pierwsze większość miała element komiczny, po drugie nie należały do literatury ambitnej, więc czytało się je szybko, a po trzecie gro z nich było okropne, a więc zamiast się dołować - wkurzałam się.
Jednak oprócz tego w moje życie wdarł się lekki powrót do high fantasy. Zaczęłam czytać książki autorstwa Maas. Pokochałam Szklany tron i na kolejne tomy czekam do dzisiaj. W związku z tym przez moje ręce przewijały się książki jej podobne - rozgrywające się w magicznych krainach.
Próbowałam także innych polskich autorów i trafiłam na Martę Kisiel, która porwała mnie swoim stylem. Od tej pory uznaję ją za jedno ze swoich autorskich guru.
W moje dłonie zawitało trochę klasyków. Pozwoliłam sobie na zgłębienie twórczości Edgara Allana Poe, przeczytałam Władcę pierścieni Tolkiena, przed maturą porwał mnie Wells, tuż po zakończeniu liceum zainteresowałam się Fitzgeraldem. Wiele razy wracałam i odchodziłam od Szekspira.

Ulubiona książka: Szklany tron, Dożywocie, Morze spokoju, Mistrz i Małgorzata, Wielki Gatsby
Ulubiony autor: Marta Kisiel, Sarah J. Maas


Studia

Tak naprawdę ciężko ten okres jakoś szczególnie podsumować, jestem dopiero na drugim roku, więc wiele rzeczy jeszcze może się zmienić do końca mojej edukacji. Możliwe, że w 2020 będę musiała tutaj wprowadzić jakieś zmiany (miejmy nadzieję, że blog będzie istnieć, gdy będę bronić magisterki).
Jak na razie mogłabym to podsumować w ten sposób: Brandon Sanderson. Mimo wszystko dzieciństwo odbija się na moim guście po jakichś dziesięciu latach. Wracam do książek, które dzieją się w wymyślonych od podstaw światach. I na razie wcześniej wspomniany pisarz jest zdecydowanie moim ulubieńcem. Od kiedy przeczytałam Z mgły zrodzonego jestem zakochana i mam pewność, że jeszcze długo będę uwielbiać jego powieści. I dlatego też szukam i interesuję się powieściami, które mają podobny klimat.
Nie mogę jednak zapomnieć o tym, co dalej pozostaje w moich zainteresowaniach. W dalszym ciągu sięgam po książki Maas i czekam na następne powieści jej autorstwa. Lubię przeczytać lekkie książki określone mianem "młodzieżowych". Dalej szukam New Adult, które będzie perełką i zdarza mi się znaleźć - rzadko bo rzadko - całkiem niezłe. Nie porzucam klasyków - choćby obecnie czytam Pięknych i przeklętych Fitzgeralda.
Och, i chyba dla niektórych najważniejsze - próbuję nadrobić Harry'ego Pottera. Z żalem przyznaję, że dotychczas ta seria mi umknęła, ale tomy 7, 1, 2, 5 + Przeklęte dziecko już za mną (tak, w tej kolejności), a na półce czeka Książę Półkrwi.

Ulubiona książka: Bohater wieków, Dziedzictwo ognia
Ulubiony autor: Brandon Sanderson


Patrząc na to ogólnie, to mimo wszystko mój gust w jakiś sposób ewoluuje, choć nie przechodzi drastycznych przemian. Mimo wszystko można dostrzec, że cały czas otaczam się przede wszystkim światem fantasy.

A jak sprawa wygląda u was? Jaka jest wasza książkowa ewolucja?

16 komentarzy:

  1. Mogę jedynie powiedzieć, że w podstawówce liczyły się dla mnie: Zmierzch, Ala Makota oraz poezja Poświatowskiej. W gimnazjum typowe, sławne młodzieżówki - nie pamiętam, co uwielbiałam (chyba nadal Zmierzch, czytany po raz enty). Liceum - strasznie się otwarłam na wszystkie gatunki i czytałam co popadnie. Teraz, na studiach, me gusta stały się z jednej strony wysokolotne, ponieważ lubię ambitne lektury z przesłaniem, ale... z drugiej strony dalej mnie ciągnie do popkulturalnych głupkowatych powieści. W zasadzie moja tolerancja czytelnicza wciąż jest wysoka :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gimnazjum? Ja pamiętam, co lubiłaś :P "Zmierzch", "Igrzyska śmierci", Miszczuk, "Gone" i inne tego typu.

      Usuń
  2. W podstawówce czytałam raczej książki o dzieciakach w moim wieku. W gimnazjum przeszłam na fantastykę młodzieżową, a teraz przede wszystkim królują high fantasy, horror, thriller, kryminał i jeszcze czasami coś filozoficznego. ;)Po przeczytaniu "Piasku Raszida" i "Duszy Cesarza" bardzo chcę się zabrać za większe dzieła autora! Totalnie mnie do siebie przekonał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, akurat nie czytałam tych dwóch książek Sandersona. Niemniej gorąco polecam "Z mgły zrodzonego" :) Ta trylogia to perełka!

      Usuń
  3. W podstawówce kochałam czytać legendy, mity, bajki. Wprost żyłam fantastyką i potrafiłam codziennie chodzić do biblioteki i czytać kilka książek w ciągu jednego dnia. Jedna książka szczególnie utknęła mi w pamięci. ''Dzikie Róże'' Deb Caletti. Niekoniecznie fantasy, ale od tej pory zaczęłam czytać dłuższe serie.

    ''Opowieści z Narnii'' to było moje spełnienie marzeń. ''Ala Makota'' to samo. W gimnazjum zaczęła się faza na ''Zmierzch'', a dopiero w liceum ruszyłam ''Harrego Pottera''.

    Teraz czytam poezję Szekspira w oryginale!^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, Szekspir w oryginale! Bardzo ambitnie i super, że Ci się udaje. A co dokładnie czytasz? :D

      Usuń
    2. Hah! Nie, żebym jakoś chciała, studia się kłaniają;P. Czy udaje mi się to też bym nie była pewna, bo po 3-4 stronach już mnie głowa rozbolała... ''Halmet''.

      Usuń
  4. Ja jestem aktualnie w gimnazjum i w sumie od czasu podstawówki mój gust czytelniczy nie zmienił się jakoś bardzo: fantastyka <3 Co prawda, w podstawówce czytałam takie bardziej infantylne książki, to wspominam je bardzo dobrze...
    Ciekawy post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Jak jesteśmy młodsi, to ciężko, aby od razu czytać poważne lektury!
      U mnie też króluje fantastyka <3

      Usuń
  5. nie mogę uwierzyć, że masz za sobą te wszystkie pozycje i dopiero "gonisz" Pottera :D w każdym razie dużo dobrego przed Tobą, "Książę Półkrwi" jest super! :)
    fajna ewolucja. ja też widzę duże zmiany w swoich gustach, i dobrze! rozwijajmy się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Też jestem w szoku, że umknęło mi to przez lata!
      Zgadzam się :D Fajnie spojrzeć na taki rozwój z perspektywy czasu.

      Usuń
  6. miejmy nadzieję, że blog będzie istnieć, gdy będę bronić magisterki - jakie miejmy nadzieję? pff, nie wolno ci odejść :D

    Hahaha, gdybym ja zrobiła taki post, wyglądałoby to zgoła inaczej :D Dzieciństwo - nienawidzę czytać, aż nagle HP (kobieto, czemu zaczęłaś w takiej dziwnej kolejności? :O), przez rok tylko HP, potem zaczęłam Opowieści, ale mnie dorzuciły, potem zaczęłam Wiedźmina, ale mnie odrzucił. Moje dziecięce miłości poza HP to Chłopcy z Placu Broni oraz cykl "Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty". Gimnazjum to czas "To ja Lucy" oraz przekonania się do Wiedźmina, a także Bereniki Miszczuk, zakochania się w wampirach po 1 tomie Zmierzchu, którego jednak nie lubię. To też czas zaczęcia czytania erotyków oraz lekkich młodzieżowych romansów :D Ja nie wiem, jak mój mózg nie wysiadł wtedy, jak sobie przypominam te książki :P
    No i liceum to jednak głównie erotyki, fantasy, high fantasy oraz kryminały, tak kryminał to zdecydowanie czas obecny :D

    No oczywiście Eragon też podstawówka, i dla mnie to też było wtedy mega <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wolno mi odejść? Cóż, w tym układzie chyba muszę zostać choćby niebo się waliło!

    Co do HP - po obejrzeniu filmu Książę Półkrwi (to jeszcze chyba nie było liceum), chciałam dowiedzieć, jak się to skończy. Więc przeczytałam Insygnia Śmierci. Potem uznałam, że warto coś się zapoznać z resztą książek, więc przeczytałam 1 i 2 tom. Później miałam przerwę aż do studiów. Oglądając Zakon Feniksa koleżanka uznawała, ze są liczne różnice i powinnam przeczytać książkę. To przeczytałam. Potem wyszło "Przeklęte dziecko", więc przez nie przeszłam. A potem uznałam, że podobno najwięcej różnić jest w Księciu, więc czytam jego :P Logiczne? (wiem, nie bardzo...)

    Och, Eragon <3 Ja byłam tym zachwycona. Plus zawsze podziwiałam Paoliniego, że wydał pierwszy tom mając 15 lat!

    OdpowiedzUsuń
  8. "Przeklęte dziecko" mogłaś sobie odpuścić, żeby nie psuć sobie całej serii ;)
    Miło się czyta tak dokładnie rozpisaną historię czytelniczą, dobrze widzieć na koniec eklektyzm, Martę Kisiel, klasykę, a do tego dużą samoświadomość czytelniczą, która się z czasem wykształciła.
    Może sama powinnam napisać kiedyś swoją historię? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłam odpuścić - owszem. Ale wpadła mi w ręce na uczelni, a ja miałam przed sobą dwa bardzo nudne wykłady.
      Zachęcam! Z ciekawością przeczytam ^^

      Usuń

Szablon wykonany przez prudence.