3 kwietnia 2017

Biegi wyczynowe Jellyfish

Jestem człowiekiem aktywnym fizycznie! Dużo biegam i to regularnie - po prostu sportowiec roku. W tym momencie każdy, kto mnie zna i to czyta wybucha śmiechem, pluje wodą w ekran i dzwoni po psychiatrę, bo najwidoczniej Jellyfish zaczyna się coś mieszać w jej galarecianej głowie. Pozbieraliście się z podłogi? Okay, to przechodzimy do meritum.

KittyAilla i Justyśka wpadły na pomysł akcji dotyczącej aktywności fizycznej wiosną wśród blogerów książkowych. I chociaż stricte się do nich nie zaliczam, to po moim blogu widać, że jednak seriale, filmy i książki stanowią ogromną część moje życia. Może to wskazywać na dość siedzący tryb życia. Niemniej - ruszać się trzeba. Oto jak wygląda ćwiczenie w wykonaniu Jellyfish.


Wiecie, bo tak ogólnie, to ja bardzo dużo biegam. W sensie - kiedyś w liceum po przebiegnięciu 750 metrów wylądowałam u pielęgniarki (taki ze mnie Usain Bolt!). I tak ogólnie to chyba mojemu wuefiście ubarwiałam dzień swoją beznadziejnością kondycyjną (dobrze, że przynajmniej jedno z nas się śmiało). Nie zmienia to jednak faktu, że te liczne biegi (z których połowę przechodziłam spacerem) były bardzo przydatne. Bo okazuje się, że na co dzień: biegam.

Biegam na przykład na autobusy. Bo wychodzę za późno z domu. Bo w połowie drogi na przystanek wracam się, aby sprawdzić, czy na pewno zamknęłam drzwi. Bo po drodze zahaczam o nowootwarty sklep w okolicy. Bo jeszcze się wracam do domu, bo czegoś zapomniałam. Bo muszę się szybko przesiąść. Bo następny autobus jedzie dopiero za dwadzieścia minut. Bo widzę, że autobus zaraz odjedzie, a ja jestem jeszcze sto metrów od przystanku. No każdy powód jest dobry, prawda?


Biegam także na uczelnię. Bo widzicie, jak już dobiegnę na ten autobus, to nie przebiegnę korków. A jak był wypadek, to co zrobić? No nic, tylko stać i czekać (ewentualnie mogę pobiegać po autobusie, ale to chyba zdenerwuje współpasażerów). Jednak gdy już wysiądę, a zajęcia trwają od pięciu minut, to wypadałoby się ruszyć. W związku z tym biegnę z przystanku na uczelnię, aby się nie spóźnić.

Biegam po schodach. Podobno chodzenie po schodach to także dobre ćwiczenie. Za każdą przebiegniętą kondygnację na uczelni powinnam dostać ciasteczko. Wiecie, ile miałabym wtedy ciasteczek? Dużo. A właściwie w ogóle, bo wszystkie bym od razu zjadła. Niemniej - wiecie dlaczego biegam po schodach? Bo wykłady są na ostatnim piętrze, ja się spóźniłam, a winda za wolno jedzie albo jest przepełniona.

Wyczynowo biegam także, gdy pomylę sale, w których są zajęcia. Albo gdy idę do siedziby NZSu i zapomnę zapytać na recepcji, czy ktoś tam jest. Potem, na ostatnim piętrze, okazuje się, że drzwi są zamknięte, a ja muszę wracać na parter po klucz. Dramat - bo to kolejne kondygnacje schodów do przebięgniecia.

Najlepszym biegiem z którym mam do czynienia to ten przełajowy. Mam psa, wabi się Cody i właśnie obgryza rolkę po papierze toaletowym. To bardzo spokojny pies, póki nie wyjdzie na spacer. Nie wiem, co dzieje się wtedy w jego głowie, ale przypuszczam, że coś na miarę "po prawej coś pachnie, po lewej coś zdechło, a środkiem szedł inny pies!", a ja na drugim końcu smyczy latam za nim w tym kierunku, w którym jaśniepan wskaże. Cody decyzje podejmuje szybko, a jeszcze szybciej zmienia zdanie. Dlatego gdy już przebiegnę chodnikiem w stronę chaszczy, przeskoczę nad dwoma kałużami, uchylę się przed gałęzią i nie potknę się o kamień (a przy tym się nie zabiję) - spacer można uznać za udany.


Biegam też podświadomie. Taka magia. Często mi się śni, że gdzieś biegnę albo przed czymś uciekam. I pomińmy próbę analizy psychologicznej tego zdarzenia - biegam, tak? Nawet we śnie. To po prostu pokazuje jak bardzo przywiązana jestem do tej aktywności fizycznej.

Podsumowując ten wywód chciałabym was wszystkich serdecznie zachęcić do biegania razem ze mną. Doceniajcie każdy krótki dystans, każdy wyczyn, jak bieg na autobus. A gdy kiedyś będziecie niemal lecieć za psem na smyczy, to wspomnijcie mnie.

19 komentarzy:

  1. Dzisiaj wykonałam bieg godny Usaina Bolta, kiedy nieświadoma zmiany rozkładu autobusów szłam sobie na ten o 6:34, a okazało się, że zgodnie z nowym planem jedzie on o 6:32. Powinnam dostać medal. I ciasteczko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałabym Ci ciasteczko gdybym mogła - taki bieg wymaga nagrody, bo też mi się to kiedyś zdarzyło (omal auto mnie nie potrąciło).

      Usuń
  2. Hahahha, uwielbiam cię <3
    Hm, popieram - też nie miałabym żadnego ciasteczka, bo po wejściu na te schody trzeba uzupełnić energię :D
    Ja akurat mam inną filozofię - za facetami i autobusami się nie biega, będą następni :P i tylko RAZ biegłam na pociąg, bo kolejny był za godzinę :D Tak to konsekwentnie trzymam się swojej filozofii :D
    Mój kot na spacerze - "mniaaam, trawa, o piasek - wytarzajmy się!". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww, dziękuję <3
      Słuchaj, to dobry sposób póki nie mieszka się na zadupiu jak ja - w takim przypadku jak się spóźnisz na jeden autobus to masz problem, bo teraz pozostaje ci albo iść spory kawałek pieszo do miejsca, skąd jedzie więcej busów albo czekać jeszcze dłużej na kolejny.

      Usuń
  3. Haha, coś o tym wiem^^! Studenckie życie się kłania;). Odkąd przeprowadziłam się do Krakowa to wiecznie się spóźniam na jakieś spotkania. Na zajęcia nawet nie, bo piechotą idę, ale jak przyjdzie się z kimś zobaczyć to prawie zawsze! Wszystko przez nowe autobusy, tramwaje.

    O windach na uczelni już nie wspomnę;P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w Krakowie to już w ogóle ruch jest straszny, więc nie dziwię się, że w związku z tym masz pewne opóźnienia - współczuję.

      Usuń
  4. Hahaahah, świetny post :D
    Ja nie lubię biegać i nie biegam bo jak jestem spóźniona to jadę rowerem do szkoły, a jak nie to w sumie też, więc...
    Zreszta teraz to ja wgl nie biegam, bo nie mogę - kontuzja kolana, zerwane więzadło i operacja za dwa lata niestety nie pozwalają mi na tą czynność, ale to jest chyba plus tej sytuacji - szkoda, że jedyny xD Ale biegać to ja nigdy nie lubiłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Ojoj, współczuję tej kontuzji :( Naprawdę poważna sprawa, mam nadzieję, że operacja przebiegnie sprawnie i bez problemu, a po niej już wszystko będzie w porządku.

      Usuń
  5. Bardzo spodobał mi się Twój post :) ja również biegam tak jak Ty + biegi za dzieckiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Wierzę, że to też wymagająca kategoria biegów!

      Usuń
  6. Każdy z nas zna bieg na autobus i na uczelnię! :D Ja od biegania trzymam się z dala, wybieram inne formy aktywności fizycznej. A Forresta uwielbiam. ;)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, też wolę inne formy aktywności fizycznej, ale mam wrażenie, że jednak biegi na autobus dominują w moim życiu :P

      Usuń
  7. Zbiegałam pół miasta dziś żeby kupić co potrzeba i wrócić wykąpać dziecko w miarę wcześnie bilans? Dziecko zjadło, ja zmordowana, a mył się szkrab będzie po 20 ...tak że z wolnego wieczoru nici :D ale 10 kg lżejsza się czuje hahahah xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to współczuję, mam nadzieję, że uda ci się jednak odpocząć w najbliższym czasie.

      Usuń
  8. Hahahaha, że też ja na to nie wpadłam! Bieg na autobus to jeden z moich ulubionych rodzajów sportu! A kiedy spokojnym krokiem idę w szpilkach gdzieś i widzę odjeżdżającą limuzynę... No, to dopiero!
    Nominowałam Cię do tagu:http://nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com/2017/04/bardzo-bohaterski-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, biegi w butach na obcasach to już w ogóle wyczyn! Za to powinni dawać nagrody.
      Dzięki wielkie!

      Usuń
  9. O tak, bieganie na autobus nie jest mi obce, zwłaszcza, że mieszkam na zadupiu, z którego odjeżdżają 4 dziennie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jestem przekonana, że masz mistrzostwo w biegach na autobus!

      Usuń
  10. Uwielbiam Cię za ten post <3
    Patrząc na to z tej perspektywy, to niedługo powinnyśmy być tak wytrenowane, że możemy w maratonie startować :D

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez prudence.